trzecie.dno
30.01.05, 22:34
Uprzejmie informuje, że nastąpiła aktualizacja treści zapisu “Sumy Zdarzeń” na
stronie portalu gazety.
Ponieważ spotkałem się z dyskusją na temat osoby, która powiadomiła prof.
Sztaniszkis, że jej nazwisko figuruje na liście IPN, to informuje, że
przytoczone przez GW fragmenty programu TVP Summa Zdarzeń przed aktualizacją
strony z okolic godz.19:00 w żaden sposób nie informowały lub nawet
sugerowały, że osobą która dostarczyła stresującą informacje zainteresowanej
był Jacek żakowski. Niestety z całego zapisu programu TVP wynika również, ze
dziennikarz nie powiadomil jednocześnie, że to nie jest lista agentów o czym
zainteresowana dowiedziała się dopiero w studio. Prezentowany skrót nie
informował rzetelnie o przebiegu dyskusji w studio.
z poratalu gazeta.pl przed aktualizacją:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2519941.html
Żakowski: Ale Pan kłamie! Po co Pan kłamie?
Roman Kurkiewicz, komentator "Życia Warszawy": Czytaliśmy dwa różne teksty ....
Wildstein: Pan postanowił zorganizować proces! Pan chce zrobić program, który
jest zaprzeczeniem jakichkolwiek norm dziennikarskich...
Żakowski: nie ...
Wildstein: Pan mnie usiłuje mnie przywoływać do porządku! Niech się Pan
zastanowi nad sobą!
Kurkiewicz: "Gazeta" - abstrahując od tytułu - pisze jasno, jaka to jest
lista, czyli dokładnie, to co powiedział tu prof. Friszke. I pisze, że na
podstawie tej listy nie da się odróżnić tajnych współpracowników od kandydatów
na TW.
Wildstein: A kto mówi, że da się odróżnić?
Kurkiewicz: No właśnie, i o tym mówi pani prof. Staniszkis. I się czuje
głęboko dotknięta.
Prof. Sztaniszkis: Mogę to tylko potwierdzić. Nagle się dowiaduję, że jestem TW.
Wildstein: To nie jest TW.
..........
Żakowski (do Wildsteina): Nie miał Pan refleksji, że potoczna interpretacja
tej lista będzie taka, że to jest lista agentów.
Wildstein: Nie przekazywałem tego ludowi, tylko dziennikarzom.
Prof. Friszke: Wyniesienie tej listy z IPN, bez wiedzy IPN, to jest naruszenie
zasad etyki.
Kurkiewicz: Ta lista została napisana przez funkcjonariuszy SB. I to jest
UB-ecka lista. I ty (do Wildsteina) - osoba związana z opozycją w latach 70,
nieobecna w latach 80. - ufasz UB-eckim materiałom. Co to byli rycerze
Niepokalanej?
Wildstein: I zaczyna się powtarzać te nonsensy: że SB fałszowała materiały
sama dla siebie.
Prof. Kieres: Otrzymałem informację od informatyka z IPN: ta lista nie
wydostała się z komputera, który jest w czytelni. System zabezpieczeń był
prawidłowy.
Prof. Staniszkis: Od 9 rano do popołudnia w sobotę, to były dla mnie
najtrudniejsze godziny w moim życiu. Ilu ludzi, którzy zobaczą się na tej
liście, będą miało ten kamień? Ja nie jestem osobą depresyjną, ale naprawdę
miałam myśli tragiczne. To przekreślało całe moje życie!
Gdyby nie to, że przypadkiem pan Żakowski mnie zaprosił, i przypadkiem prof.
Friszke sięgnął do mojej teczki.
Wildstein (do prof. Staniszkis): Nie przypadkiem dowiedziałaś się, nie
przypadkiem pan Żakowski cię zaprosił, nie przypadkiem to się zbiegło z
publikacją w "Gazecie Wyborczej". To nie są przypadki.
Stosowny fragment wg TVP:
ww2.tvp.pl/2773,20050130172373.strona
Prof. Jadwiga Staniszkis: Tak. Przestałam używać tego członu nazwiska
praktycznie w 1969 roku, kiedy wyszłam z więzienia. Mój mąż wystąpił, żebym
przestała używać jego człon nazwiska. Dzisiaj rano od pana Żakowskiego
dowiedziałam się, że jestem na tej liście. I to był oczywiście szok, teraz
wściekłość. Nie byłam tajnym współpracownikiem i mam szczęście, że obok mnie
siedzi człowiek, który czytał moją teczkę. Ja nie czytałam, po prostu nie
chciałam się w tym bagnie grzebać, bo widziałam co tam było w 1969 roku. Może
on powiedzieć, że byłam wytypowana na tajnego współpracownika, ale nie byłam
nigdy agentem. Gdyby nie przypadek, że tutaj siedzi pan, który widział to,
jutro moi studenci wytykaliby mnie palcami, że donosiłam.
J.Ż.: Co Pani poczuła jak się Pani zobaczyła na tej liście?
J.S.: Nie wierzyła, ja po prostu wiem, że tamtego nie zrobiłam.
J.Ż.: Nie donosiła Pani na pewno?
J.S.: Nie. Zeznawałam siedząc w więzieniu, ale po prostu potwierdziłam: odbyło
się u mnie spotkanie itd. Nigdy nie byłam tajnym współpracownikiem. To jest
szok dla osoby, która się tam znajduje.
.....
J.S.: Mogę jeszcze powiedzieć jedno zdania?
J.Ż.: Proszę bardzo pani profesor, oczywiście
J.S.: Obudziłam się o 9 rano, do tego programu było to najtrudniejsze godziny
w moich życiu i skończy się w jakimś sensie dobrze, bo akurat ktoś zaglądał to
moje taczki i może powiedzieć – nie byłam tajnym współpracownikiem. Ale ilu
ludzi, ilu ludzi zobaczy się na tej liście będzie miało kamień . Ja nie jestem
osobą, która jest depresyjną, ale naprawdę miałam myśli tragiczne. Po prostu
to przekreślało całe moje życie, gdyby nie to, że przypadkiem pan Żakowski
mnie zaprosił i przypadkiem pan profesor sięgnął do mojej teczki, bo mnie
znał, słabo, bo słabo, ale chciał zajrzeć co to jest.
B.W.: Nie przypadkiem dowiedziała się Pani, nie przypadkiem Żakowski Panią
zaprosił, nie przypadkiem to się zbiegło z opublikowaniem w Gazecie Wyborczej.
To nie są żadne przypadki.