kawa_poranna11
30.03.26, 00:28
To nie był wyjazd prezydenta, tylko żałosne strojenie się w cudze piórka
na partyjnym odpuście amerykańskiej prawicy.
Nawrocki wyglądał tam nie jak mąż stanu, tylko jak nadgorliwy petent,
który przyjechał wyżebrać oklaski od obcej widowni.
Z punktu widzenia polskiej powagi państwowej wyszło to po
|prostu kompromitująco: jedyna głowa państwa w roli dekoracji na ideologicznym jarmarku.
Zamiast klasy i powściągliwości była nachalna pokazówka, jakby
ważniejsze od interesu Polski było wciśnięcie się do odpowiedniego kadru.
Taki wyjazd nie podnosi prestiżu urzędu, tylko robi z niego festiwal żenady
i politycznego podlizywania się.
Jeśli Nawrocki chciał pokazać swoją siłę i rangę,
to pokazał głównie obciach, małość i desperację.
Ten typ tak ma?
Silny wobec słabych a słaby wobec silnych?