axyzaaa
25.11.15, 11:05
Zdjęcia Mazowieckiego, Gronkiewicz-Waltz niszczone.
Wystawa zdjęć przedstawiających Tadeusza Mazowieckiego i polityków, z którymi współpracował, wywołała taką falę agresji, że zlikwidowano ją tydzień wcześniej.
- Mówiły, że nie podoba im się pokazywanie premiera Mazowieckiego, prezydenta Komorowskiego czy prezydent Gronkiewicz-Waltz. Pani kierownik biblioteki przyjęła kilkadziesiąt skarg. Nie chcę ich powtarzać, bo były pełne obelg wobec osób na zdjęciach - opowiada Maria Wysocka, wicedyrektorka Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście.
Zniszczone zdjęcia
Bibliotekarze odbierali też telefony z protestami. Kilka dni temu ktoś przysłał e-mail: "Gdzie jak gdzie, ale w ośrodku oświaty i edukacji historycznej, bibliotece, nie można pozwolić na gloryfikowanie kłamstwa, chyba, że jest się tak głęboko nieświadomym i nie wie się skąd pochodzą te elyty, często przestępcze i antypolsko-kosmopolityczni pogrobowcy KC PZPR" [pisownia oryginalna].
Na krytyce się nie skończyło. Niektóre zdjęcia zostały zniszczone. Ktoś porysował je ostrym narzędziem. Największą wściekłość wyładował na fotografii Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Władysława Bartoszewskiego z logo PO za plecami. Na zdjęciu komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku porysowana została twarz Hanny Gronkiewicz-Waltz. Porządku w holu pilnuje szatniarz, ale siedzi w sąsiednim pomieszczeniu i nie zauważył wandali.
- Mieliśmy wiele wystaw, ale takie rzeczy nigdy nam się nie zdarzały. Żeby tego uniknąć, musielibyśmy zatrudnić strażnika - mówi wicedyrektorka Wyszyńska.
"Nie chciałem narażać biblioteki"
Słowny i fizyczny atak na wystawę skłonił bibliotekarzy do zdjęcia części plansz. Zniknęły z okien. Gdy w poniedziałek zobaczył to Zdzisław Walczuk, tego samego dnia rozebrał ekspozycję, nie czekając do planowanego zamknięcia. - Byłam temu przeciwna. To przecież nasza historia, pierwszy premier III RP - opowiada Maria Wyszyńska.
- Nie chciałem narażać biblioteki. Jacyś szaleńcy mogą walnąć cegłą w okno - twierdzi Zdzisław Walczuk. Dodaje, że wcześniej naciskano też na niego, by usunął niektóre zdjęcia. - Nie powiem, kto to był, ale na taką cenzurę nie mogłem się zgodzić. Sądzę, że gdybym usunął zdjęcia, które wywoływały agresję, to następnego dnia zniszczono by kolejne.
warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,19241520,srodmiescie-atak-na-wystawe-ktos-pocial-zdjecia-tworcow-solidarnosci.html