Gość: leszka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.10.04, 15:13
ciekawe czy dotrze coś do zakutych pał nazi-lewaków
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041004/publicystyka/publicystyka_a_9.html
Myszka Miki rewolucji
Che Guevara stał się obok Marilyn Monroe, Humphreya Bogarta czy Myszki Miki
ikoną kultury masowej. Na jego wystylizowanej na Chrystusa podobiźnie
producenci trykotów zarabiają miliony. Młodzi po zrzuceniu uniformu roboczego
muszą przecież przywdziać mundur, który wyrażać będzie "ich indywidualność i
wiarę w wolność jednostki".
Twórcy biografii literackich i filmowych, musichalli i rewii wymyślają wciąż
nowe kombinacje Guevary z Matką Teresą, księżniczką Dianą i Lawrencem z
Arabii. Nie da się ukryć: Guvera jest the best. Zrozumiał to
również "Przekrój", który zamieszczając w najnowszym numerze w miarę rzeczowy
artykuł o latynoskim awanturniku, dołączył do numeru jego apologetyczną
filmową biografię. Cóż, biznes to biznes.
Kariera ikony Guevary jest symptomatyczna dla naszego czasu. Jest idealną
miną buntu osłaniającą konformizm doskonały. Dla podstarzałych sfrustrowanych
wspominających "gniewną" (czytaj: naburmuszoną) młodość staje się źródłem
tanich egzaltacji.
Nazizm został rozliczony i wykorzeniony. Dlatego młodzi nie chodzą dziś z
podobiznami Horsta Wessela, który był równie malowniczy jak Guevara - poeta,
sutener, bojownik, zginął w ideowej burdzie ulicznej - i o którym napisano
bardzo rytmiczny marsz. Mamy jednak bliższych idoli, równie ideowych i
malowniczych. Np. żelazny Feliks Dzierżyński, absolutnie ideowy twórca
aparatu terroru sowieckiego. Przy nim wysiłki Guevary na Kubie na tej samej
niwie są doprawdy śmieszne. Dlaczego pozostawiamy Guevarę samotnego? Można by
przecież stworzyć cały Disneyland rewolucji.
Bronisław Wildstein