sverir
09.03.26, 07:16
Po problemach w PL2050, teraz KO (przynajmniej na Dolnym Śląsku) ma problem z uczciwym głosowaniem.
Ale ja w sumie nie o protestach per se.
W kampaniach wyborczych jak zwykle opowiadali kandydaci o budowie tego i owego (mostów itp., ale tych metaforycznych, jako o porozumieniu), pani kandydatka podkreslała płeć (jakby w kontrze do tego całego genderyzmu, który głosi, że kobiety i mężczyźni są sobie równi - najwyraźniej nie są, bo nie przypominam sobie, żeby kandydaci męskoosobowi podkreślali swoją męskość) - a tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego - kto, komu, co i za ile?
Ciekawostką jest jednak, że pani Wielichowska jest uznawana za opcję tuskową, który postanowił wypromować kandydatkę kosztem niesławnego Jarosa, który ma tendencje do wychodzenia przed szereg. Co jeszcze ciekawe - gdyby wyniki się potwierdziły u nas, ów Jaros wygrałby z kandydatem tuskowym zarówno w województwie, jak i w powiecie.
Oczywiście to żaden znak powolnego końca Tuska, broń borze (sic!), ale pewien sygnał, że na tzw. prowincji Tusk wcale nie musi być bardziej kochany, niż jest w centrali. A w przypadku Wrocławia to o tyle ciekawostka (nr 2), że w wyborach samorządowych Jaros był opcją lokalną, a kandydat Sutryk (bezpartyjny, ale bliski KO) był kandydatem Tuska właśnie (technicznie rzecz biorąc Trzaskowskiego, ale w tamtym przypadku to było jedno i to samo).