Dodaj do ulubionych

SALEZJANIE w FAMILIADZIE

IP: *.olsztyn.mm.pl 05.12.04, 14:40
Można zadawać sobie pytanie dlaczego kler wystepuje w programach
rozrywkowych. Powinni być raczej w kościele i sprawować sakramenty. Ale cóż
pewnie lepsze "młode sporsmenki" niż "stare babcie". Zastanawiające, że w
takim programie wzięli udział Salezjanie. Jednak, po wyskokach salezjanów z
Lubina mają "wprawę" w grach o forsę...

Jedna z największych afer ostatnich lat. 112 osób, w tym kilkunastu księży,
oskarżonych o wyłudzenie 500 mln zł kredytu. Ponad 400 oszukanych, głównie
biednych, ludzi. A wszystko za sprawą księży salezjanów z Lubina.

Lubińscy salezjanie przez cztery lata, od 1999 do 2003 r. zdołali namówić
ponad 400. swoich parafian na poręczenie kredytów, jak ich zapewniali, na
budowę ośrodka wychowawczego i rozbudowę kościoła. Ci podsunięte do podpisu
dokumenty podpisywali w ciemno, nawet ich nie czytając, bo wierzyli księżom.
Niektórzy brali nawet po 100 tys. zł kredytu. Pieniądze trafiały od razu do
rąk księży. Przepadło im gdzieś 132 mln zł. Co się z nimi stało, nie wiadomo.

W sprawie wyłudzeń zostało wszczęte śledztwo. Ustalono, że salezjanie grali
na zagranicznych giełdach. Nie będąc w stanie zwrócić pieniędzy bankowi,
zaciągali kolejne kredyty, wciągając w to kolejnych parafian. W końcu jeden z
księży, Ryszard M., został aresztowany, razem z nim dyrektor lubińskiego
oddziału Kredyt Banku. Teraz są na wolności, czekają na koniec śledztwa. A do
biednych domów poręczycieli księży chodzi komornik, by wyegzekwować
podżyrowane kredyty.

Jednym z parafian, którzy uwierzył salezjanom jest Waldemar Irski. Ma 5-
osobową rodzinę – on, jego żona i córka poręczyli kredyt. Pracuje tylko on.
Komornik zajął całe jego wynagrodzenie, samochód, opieczętował wszystko, co w
domu ma jakąś wartość: telewizor, lodówkę, grill. Pan Waldemar ma od księdza
Marka F. zobowiązanie na piśmie, że salezjanie zwrócą całą kwotę
zaciągniętego przez Irskich kredytu – 25 tys. marek.

- Ksiądz Marek nie chce się z nami kontaktować. Powiedział, że na tackę mi
nie będzie zbierał – mówi Waldemar Irski.

Po kolejnej wizycie komornika pan Waldemar zdecydował się zadzwonić do
inspektorii salezjanów we Wrocławiu, która sprawuje zwierzchnictwo nad
lubińską parafią. Ksiądz Krzysztof Szymczak, wikariusz inspektorii okazał się
rozmówcą nader bezpośrednim. Salezjanie nie mają ze sprawą zaciągniętych
kredytów nic wspólnego, wszystkiemu winny jest ks. Ryszard M., więcej –
wyjaśnień trzeba szukać w kurii biskupiej w Legnicy, która miała poręczyć za
ks. M. A w ogóle – to w kurii dopiero jest bagno: księża z kurii robili
interesy z KGHM, grali na giełdzie. Ksiądz Szymczak bardzo się denerwuje, co
rusz używa słów nieparlamentarnych i radzi wszystkim, żeby
się „odpierdzielili od salezjanów”.

Ma po temu pewne powody, bo okazuje się, że salezjanie coś ukrywają. I że
wiele wskazuje na to, że pieniądze nie tonęły w kieszeni samego tylko ks.
Ryszarda M. Pracownicy Salezjańskiej Fundacji Pomocy Młodzieży opowiadają,
jak wozili do inspektorii we Wrocławiu koperty wypchane banknotami. Przez
trzy lata, co miesiąc, m. in. kierowca fundacji woził do Wrocławia i
osobiście wręczał księdzu ekonomowi koperty. Było w nich od 50 do 200 tys.
zł. Potwierdza to inny jeszcze pracownik Fundacji, również pragnący zachować
anonimowość: nie wie, ile było w kopertach pieniędzy, bo tylko towarzyszył
koledze.
superwizjer.onet.pl/1161902,archiwum.html?MASK=5927154
Obserwuj wątek
    • Gość: Kaszanka A ciemnota dalej siem modli ... zenada! IP: *.sympatico.ca 05.12.04, 15:15

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka