Patrzę na wyniki wyborów, na wylewaną w Warszawce gnojówkę i coraz jaśniej widzę drogę do szczęścia ludu polskiego.
Ale kompromisową - nie, że zaraz prawo pierwszej nocy versus Kuba Szela.
Tytułem eksperymentu na Scianie Wschodniej i nie myślcie, że to arogancja - moi pra, pradziadowie wywodzą się prosto z tych pisich mateczników.
Które zresztą dawniej leżały w centrum Polski i stanowiły słynną dziurę w obarzanku.
My tak właśnie kochamy: pleban, ekonom, pachciarz (państwowy) i nasza Bercia jako autorytet moralny.