kawa_poranna11
12.01.26, 01:54
ks. Marcin Januszkiewicz "Nie rozumiem, dlaczego chcąc napić się kawy na stacji, jestem zmuszony do płacenia na prywatną fundację. Jeśli chcę napić się kawy, to chcę napić się kawy, a nie wspierać kogokolwiek. Można zrobić opcjonalnie jak np. w Biedronce, a nie obligatoryjnie. Jest to naruszenie mojej wolności sumienia. Dla hejterów podpisałem oświadczenie, że nie chcę być leczony sprzętem tej fundacji"
Taka postawa jest po prostu roszczeniowa i intelektualnie nieuczciwa.
Po pierwsze: nikt cię Ojcze Przewielebny nie “zmusza”. To nie jest podatek ani opłata państwowa, tylko warunki oferty prywatnej firmy: kupujesz kawę w danej promocji i część ceny idzie na cel charytatywny (w tym przypadku – na WOŚP). Jeśli ci to nie pasuje, masz banalne wyjście: nie kupujesz tej kawy / kupujesz gdzie indziej. Wmawianie sobie, że to “naruszenie wolności sumienia”, to nadużycie wielkich słów do obrony zwykłego “nie dam złotówki, bo nie”.
Po drugie: ta narracja pachnie moralnym szantażem na odwrót: “ja tylko chcę kawę, a nie wspierać kogokolwiek” — jakby ten 1 zł był jakąś krzywdą, a nie elementem jasno komunikowanej ceny/akcji. To jest dokładnie ten typ myślenia, w którym liczy się wyłącznie własna wygoda, a potem dorabia się do tego górnolotną ideologię.
Po trzecie (i najważniejsze): jeśli naprawdę tak cię boli, że gdzieś twoje pieniądze mogą wesprzeć coś, z czym się nie identyfikujesz, to zacznij od rzeczy faktycznie obowiązkowych.
W Polsce podatnicy – niezależnie od przekonań – finansują z budżetu państwa Fundusz Kościelny, m.in. na składki ubezpieczeniowe duchownych; to jest realne, systemowe i nieopcjonalne. MSWiA opisuje zasady działania Funduszu, a w projekcie budżetu na 2026 r. pojawiają się kwoty rzędu ~272 mln zł.
Więc jeżeli ktoś krzyczy o “wolności sumienia” przy kawie i złotówce w promocji, a jednocześnie akceptuje (albo przemilcza) przymusowe finansowanie instytucji religijnych z podatków, to wygląda to jak hipokryzja podszyta wygodnictwem, nie jak obrona zasad Przewielebny Ojcze Duchowny Kościoła Katolickiego.
Bo Chrystus nie zerżnął ci jeszcze dudy sznurem zdjętym z pasa - jak wtedy gdy wpadł na handlarzy w kościele?
Pewnie na co dzień, wobec "wiernych" na Niego się powołujesz?
A to “oświadczenie, że nie chcę być leczony sprzętem tej fundacji”? To już nie jest argument, tylko demonstracyjne obrażanie się na rzeczywistość – teatr pod publikę, który ma przykryć prosty fakt: nie chodzi o żadną wolność, tylko o niechęć do tego konkretnego beneficjenta.