kawa_poranna11
24.01.26, 21:30
Nawrocki mówił o zasadzie „nie ułaskawiam polityków”, a dziś już ją rozmiękcza, gdy chodzi o człowieka z otoczenia PiS.
To klasyka pisowska: twarde deklaracje na kamerach, a potem „wyjątek”, „okoliczności”, „analiza akt” — czyli furtka tak szeroka, że można przez nią przepchnąć każdą decyzję.
Jeśli Nawrocki zaczyna kadencję od sygnału, że reguły będą obowiązywać wybiórczo, to nie jest żadna „odpowiedzialność”, tylko zapowiedź politycznego parasola i erozji zaufania do urzędu.
W takich sprawach nie liczą się usprawiedliwienia, tylko wrażenie równości wobec prawa — a Nawrocki właśnie pokazuje, że partyjna bliskość może mieć znaczenie i robi sobie z gęby dudę.