Dodaj do ulubionych

Kompromitacja Wassermana

15.01.05, 00:30
Wlasnie ogladam powtorke "Przeswietlenia" na TVN 24. Wasserman podczas
rozmowy potwierdzil teze Giertycha, ze w 1989 roku SB dogadalo sie z SB. Do
takich stwierdzen ze strony lidera weszpolakow i elperakow sie
przyzwyczailem. Ale by cos takiego powiedzial czlonek PiS?!!!

Przytocze dla kontrastu fragment wywiadu z Lechem Kaczynskim:
"LECH KACZYŃSKI: – Sądzę, że rozmowy okrągłego stołu były warunkiem
niezbędnym. Oczywiście, można sobie gdybać, co by było, gdyby było... Ale
byłyby to spekulacje. Zmiany w Europie, które można nazwać końcem komunizmu,
zaczęły się w Polsce – tak myślimy dziś, ale pamiętajmy, że strona
solidarnościowa działała wtedy – wbrew temu, co sądzą niektórzy przeciwnicy
okrągłego stołu – przy użyciu mizernych sił. Bunt roku 1988 wskazał wyraźnie
na to, że nasze siły są stosunkowo małe. Wystarczyły tylko do tego, żeby
zachwiać podstawami systemu, który i tak się już sypał. Okrągły stół był
konieczny, nie był żadnym błędem taktycznym. Przy czym, co charakterystyczne,
o tym błędzie mówili przeważnie ci, którzy sami się do tego okrągłego stołu
pchali, a zostali z różnych względów pominięci".
("Magazyn Solidarnosc", Gdansk, sierpien 1995 r.)

Ciekawe, czy Wasserman za esbeka tez uwaza Lecha Kaczynskiego?
Obserwuj wątek
    • kataryna.kataryna Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 00:32
      leszek.sopot napisał:

      > Wlasnie ogladam powtorke "Przeswietlenia" na TVN 24. Wasserman podczas
      > rozmowy potwierdzil teze Giertycha, ze w 1989 roku SB dogadalo sie z SB. Do
      > takich stwierdzen ze strony lidera weszpolakow i elperakow sie
      > przyzwyczailem. Ale by cos takiego powiedzial czlonek PiS?!!!
      >
      > Przytocze dla kontrastu fragment wywiadu z Lechem Kaczynskim:




      Lepiej przytocz słowa Wassermana bo oglądałam Prześwietlenie i jakoś sobie nie
      mogę przypomnieć tego co mu przypisujesz.
      • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 00:58
        kataryna.kataryna napisała:

        > Lepiej przytocz słowa Wassermana bo oglądałam Prześwietlenie i jakoś sobie
        nie
        > mogę przypomnieć tego co mu przypisujesz.

        Sekielski pokazal fragment wypowiedzi Giertycha z konferencji prasowej podczas
        ktorej on w bardzo zapalczywym stylu glosil, ze w 1989 roku SB dogadala sie z
        SB. Nastepnie zapytal czy Wasserman zgadza sie z ta teza. Posel na to zaczal ta
        teze rozbudowywac i uzasadniac. Sekielski wiec jeszcze raz powtorzyl to
        pytanie. Na co Wasserman odpowiedzial, ze odpowiedzial tak jak odpowiedzial.
        Wasserman stwierdzil: wystarczy przeciez popatrzyc na to, kto w Polsce sie
        dorobil, kto jest w coraz to innych spolkach i radach nadzorczych...
      • leszek.sopot PS 15.01.05, 01:33
        A niedawno napisalas, ze nie masz TV. Mikolaj sprezentowal?
    • pan.nikt Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 00:38
      Panie Leszku. Znów wyłązi z Pana UW-ol.
      Otóż teza Kaczyńskiego i Wassermana nie są wcale sprzeczne.

      " Wasserman podczas
      > rozmowy potwierdzil teze Giertycha, ze w 1989 roku SB dogadalo sie z SB."

      a wg kaczynskiego:
      "Okrągły stół był
      > konieczny, nie był żadnym błędem taktycznym"

      Taktycznie tak, ale strategia powinna go po krótkim czasie (około 91 roku)
      obalić. Taktyka dopuszcza nawet taką umowę SB, z SB, tak samo jak kontrakt z
      diabłem.
      Takim strategicznym obaleniem Okragłego stołu, albo PRZEJŚCIEM DO KOLEJNEGO
      ETAPU ROZWOJU, był rząd Olszewskiego. Niestety Wałęsa i inni przestraszyli się
      prawdy, albo inni przestraszeni, zastraszyli Wałęsę (tego nie wiem).
      Niestety, tymi HAMULCOWYMI REFORM byli dawni komuniści i UW-ole.

      A że prawda w oczy kole Panie Leszku.
      Ano, kole
      • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:03
        No to caly wywiad:

        Był taki stół

        Sukces “Solidarności”
        – Minęło sześć lat od zakończenia rozmów przy okrągłym stole. Strona
        solidarnościowa pod przewodnictwem Lecha Wałęsy zasiadła przy nim, by
        negocjować reaktywowanie “Solidarności” oraz warunki niezbędnej przebudowy
        naszego państwa. Czy rozmowy ciągnące się przez wiele dni przy podstolikach
        problemowych, przy których musiało dochodzić do kompromisów z komunistyczną
        władzą, były niezbędne? Czy nie było innego sposobu na zapoczątkowanie reform
        politycznych i gospodarczych w Polsce?
        LECH KACZYŃSKI: – Sądzę, że rozmowy okrągłego stołu były warunkiem niezbędnym.
        Oczywiście, można sobie gdybać, co by było, gdyby było... Ale byłyby to
        spekulacje. Zmiany w Europie, które można nazwać końcem komunizmu, zaczęły się
        w Polsce – tak myślimy dziś, ale pamiętajmy, że strona solidarnościowa działała
        wtedy – wbrew temu, co sądzą niektórzy przeciwnicy okrągłego stołu – przy
        użyciu mizernych sił. Bunt roku 1988 wskazał wyraźnie na to, że nasze siły są
        stosunkowo małe. Wystarczyły tylko do tego, żeby zachwiać podstawami systemu,
        który i tak się już sypał. Okrągły stół był konieczny, nie był żadnym błędem
        taktycznym. Przy czym, co charakterystyczne, o tym błędzie mówili przeważnie
        ci, którzy sami się do tego okrągłego stołu pchali, a zostali z różnych
        względów pominięci.
        – Nie tylko ci ludzie krytykowali podjęcie rozmów. Z krytyką spotkał się sposób
        doboru ludzi strony solidarnościowej. W lutym 1989 roku doszło także
        kilkakrotnie w Gdańsku do demonstracji przed kościołem św. Brygidy, podczas
        których ludzie krzyczeli: “nie rozmawiać z mordercami!”. Te okrzyki można by
        odczytać jako odbicie moralnej krzywdy doznanej przez społeczeństwo.
        LK: – Tego rodzaju problem moralny zawsze będzie istniał w polityce. Natomiast
        nie myślę, żeby taki fundamentalizm mógł coś realnego osiągnąć w życiu
        społecznym. “Nie rozmawiać z mordercami”... w tamtym okresie znaczyłoby to
        pozwolić tym “mordercom” dalej pełnić władzę. Myślę, że gdyby rozmów nie było,
        to zapewne impuls, który przyczynił się do upadku systemu, wyszedłby z innego
        kraju, na przykład z Rosji. Do dziś i tak komunizmu by nie było, ale po raz
        kolejny, to co stałoby się w Polsce, byłoby odbiciem zmian zachodzących w
        Moskwie. Dobrze, że tak się nie stało. To my w jakimś sensie oddziaływaliśmy na
        to, co działo się w byłym ZSRR.
        – Wyniki rozmów okrągłego stołu można interpretować na różne sposoby. Odniosłem
        wrażenie, że osiągnęliśmy więcej niż oczekiwaliśmy...
        LK: – Osobiście sądziłem, że pod pewnymi względami będzie gorzej. Ale, z
        drugiej strony, przypomnijmy sobie, że podczas rozmów okrągłego stołu na
        Węgrzech ogłoszono, że za rok odbędą się tam już zupełnie wolne wybory. Trudno
        mi jest ocenić wynik wyborów w Polsce w 1989 roku. Z jednej strony, było
        poczucie sukcesu: wygrane wybory do Senatu i dość liczna reprezentacja
        obywatelska w parlamencie. Z drugiej strony, można to ocenić inaczej.
        – W jaki sposób doszło w sierpniu 1988 roku do rozmów z generałem Kiszczakiem a
        następnie do ustalenia terminu rozpoczęcia rozmów, co zresztą przez całą jesień
        i zimę było przesuwane w czasie? Pewnym siłom w partii i w służbach
        bezpieczeństwa zależało na tym, aby rozmowy się nie odbyły. Doszło do morderstw
        na księżach, które do dziś nie zostały wyjaśnione.
        LK: – 16 września doszło do pierwszej “Magdalenki”. Jak wyglądała wcześniejsza
        rozmowa Lecha Wałęsy w Warszawie – nie wiem, gdyż w niej nie uczestniczyłem.
        Niecierpliwie czekaliśmy wówczas w strajkującej stoczni na jej rezultaty. Gdy
        Wałęsa wrócił z Warszawy widać było, że z mieszanymi uczuciami. To była
        niezwykle dramatyczna noc, gdyż młodzi, strajkujący robotnicy zbuntowali się
        przeciwko tej decyzji. Mój brat pierwszy odważył się wyjść do tych robotników i
        z nimi porozmawiać. Przez całą noc trwała długa ciężka dyskusja. Wówczas
        poparłem Lecha Wałęsę.
        – Wówczas chyba wielu oczekiwało, że Wałęsa powróci do stoczni z
        legalną “Solidarnością”?
        LK: – To prawda, ale to było niemożliwe do osiągnięcia. Jest to sprawa
        umiejętności myślenia politycznego i zarazem niemitologizowania wroga – trudno
        było wówczas mówić o przeciwniku... Byłem przekonany, że wygraliśmy. Zakładałem
        się, czy i kiedy nastąpi rejestracja. Sądziłem, że nastąpi po dwóch miesiącach.
        Przeciągnęło to się w czasie, ale w końcu się tego doczekaliśmy. Byłem wówczas
        pewny, że zostały uruchomione procesy, które muszą doprowadzić do
        legalizacji “Solidarności”. Tę nadzieję miałem już od strajków majowych 1988
        roku – uważanych wtedy za klęskę. Wierzyłem i czułem, że system się rozlatuje i
        musi dojść ze strony rządzących do jakiś ustępstw. W sierpniu 1988 roku
        oskarżano nas w stoczni, że jedynie za obietnicę legalizacji zgodziliśmy się
        zakończyć strajk, a więc że zdradziliśmy. To zdradą nie było. Ja wiem, że
        uproszczone myślenie jest w modzie, bo łatwiej trafia do przeciętnego odbiorcy.
        Stąd biorą się uproszczone sądy. Takie na przykład, że zdradzono nas przy
        okrągłym stole, że komuna i tak wisiała na włosku i sama by się rozleciała.
        – Jak wyglądały rozmowy okrągłego stołu. Składał się on przecież z wielu
        komisji problemowych. Jaka wtedy panowała atmosfera?
        LK: – Największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak łatwo podczas obrad w
        Magdalence postawy fundamentalistyczne zmieniły się w ich przeciwieństwo. To
        znaczy, jak problem podania ręki Kiszczakowi szybko się zmienił w prawie
        przyjaźń do Kiszczaka. Ci sami ludzie, którzy wcześniej uważali, że piechotą
        należy iść do Magdalenki – 20 kilometrów od siedziby Episkopatu, w której nasza
        strona się zbierała – później popadli w wyraźną fascynację generałem. Żeby było
        jasne, nie chodzi mi tu o Mazowieckiego czy Geremka, lecz na przykład o Zbyszka
        Bujaka. Dochodziło wówczas do nadmiernego zbliżenia, nie chciałbym przesadzać,
        bo nie doszło przecież do jakiegoś zaprzyjaźnienia się, ale to nadmierne
        zbliżenie było złe. Przy moim stoliku związkowym sprawy najpierw szły szybko a
        później strasznie się wlokły.
        – Swoje pięć minut musiał przecież mieć Miodowicz i jego koledzy z OPZZ.
        LK: – Końcowe rozmowy z OPZZ to była prawdziwa wojna. Walczyliśmy o ostateczny
        kształt ustawy o związkach zawodowych, a przede wszystkim o miejscu związku w
        zakładzie pracy. Natomiast Magdalenka to były głównie sprawy ekonomiczne, o
        których nie ma co wspominać, bo to, co nasza strona oferowała, to był wykwit
        socjaldemokratycznej myśli. Dopiero późnym latem 1989 roku nastąpił w tej
        dziedzinie wyraźny przełom w myśleniu solidarnościowych elit politycznych. W
        Magdalence dużo rozmawialiśmy o reformach gospodarczych i o radzie
        gospodarczej, czyli o czymś takim, co by nadzorowało rząd w zakresie realizacji
        reform – nie była to koncepcja przejmowania władzy. Zresztą, była to koncepcja
        całkowicie pomieszana, która teraz mnie śmieszy.
        – Niektórzy publicyści i ekstremalni politycy rozpowszechniali opinie, że w
        Magdalence “Solidarność” podzieliła się władzą z komunistami.
        LK: – To bajki, tak nie było. To wydarzenia następnych miesięcy spowodowały
        rozpowszechnienie takich sądów. Ostatnio mi mówiono, że niektórzy czołowi
        politycy “Solidarności”, uznali, że mają pewne moralne zobowiązania wobec
        drugiej strony. Te moralne zobowiązania, to po prostu przekazanie nomenklaturze
        własności narodowej na wielką skalę. Uważam to za niemoralne w największym
        stopniu. Było to złamanie porządku moralnego u samego początku budowy
        gospodarki rynkowej.
        – Powróćmy jednak do prowokacji urządzanych zapewne przez jakieś służby
        specjalne – może wcale nie polskie – po to, by najpierw nie dopuścić do rozmów,
        a następnie po to, by je przer
        • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:04
          dokonczenie:

          – Powróćmy jednak do prowokacji urządzanych zapewne przez jakieś służby
          specjalne – może wcale nie polskie – po to, by najpierw nie dopuścić do rozmów,
          a następnie po to, by je przerwać. Zamachy i morderstwa osób duchownych nie
          wpłynęły na przebieg rozmów.
          LK: – Tak, były prowokacje wymierzone w księży. Jest to sprawa księdza
          Suchowolca z Białegostoku, proboszcza z parafii świętego Karola Boromeusza w
          Warszawie oraz księdza Zycha. Moim zdaniem, wszystkie trzy przypadki to były
          zabójstwa, a przynajmniej dwa z nich. W sprawie księdza Zycha od biedy można
          uwierzyć, że to był przypadek. W czasie obrad wielokrotnie o tym rozmawialiśmy,
          a Kiszczak relacjonował nam wyniki śledztwa. Według niego, a upierał się przy
          tym bardzo stanowczo, sprawy tych zabójstw miały charakter czysto kryminalny.
          – Komu mogło przede wszystkim zależeć na tym, aby rozmów nie było? Z jednej
          strony byli to fundamentaliści oraz młodzi robotnicy ze stoczni, a z drugiej
          strony?
          LK: – W samej partii opór był bardzo silny. Kiszczak z Jaruzelskim cały czas
          twierdzili, że rozmawiają z nami w bardzo trudnych warunkach, gdyż są atakowani
          przez beton partyjny, który lada dzień może ich obalić. By to udowodnić,
          pokazywano uczestnikom rozmów w Magdalence filmy z obrad Komitetu Centralnego.
          Zobaczyliśmy autentyczne przemówienia na obradach KC wygłaszane przez
          niezawodowych aparatczyków – takie przemówienia pisane były w komitetach
          wojewódzkich. Wprost atakowano w nich “Solidarność” i obrady okrągłego stołu.
          Jednak Kiszczak i inni panowali nad aparatem przymusu, a to było najważniejsze.
          Chociaż i w samej bezpiece też istniała opozycja. Bezpieka już we wrześniu 1986
          roku poczuła się pobita, gdy na mocy pełnej amnestii wypuszczono wszystkich
          naszych ludzi z więzień. Wtedy w bezpiece zapanowało poczucie bezsensowności
          pracy.
          – Bez Kiszczaka i Jaruzelskiego nie byłoby więc okrągłego stołu. To oni
          wyciągnęli rękę do “Solidarności”, gdy poczuli że gospodarka się wali i gdy nie
          czuli już na plecach oddechu rosyjskiego niedźwiedzia. Czy główni aktorzy
          tamtej strony stołu rzeczywiście wykazali podczas obrad dobrą wolę?
          LK: – Czy Jaruzelski, to nie potrafię powiedzieć, a to dlatego, że widziałem go
          raz w życiu już po obradach okrągłego stołu. Natomiast Kiszczak bez wątpienia
          grał, ale był kimś, kto do porozumienia dążył. Przy czym zapewne sądził, że to
          nie będzie końcem jego kariery, ale że to go wyniesie jeszcze wyżej.

          Zwyciężyły kłamstwa
          – Czy 15 lat po Sierpniu 1980 roku doczekał się Pan takich czasów, o które
          wówczas walczył?
          LK: – I bardzo tak i bardzo nie. Tak: ponieważ Polska jest bez wątpienia dziś –
          w tych granicach, w jakich jest to możliwe – krajem wolnym. Po drugie, Polska
          aspiruje do struktur zachodnich, do NATO. Było to trudne do wyobrażenia
          piętnaście lat temu. Rozpadł się doszczętnie ustrój komunistyczny. Prasa jest w
          miarę wolna – dlatego w miarę, że istnieje jeszcze mnóstwo tematów tabu.
          Mieliśmy wolne wybory. Natomiast w sensie kształtu społecznego, kształtu
          moralnego tego co się w Polsce dzieje, to doznałem potwornego zawodu. Przede
          wszystkim dlatego, że w kilka lat po usunięciu komunistów od władzy oni zgodnie
          z prawem do niej powrócili.
          – Nie ma dziś jednej jednoznacznej dla wszystkich “sprawy”, za którą się
          walczyło w sierpniu 1980 roku i przez lata stanu wojennego. Gdy zabrakło
          jednoznacznego wroga, to “Solidarności” zabrakło chyba idei, która mogłaby
          jeszcze przez dłuższy czas wszystkich połączyć?
          LK: – Jest to mit, który często się używa po to, by manipulować ludźmi. Jedną
          rzeczą, która mnie bardzo boli, jest prawda... Nie znosiliśmy komunizmu między
          innymi dlatego, że był oparty na kłamstwie. Dzisiaj w dalszym ciągu rola
          kłamstwa w naszej rzeczywistości jest olbrzymia. Kłamie się wszędzie i przy
          każdej okazji. I to kłamią nie tylko “tamci”, chociaż są lepsi pod tym względem
          od “naszych”. “Solidarność” była ruchem przeciwko komunizmowi i w tym sensie
          mógł to być ruch solidarny. W naszym społeczeństwie są różne interesy i różne
          przekonania ideowe, dlatego jest rzeczą normalną, że z “Solidarności” wyłoniły
          się różne ugrupowania polityczne. W “Solidarności” byli ludzie, którzy doszli
          do nas drogą przez komunizm i ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z tą
          doktryną. Gdy walka z komunizmem została wygrana, to później trudno było
          znaleźć dla wszystkich coś wspólnego.
          • Gość: Janka Re: Kompromitacja Wassermana IP: *.chello.pl 21.01.05, 17:29
            Fakt.
        • pan.nikt Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:10
          No dobrze, ale dlaczego Twoim zdaniem ten wywiad przeczy potrzebie strategii.
          Dlaczego Okrągły stół nie mógł (tak jak powinien), być krokiem taktycznym dla
          wyczyszczenia kraju ze sprzedawczyków i aparatczyków.
          Co, że niemoralne??
          A popatrz, jak taktycznie zagrywaja dziś komuniści z terminem wyborów>
          Jutro, i znów jutro, a tak naprawdę, chca ciągnąc do końca kadencji.

          To włąśnie jest taktyka, przy strategii.

          Dlatego zastanów się, kto i dlaczego rozwalił rząd Olszewskiego, który miał być
          kolejny taktycznym krokiem do strategicznego obalenia wpływów SB i
          poskomunistów.

          • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:27
            Czolowym negocjatorem strony solidarnosciowej - odpowiedzialnym za sprawy
            zwiazkowe - byl Lech Kaczynski. Wasserman potakujac Giertychowi oskarzyl wiec
            czy tez zaliczyl do esbekow takze Lecha Kaczynskiego. Ja nie uwazam by Lech
            Kaczynski by jawnym, tajnym badz nieswiadomym wspolpracownikiem SB, tak jak i
            inni czolowi uczestnicy tamtych obrad.
            Teczki i lustracja chyba niektorym zupelnie pomieszaly w glowach i nie wiedza
            juz co mowia.
            • pan.nikt Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:43
              Kaczyński był jednym z wielu.
              A ilu było SB-eków po stronie związkowej??
              A ilu było sb-eckich piewców okragłego stołu w tzw mediach niezależnych, czy w
              audycjach niezależnych w PR i TVP??

              I ciągle pozostaje otwarte pytanie o taktyke i strategię.
              • joannabarska Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 01:52
                SB jest niesmiertelne. Dzięki naszej "kochanej" prawicy!
                • bronek.bronek Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 11:35
                  joannabarska napisała:

                  > SB jest niesmiertelne. Dzięki naszej "kochanej" prawicy!
                  Fakt. Brawo SB !
              • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 02:09
                pan.nikt napisał:

                > Kaczyński był jednym z wielu.
                > A ilu było SB-eków po stronie związkowej??

                Ani jednego. Nie przecze natomiast, ze mogli byc wsrod nas ludzie, ktorzy
                wspolpracowali z SB. Jednak takich tajnych wspolpracownikow bylo wiecej wsrod
                zwyklych obywateli a nie w strukturach zwiazku. W ktoryms z Biuletynow IPN jest
                opisana akcja SB chyba na Dolnym Slasku z czasow kampanii wyborczej 1989, gdzie
                opisano jakie zadania przydzielano prowokatorom - byli wsrod nich glownie
                pracownicy SB, ale byli tez tajni wspolpracownicy. Mieli oni za zadanie
                przychodzic na zebrania przedwyborcze i zadawac tzw. "trudne pytanie" (wiele z
                tych pytan wymyslonych wowczs przez SB zamienilo sie w obecne oskrzenia
                kierowane przez zwolennikow LPR). Niestety nie pamietam w ktorym to bylo
                numerze, zachecam jednak do zajrzenia na strone IPN i poszukanie tego tekstu.
                Ja wyciagam z niego wniosek, ze to nie SB bylo autorem kampanii wyborczej, ale
                ich agenci byli wsrod tych, ktorzy chcieli (jak owczesni narodowcy) pokrzyzowac
                plany solidarnosciowej opozycji.

                > A ilu było sb-eckich piewców okragłego stołu w tzw mediach niezależnych, czy
                w audycjach niezależnych w PR i TVP??

                Czyli ty uwazasz, ze "piewcy" to esbecy? Czyli wedlug ciebie ja i Kaczynkski
                tez jestesmy esbekami...


                > I ciągle pozostaje otwarte pytanie o taktyke i strategię.

                Przeciez o tym mowi Kaczynski - to byla koniecznosc by rozmawiac z wladza, a
                nie zadna konspiracja, ktora oznaczala, ze SB dogadala sie z SB.
                Ostatnie oskarzenia Giertycha, a teraz Wassermana oraz akcja Wyszkowskiego i
                jego kolegow z "S" Ursusa swiadczy o tym, ze cale to oszolomstwo przygotowala
                wstretna akce obsmarowania wszystkiego i wszystkich ktorzy walczyli o wolna i
                demokratyczna Polske i tylko po to im jest potrzebna lustracja i agenci.
                • pan.nikt Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 02:27
                  Panie Leszku, nie przekłamuj!
                  > > A ilu było SB-eków po stronie związkowej??
                  >
                  > Ani jednego. Nie przecze natomiast, ze mogli byc wsrod nas ludzie, ktorzy
                  > wspolpracowali z SB.

                  Przecież o to mi chodziło. Oczywiste jest, że nie było po stronie solidarności
                  etatowych pracowników SB. Byli oczywiście TW itp.



                  pracownicy SB, ale byli tez tajni wspolpracownicy. Mieli oni za zadanie
                  > przychodzic na zebrania przedwyborcze i zadawac tzw. "trudne pytanie" (wiele
                  z
                  > tych pytan wymyslonych wowczs przez SB zamienilo sie w obecne oskrzenia
                  > kierowane przez zwolennikow LPR).

                  Nie mieszaj SB z LPR, to przekłamanie, zeby nie powiedzieć gorzej.




                  > > A ilu było sb-eckich piewców okragłego stołu w tzw mediach niezależnych,
                  > czy
                  > w audycjach niezależnych w PR i TVP??
                  >
                  > Czyli ty uwazasz, ze "piewcy" to esbecy? Czyli wedlug ciebie ja i Kaczynkski
                  > tez jestesmy esbekami...

                  Nie. Uważam że wśród piewców było dużo SB-eków (etatowych i "honorowych, czyli
                  TW itp). Duzo, nie znaczy wszyscy. Choc do tych, którzy nam nieświadomie
                  szkodzili swoją propagandą trzeba jeszce dodac kilku "naiwnych", nie
                  rozumiejących co "jest grane".
                  Oczywiśie było kilku uczciwych.

                  Kaczyński, nie był propagandystą. W dodatku szybko odciął się od UD.

                  O Tobie??Sorry za mało wiem.





                  > Przeciez o tym mowi Kaczynski - to byla koniecznosc by rozmawiac z wladza, a
                  > nie zadna konspiracja, ktora oznaczala, ze SB dogadala sie z SB.
                  > Ostatnie oskarzenia Giertycha, a teraz Wassermana oraz akcja Wyszkowskiego i
                  > jego kolegow z "S" Ursusa swiadczy o tym, ze cale to oszolomstwo przygotowala
                  > wstretna akce obsmarowania wszystkiego i wszystkich ktorzy walczyli o wolna i
                  > demokratyczna Polske i tylko po to im jest potrzebna lustracja i agenci.


                  MAM INNE ZDANIE. TAKA LUSTRACJA POKAŻE, KTO UCZCIWIE ROZMAWIAŁ Z WŁADZĄ MAJĄC
                  ŚWIADOMOŚĆ TAKTYKI, A kto był świnią i pod pozorem uczciwych rozmów spychał "S"
                  na manowce i realizował zadania wyznaczone przez SB.
                  JEŻELI BYŁEŚ UCZCIWYM NEGOCJATOREM, nie pociaganym za sznureczki przez SB i
                  okolice, powinieneś CIESZYĆ SIĘ Z LUSTRACJI. Z tego, że tacy laicy jak ja będa
                  mogli powiedzieć, ten był szuja, a ten BYŁ UCZCIWY I CHCIAŁ DOBRZE.


                  > > I ciągle pozostaje otwarte pytanie o taktyke i strategię.
                  >

                  i ciągle od tej odpowiedzi się migasz.
                  Jak uczciwi z "S" widzieli STRATEGIĘ (nie taktykę), czy mieli taka strategię,
                  dlaczego pozwolili swoim zSBeczczonym kumplom zatrzymac się na umowie
                  okragłostołowej, nie idąc dalej??


                  • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 03:45
                    pan.nikt napisał:

                    > Panie Leszku, nie przekłamuj!
                    > > > A ilu było SB-eków po stronie związkowej??
                    > >
                    > > Ani jednego. Nie przecze natomiast, ze mogli byc wsrod nas ludzie, ktorzy
                    >
                    > > wspolpracowali z SB.
                    >
                    > Przecież o to mi chodziło. Oczywiste jest, że nie było po stronie
                    solidarności etatowych pracowników SB. Byli oczywiście TW itp.

                    To prosze ludzi z podziemnej "S" w przyszlosci nie nazywac esbekami. Dziwne, ze
                    nie widzi pan roznicy pomiedzy funkcjonariuszami aparatu a ludzmi czesto
                    zmuszonymi do wspolpracowania z SB. Zreszta wsrod SB tez byli ludzie, ktorzy
                    pomagali opozycji. Jesli pan o tym nie pamieta to przypomne tylko nazwisko
                    kapitana Hodysza z Gdanska.

                    > pracownicy SB, ale byli tez tajni wspolpracownicy. Mieli oni za zadanie
                    > > przychodzic na zebrania przedwyborcze i zadawac tzw. "trudne pytanie" (wi
                    > ele
                    > z
                    > > tych pytan wymyslonych wowczs przez SB zamienilo sie w obecne oskrzenia
                    > > kierowane przez zwolennikow LPR).
                    >
                    > Nie mieszaj SB z LPR, to przekłamanie, zeby nie powiedzieć gorzej.

                    Nie mieszam SB z LPR tylko stwierdzam fakt, ze te pytania, ktore wowczas
                    zadawali ludzie wysylani przez esbekow dzis sa wypowiadane w glorii przez
                    Giertycha i spolke.

                    > > > A ilu było sb-eckich piewców okragłego stołu w tzw mediach niezależ
                    > nych,
                    > > czy
                    > > w audycjach niezależnych w PR i TVP??
                    > >
                    > > Czyli ty uwazasz, ze "piewcy" to esbecy? Czyli wedlug ciebie ja i Kaczynk
                    > ski
                    > > tez jestesmy esbekami...
                    >
                    > Nie. Uważam że wśród piewców było dużo SB-eków (etatowych i "honorowych,
                    czyli
                    > TW itp). Duzo, nie znaczy wszyscy. Choc do tych, którzy nam nieświadomie
                    > szkodzili swoją propagandą trzeba jeszce dodac kilku "naiwnych", nie
                    > rozumiejących co "jest grane".
                    > Oczywiśie było kilku uczciwych.

                    Chore proporcje. To tak jakby zalozyc, ze kazdy kto dzialal w opozycji to
                    esbek, no moze tylko z kilkoma wyjatkami - z tymi, ktorzy dzis mowia, ze "S"
                    zalozyli esbecy.
                    (Co sprawia, ze ludzie zaledwie w 15 lat po PRL maja taka wypaczona optyke?
                    Jezeli nawet argumenty Kaczynskiego nie przemawiaja... Juz nikt nie pamieta
                    1989 roku i tak wielu ma pamiec wypaczona przez Rydzyka i podobnych mu
                    Maciarewiczow?)


                    > Kaczyński, nie był propagandystą. W dodatku szybko odciął się od UD.

                    Co to ma wspolnego. Co ma wspolnego prawda o negocjacjach Okraglego Stolu z
                    propaganda i UD? Czyli nie wazne jest to, co mowil Kaczynski, ale wazne jest
                    tylko to, ze odcial sie od UD... Od czego Kaczynski mialby sie odcinac - nigdy
                    on nie byl w UD nie byl tez nigdy nawet sympatykiem tej parti.

                    > > Przeciez o tym mowi Kaczynski - to byla koniecznosc by rozmawiac z wladza
                    > , a
                    > > nie zadna konspiracja, ktora oznaczala, ze SB dogadala sie z SB.
                    > > Ostatnie oskarzenia Giertycha, a teraz Wassermana oraz akcja Wyszkowskieg
                    > o i
                    > > jego kolegow z "S" Ursusa swiadczy o tym, ze cale to oszolomstwo przygoto
                    > wala
                    > > wstretna akce obsmarowania wszystkiego i wszystkich ktorzy walczyli o wol
                    > na i
                    > > demokratyczna Polske i tylko po to im jest potrzebna lustracja i agenci.
                    >
                    >
                    > MAM INNE ZDANIE. TAKA LUSTRACJA POKAŻE, KTO UCZCIWIE ROZMAWIAŁ Z WŁADZĄ MAJĄC
                    > ŚWIADOMOŚĆ TAKTYKI, A kto był świnią i pod pozorem uczciwych rozmów
                    spychał "S"


                    Lista negocjatorow strony opozycyjnej jest znana. Wiadomo, ze za negocjacje
                    odpowiadalo kilka osob, ktore byly wczesniej internowane i wiezione. Wszystkie
                    te osoby byly juz lustrowane z racji bycia poslami lub pelnienia funkcji
                    publicznych. Posadzanie dzis, lub ludzenie sie, ze insynuacje mowiace iz byli
                    esbekami, jest zwykla obelga.


                    > na manowce i realizował zadania wyznaczone przez SB.


                    Na manowce? A co nie bylo manowcami?

                    > JEŻELI BYŁEŚ UCZCIWYM NEGOCJATOREM,

                    ja negocjatorem?

                    nie pociaganym za sznureczki przez SB i
                    > okolice, powinieneś CIESZYĆ SIĘ Z LUSTRACJI. Z tego, że tacy laicy jak ja
                    będa
                    > mogli powiedzieć, ten był szuja, a ten BYŁ UCZCIWY I CHCIAŁ DOBRZE.

                    O lustracji juz wielokrotnie pisalem i nie bede sie powtarzal. Tym bardziej, ze
                    z Wassermana i Giertycha wylazlo do czego im taki ksztalt lustracji jest
                    potrzebny.

                    Byc moze uwazasz, ze najlepiej bylo nie konspirowac, nie dzialac w opozycji,
                    ale wychwalac wprowadzenie stanu wojennego jak to zrobil kandydat LPR na
                    prezydenta senior Giertych. Dzis wygodnie komus takiemu, ktory plwal na
                    opozycje w stanie wojennym mowic, ze ci ktorzy temu stanowi sie przeciwstawili
                    to byli esbecy i wspolpracownicy SB. Mdlo sie po prostu robi, gdy widze, ze
                    tego typu ludzie zdobywaja poklask i uznanie.

                    > Jak uczciwi z "S" widzieli STRATEGIĘ (nie taktykę), czy mieli taka strategię,
                    > dlaczego pozwolili swoim zSBeczczonym kumplom

                    Kogo masz na mysli? Bo poslugujesz sie retoryka esbeckich falszywek, ktorych
                    zadaniem bylo napuszczanie jednych na drugich.
                • Gość: wtorek W jakim "podstoliku" pracowałeś, Leszku? IP: *.chello.pl 15.01.05, 02:32
                  leszek.sopot napisał:

                  > pan.nikt napisał:
                  >
                  > > Kaczyński był jednym z wielu.
                  > > A ilu było SB-eków po stronie związkowej??
                  >
                  > Ani jednego. Nie przecze natomiast, ze mogli byc wsrod nas ludzie, ktorzy
                  > wspolpracowali z SB.

                  Leszku, Ty naprawdę brałeś udział w pracach OS? Czy to tylko taka
                  megamolomania? Jak wypowiadasz się o ludziach z Solidarności, UW czy AWS a
                  nawet o dziennikarzach z wrażej Rzepy czy śp. bardzie, to piszesz Władek,
                  Maciek, Bronek, Jacek. Ty z tymi wszystkimi osobami rzeczywiście brudzia piłeś,
                  czy tylko chcesz takie wrażenie sprawić? Jeśli to dugie, to po prostu śmieszny
                  jesteś.
                  • leszek.sopot Re: W jakim "podstoliku" pracowałeś, Leszku? 15.01.05, 03:46
                    To sie smiej.
    • Gość: Pijak z Angliji Re: Kompromitacja Wassermana IP: *.range81-156.btcentralplus.com 15.01.05, 02:34
      iowy kukndlu - powosiowałes że musiałem opuścić ten Kraj. Czytasm to Fiorym juz
      od wielu lat ale myslę że to ty jesteś winny za to że uciekłaem zx tego
      krajmku. ty Uniopwolnościowy knurze zaieniłeś Polskę w bagnon tradycyjnie
      ch.....j ci w d..... A Wassermann mimo szwabsmkiego nazwiska jest jednym z
      niewielu uczciwych ludi na stanowisku w tej za lszeoproszeniem poplsce. Ale wy
      z Żydo UW i tak zaPLlujeci wystko co dobre i Uczciwe. Gardze wami......
      • Gość: pijak Z UK Re: Kompromitacja Wassermana IP: *.range81-156.btcentralplus.com 15.01.05, 02:35
        Z PIJACKIM POPzdrowieniem
        • Gość: Zrównoważony Nie bądźcie antysemitami ! Precz od Wassersteina! IP: *.chello.pl 15.01.05, 10:45
    • Gość: Slon Re: Kompromitacja Wassermana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 13:38
      < ale pamiętajmy, że strona ...
      <...solidarnościowa działała wtedy – wbrew temu, co sądzą niektórzy przeciwnicy
      < okrągłego stołu – przy użyciu mizernych sił.

      To jest istota sytuacji. W 89 to nie Solidarność obaliła komunę! To komuchy po
      latach walki z polskim społeczeństwem, doprowadzili do zapaści gospodarczej
      Polski. I jeżeli nie chcieli żeby faktem stało się "i na drzewach zamiast liści
      będą wisieć komuniści", musieli z tej sytuacji znaleźć wyjście. Oczywiście, nie
      zmienia to faktu, że naszą demokrację zawdzięczamy Solidarności. Ale ten
      konkretny proces, który zachodził przed '89 i o którym pisze jw. Kaczyński był
      w znacznym stopniu kontrolowany przez komuchów Ma też Kaczyński rację,
      że "Okrągły stół" był sukcesem Solidarności. I jeżeli nawet uznać Magdalenkę za
      wydarzenie marginalne, czy też konieczną cenę, to po wygraniu wyborów i
      przejęciu władzy sytuacje była już całkowicie inna.

      Teraz zwycięska strona, która uzyskała demokratyczną legitymację, mogła zerwać
      wszelkie ustalenia, jeżeli takowe w Magdalence zawarto. Do tego okresu odnosić
      można hasło "SB z SB". Ja nie wiem kto był w SB. Ale wiem i widzę wyglądając
      przez okno, że komuchy nie tylko uratowały skórę. Jest dużo gorzej. Ta część
      PZPR, wychowana w dużej części w bezpiecznych i zasobnych domach komuchów,
      która w latach 70-tych zasmakowała władzy i bogactwa, wymogła na Jaruzelskim
      przekazanie im władzy nad zasobami i aparatem, i dzięki swojej sprawności i
      politycznej głupocie (?) części opozycji jest dzisiaj u władzy politycznej i
      gospodarczej.
      To komuchy przeszły upadek komunizmu suchą stopą, zwykli ludzie nie otrzymali
      nawet moralnej satysfakcji. A jedną z przyczyn dzisiejszego bezrobocia jest
      uwłaszczanie się komuchów na majątku narodowym kosztem społeczeństwa!

      Slon

      Wasserman oczywiście niczym się nie skompromitował dając swoją ocenę!
      • leszek.sopot Re: Kompromitacja Wassermana 15.01.05, 15:55
        Gość portalu: Slon napisał(a):

        > < ale pamiętajmy, że strona ...
        > <...solidarnościowa działała wtedy – wbrew temu, co sądzą niektórzy p
        > rzeciwnicy
        > < okrągłego stołu – przy użyciu mizernych sił.
        >
        > To jest istota sytuacji. W 89 to nie Solidarność obaliła komunę!

        ???
        Czy bez "S" doszloby w 1989 roku do porozumienia OS? Nie. A te porozumienia
        oznaczaly przeciez koniec komunizmu i zgode na liberalizacje i demokratyzacje
        Polski.

        > To komuchy po latach walki z polskim społeczeństwem, doprowadzili do zapaści
        gospodarczej Polski.

        Nie po latach tylko od samego poczatku swych rzadow, czyli od 1945 roku nie
        mialy te wladze pomyslu na podzwigniecie kraju z powojennych ruin i na szybki
        rozwoj kraju. Z tego co ty napisales to moznaby wnosic, ze przed komunistami to
        Polska byla kraina mlekiem i miodem plynaca. Tak nie bylo. Kraj byl spustoszony
        przez II wojne swiatowa.

        > I jeżeli nie chcieli żeby faktem stało się "i na drzewach zamiast liści będą
        wisieć komuniści", musieli z tej sytuacji znaleźć wyjście.

        To bylo haslo, a nie realna grozba. Nigdy opozycja nie byla tak silna by mogla
        do takiego stanu doprowadzic, nigdy tez nie powstalo ugrupowanie opozycyjne,
        ktore mialoby takie haslo wypisane w swym programie. Komunisci nieraz dali
        dowod, ze protestom spolecznym, czy wrecz rewolucjom potrafili sie skutecznie
        przeciwstawic. A w 1989 roku bylo jeszcze cos takiego jak masakra na placu
        Niebianskiego Spokoju w Pekinie. Czy niemozliwy bylo by cos podobnego wydarzylo
        sie w Polsce? Technicznie na pewno tak. Dzieki postawie opozycji
        demokratycznej, Kosciola a takze czesci reformatorow w PZPR udalo sie w Polsce
        zrobic demokratyczna rewolucje w sposob demokratyczny bez przemocy i jednego
        wystrzalu. Mozemy byc z tego dumni.

        > Oczywiście, nie zmienia to faktu, że naszą demokrację zawdzięczamy
        Solidarności. Ale ten
        > konkretny proces, który zachodził przed '89 i o którym pisze jw. Kaczyński
        był w znacznym stopniu kontrolowany przez komuchów Ma też Kaczyński rację,
        > że "Okrągły stół" był sukcesem Solidarności. I jeżeli nawet uznać Magdalenkę
        za wydarzenie marginalne, czy też konieczną cenę, to po wygraniu wyborów i
        > przejęciu władzy sytuacje była już całkowicie inna.

        Przejecie wladzy odbylo sie dopiero w 1991 roku - wybor Walesy na prezydenta i
        w 1992 roku - pierwsze wolne wybory.

        > Teraz zwycięska strona, która uzyskała demokratyczną legitymację, mogła
        zerwać
        > wszelkie ustalenia, jeżeli takowe w Magdalence zawarto.

        ??? Niby jak. Powolanie rzadu z Mazowieckim oznaczalo zgode na wspolne z
        postkomunistami reformowanie kraju. OKP byla przeciez mniejszoscia w Sejmie.
        Poslowie "S" mogli oczywiscie pozostac tylko ugrupowaniem opozycyjnym - takie
        zreszta byly plany. Jednak tak ogromne poparcie "S" w czerwcowych wyborach
        sklonily - moim zdaniem slusznie - liderow OKP by wspoltworzyc wspolny rzad i
        sprobowac nawet zaproponowac swojego czlowieka na premiera. Moim zdaniem "S"
        popelnilaby blad gdyby nie wykorzystala tej sytuacji. Nie zgadzam sie natomiast
        z hipoteza, ze "S" powinna np. wycofac swoich poslow z Sejmu czy tez nie wejsc
        do rzadu.

        > Do tego okresu odnosić można hasło "SB z SB".

        Prosilbym o uscislenie - do okresu 1989 r. i faktu powolania rzadu
        Mazowieckiego? Dla mnie to absurd i zarazem pomowienie.

        > Ja nie wiem kto był w SB. Ale wiem i widzę wyglądając
        > przez okno, że komuchy nie tylko uratowały skórę. Jest dużo gorzej.


        Tez wygladam przez okno i nie widze by w Trojmiescie komuchy rzadzily i mialy
        sie dobrze. Moze powinienem nosic okulary? To czy gdzies rzadza spadkobiercy
        PRL czy nie zalezy od tego jak w danym regionie spisali sie prawicowi politycy.
        Jesli ich dzialania sa chocby na jako takim poziomie, to potrafia wygrywac
        wybory nieprzerwanie od 15 lat. Takze w biznesie - tam, gdzie o posadach nie
        decyduja politycy, czyli w biznesie pryawtnym, nie widze by jakiekolwiek
        znaczenie mialo to czy ktos kiedys byl w PZPR czy nie. Byc moze tam, gdzie pan
        mieszka jest inaczej i jacys spadkobiercy poprzedniego ustroju wykorzystujac
        brak poparcia w spoleczenstwie dla lokalnych prawicowych politykow wykorzystali
        sytuacje by opanowac najwazniejsze urzedy i firmy. To by swiadczylo, po
        pierwsze o tym, ze ugrupowania opozycyjne nie maja w spoleczenstwie w tym
        okregu poparcia, a po drugie, ze zbyt wiele w dalszym ciagu w gospodarce zalezy
        od partyjnych nominacji.

        > Ta część
        > PZPR, wychowana w dużej części w bezpiecznych i zasobnych domach komuchów,
        > która w latach 70-tych zasmakowała władzy i bogactwa, wymogła na Jaruzelskim
        > przekazanie im władzy nad zasobami i aparatem, i dzięki swojej sprawności i
        > politycznej głupocie (?) części opozycji jest dzisiaj u władzy politycznej i
        > gospodarczej.

        Jezeli juz to nie na Jaruzelskim ale nad Rakowskim, ktory uruchomil pewne
        procesy uwlaszczeniowe nomenklatury partyjnej. Watpie by Jaruzelski orientowal
        sie o co chodzi w gospodarce.
        Pan nazywa glupota nieodsuniecie komunistow od polityki i gospodarki. A jua to
        nazywam demokracja. Demokracja dla mnie bowiem nie polega na zabranianiu i
        wykluczaniu ze spoleczenstwa tych, ktorzy sa moimi przeciwnikami politycznymi -
        tak bylo w czasach PRL. By sie roznic od totaliryzmu trzeba kazdemu pozwolic w
        ramach okreslonych konstytucja na swobodne dzialanie w gospodarce i w polityce.
        Nie zamierzam rzadac by ludzi zwalniac z pracy z powodow politycznych, czy za
        wyznawane poglady polityczne zamykac w wiezieniach - a do tego chyba w praktyce
        streszczal by sie postulat obalania postkomunistow sila. Trzeba z nimy wygrywac
        na argumenty i pokazac, ze potrafi sie od nich lepiej rzadzic. Czyz to nie
        lepszy sposob od wszelkich rozwiazan silowych?

        > To komuchy przeszły upadek komunizmu suchą stopą, zwykli ludzie nie otrzymali
        > nawet moralnej satysfakcji.

        Zgoda. Ale mielismy szanse na moralna satysfakcje. Trzeba bylo tylko pokazac,
        ze potrafi sie lepiej i sprawiedliwiej rzadzic - spoleczenstwo z pewnoscia by
        to docenilo i nie wybierano by na prezydenta Kwasniewskiego ani nie dawanoby
        tak duzego poparcia formacjom lewicowym.

        > A jedną z przyczyn dzisiejszego bezrobocia jest
        > uwłaszczanie się komuchów na majątku narodowym kosztem społeczeństwa!

        Moim zdaniem zasadniczya przyczyna bezrobocia jest to, ze gospodarka Polska
        bazuje na "dorobku" PRL, czyli na upadajacej w 1989 roku gospodarce. Po
        wprowadzeniu zasad wolnego rynku wszystkie sztucznie podtrzymywane trupy
        przemyslowe i technologiczne musialy pasc bo nie dodrukowywano juz pieniedzy.
        By nie bylo w Polsce bezrobocia konieczne sa nowe technologie, inwestycje i
        przede wszystkim dobre, na wysokim poziomie wyksztalcenie.

        > Wasserman oczywiście niczym się nie skompromitował dając swoją ocenę!

        Skompromitowal sie okropnie:(
        • Gość: Slon różowe okulary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 19:55
          Nic nie poradzę na Pana różowe okulary, Panie Leszku z Sopotów. Choć żyjemy w
          tym samym kraju, widzimy inny świat.

          Co prawda już niedługo TW zostaną ujawnieni, teczki będą dostępne, ale komuchu
          mocno się zakotwiczyły w życiu gospodarczym naszego kraju. A ich szkodliwej
          działaności z ostatnich 15 lat nie da się odwrócić.

          Właśnie szykują się do kolejnego ataku, tym razem ma to być niepokalana
          Ordynacka. Będzie miał Michnik kogo bronić w GW, jak go tam jeszcz przyjmą po
          powrocie do zdrowia.

          A powrotu do zdrowia mu szczerze życzę.

          Slon
          • leszek.sopot przedziwne argumenty.... 15.01.05, 21:17
            Nie staralem sie pana obrazac. Szkoda, ze sie pan nie potrafi odwzajemnic tym
            samym. Zycze panu dobrego wzroku:)
            • Gość: Slon akademickie argumenty...., a tu życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 21:24
              Obraziłem? A niby czym?
              Ale i tak przepraszam.

              Slon
              • leszek.sopot Re: akademickie argumenty...., a tu życie 15.01.05, 21:30
                Moze jestem nadwrazliwy, ale dlaczego przypisuje mi pan wade wzroku i noszenie
                rozowych (czyli komuszych) okularow?
                • Gość: Slon Re: akademickie argumenty...., a tu życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 22:06
                  Od różu do komuszych okularów daleko.
                  A różowe okulary to symbol nie zauważania roli komuchów w dzisiejszej Polsce.
                  Roli którą zajmują rónież za przyczyną Michnika, a zajmować jej nie mają prawa
                  moralnego i faktycznego. Za komuny coś zagarneli i się z tego nie rozliczyli.
                  To jest demoralizujące. Gdyby rola Michnika to było tylko wypowiedzenie swojej
                  subiektywnej opinii, gdzieś w zaciszu prywatności... Ale tak nie był.

                  Slon
                  • imagistyk Re: akademickie argumenty...., a tu życie 15.01.05, 22:12
                    A życie udowadnia codziennie,że do Kaczyńskich lgną ludzie inteligentni inaczej : Ziobro,Dorn,Wassermann,Kamińscy itp,itd.W dodatku za kilka miesięcy komunistyczny prokurator Wassermann będzie dekomunizować Polskę.Czyż nasza Ojczyzna nie jest cudownym krajem ?
                    • Gość: Slon ciesz się, że masz ojczyznę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 22:16
                      Zrób coś pozytywnego. Odpuść sobie naigrywanie się z bliźnich. Będzisz żył
                      dłużej!

                      Slon
                    • Gość: SLD-UPek Pamiętam jak w 1968 Jaruzelski gonił Żydków z PRLu IP: *.czajen.pl / *.czajen.pl 15.01.05, 22:18
                      i co Wy na to towarzysze.
                  • leszek.sopot Re: akademickie argumenty...., a tu życie 15.01.05, 22:28
                    Gość portalu: Slon napisał(a):

                    > Od różu do komuszych okularów daleko.
                    > A różowe okulary to symbol nie zauważania roli komuchów w dzisiejszej Polsce.

                    Zauwazam. Sa oni rywalami politycznymi partii, z ktora sympatyzuje.

                    > Roli którą zajmują rónież za przyczyną Michnika, a zajmować jej nie mają
                    prawa moralnego i faktycznego.

                    Jesli glosuja na nich wyborcy to prawo maja.


                    > Za komuny coś zagarneli i się z tego nie rozliczyli.

                    Upanstwowili. Transformacja natomiast polega na tym by jak najmniej panstwa
                    bylo w gospodarstwie by politycy nie decydowali jaki Kowalski bedzie
                    dyrektorem, czlonkiem rady czy zarzadu.


                    > To jest demoralizujące. Gdyby rola Michnika to było tylko wypowiedzenie
                    swojej
                    > subiektywnej opinii, gdzieś w zaciszu prywatności... Ale tak nie był.

                    Michnik ma pelne prawa do gloszenia swoich pogladow. Sprawa tych, ktorzy go
                    sluchaja jest czy go popra czy nie.

                    Leszek
                    • Gość: Slon Re: akademickie argumenty...., a tu życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 22:52
                      I to jest problem w dyskusji z tobą:

                      > Sa oni rywalami politycznymi partii, z ktora sympatyzuje.

                      Otóż SLD nie jest ot taką samą partią polityczną jak inne. Daruję sobie pisanie
                      co jej można przypisać, to powszechnie wiadomo. Moim zdaniem tej partii by nie
                      było, gdyby komuchom nie pozwolono zagrabić majątku i pozycji w instytucjach
                      gospodarczych.

                      > Jesli glosuja na nich wyborcy to prawo maja.

                      Patrz wyżej. Gdyby byli partią jak inne, tak. Ale nie są.

                      > Upanstwowili.

                      Nie oto mi chodzi. Zagarnęli uprzywilejowanie kosztem reszty społeczeństwa.
                      Całe sektory gospodarki okupowały komusze rodziny. I całe służby, rząd i
                      wszelką władzę. Z tym wianem weszli do wolnej Polski. I przekuli to na władzę
                      gospodarczą i polityczną, a raczej ukradli ukradzione.

                      > Michnik ma pelne prawa do gloszenia swoich pogladow.

                      Jak każdy. Ale ponosi zupełnie inną odpowiedzialność.

                      Slon
                    • pan.nikt Panie Leszku, moja śmiała teza!!! 15.01.05, 23:32
                      napisałem:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19378700&wv.x=2&a=19498575



                      A w sprawie bezrobocia i komunistycznego przemysłu (pisał Pan kilka postó
                      wyżej).
                      Otóż szanony opaanie, na tym znam się nieźle.
                      I zapewniam Pana, że ten przemysł na progu stanu wojennego, nie był taki zły.
                      Lata 80-te, to świadoma degrengolada przemysłu (ciekawe, komu na tym zależało).
                      Dyrekcja mówiła nowa maszyna, z związkowcy, "NIE PODWYZKI, A JAK NIE TO STRAJK".

                      Ale nawet mimo tego, ten przemysł nie był aż tak "cieńki", a dzisiejsze słynne
                      inwestycje zachodnie, z wyjątkiem kilku najlepszych, to też żadne cudo
                      techniczne, zreszta głównie proste montownie.
                      A że mają komputery??
                      No cóż 15 lat postepu technicznego.

                      Oczywiście, nie jestm idiotą i wiem, że technologie zachodnie były krok przed
                      nami. Ale krok, a dziś kilka kroków.
                      Pojeźdź po zachonich fabryczkach i magazynach i zobacz. Ale nie do VW, tylko do
                      tej masy drobnych montownii.

                      POZDRAWIAM
                      • leszek.sopot Re: Panie Leszku, moja śmiała teza!!! 15.01.05, 23:56
                        odpowiedzialem:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19378700&a=19499441
                        Ten przemysl nie byl taki zly... To dlaczego np. moj maly fiat rozkraczyl sie
                        zaraz po kupieniu, a po papier toaletowy musialem stac w dlugasnych kolejkach?
                        W kilku dziedzinach z pewnoscia bylismy i nadal jestesmy dobrzy - na pewno
                        potrafimy budowac statki i tylko od koniunktury miedzynarodowej, ceny dolara i
                        jakosci menedzerow zalezy teraz stan stoczni. Coz moz ze stoczniami byloby duzo
                        lepiej gdyby jednak w 1990 roku kupila Stocznie Gdanska pani Pisecka, choc
                        dawala za nia tylko 100 mln dolarow... Jestem przekonany, ze gdyby w Polsce
                        byly pieniadze na zakup odpowiednich technologii, to nasi inzynierowie
                        potrafiliby robic rzeczy konkurujace z najlepszymi towarami z zachodu, ale tych
                        pieniedzy nie bylo.
                        Przez te 15 lat zdecydowanie podniosla sie jakosc towarow spozywczych i
                        przemyslowych. Gdy dzis otwieram kartonik z mlekiem to nie odrzuca mnie od tego
                        mleka jakis nieprzyjemny zapach. Moge tez wybierac i przebierac w propozycjach
                        roznych producentow. To mi odpowiada bardziej niz "przemysl" z czasow PRL.
                        Nie bylismy o krok za zachodem, ale o jakies 40 lat...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka