leszek.sopot
31.01.05, 10:12
Caly czas manipuluje sie pojeciem jawnosci listy z IPN i otwartoscia dostepu
do teczek. Aby nikt nie mial watpliwosci o co chodzi, ze nie chodzi o ogolny
dostep dla wszystkich, ale tylko dla historykow i dziennikarz, wklejam
poniozszy fragment z wywiadu z Dudkiem w RMF RM. Dudek caly czas uzywa
sfromulowania "jawna lista" i otwarcie archiwow dla wszystkicch, w tym jednym
fragmencie przyznaje, ze chodzi o historykow i dziennikarzy. I kto klamie w
sprawie tej jawnosci i dostepnosci?
"Lista, jeśli została kiedyś ujawniona, to w listopadzie ub. roku, kiedy
kolegium Instytutu i prezes podjęli – w moim przekonaniu słuszną – decyzję o
jej umieszczeniu w ogólnodostępnej czytelni Instytutu. Ja sam w grudniu,
kiedy była sprawa pani Niezabitowskiej, widziałem w Wiadomościach reporterkę,
która siedziała przy komputerze i przeglądała tę listę. I to widziały miliony
Polaków. Ja rozumiem, że to się wtedy nie przedostało do świadomości masowej;
że jest taka lista ogólnie dostępna. I w moim przekonaniu różnica między tym,
czy redaktor Wildstein skopiował 200 tys. nazwisk czy przychodziłoby 30
dziennikarzy i każdy z nich przepisałby tysiąc czy po kilka tysięcy nazwisk,
to w gruncie rzeczy doszłoby do tego samego. Od kiedy zaczyna się
skandaliczne zachowanie – od odpisania 1000 tys. nazwisk, 10 tys. czy
tysiąca. To jest moim zdaniem niepoważne. Problem leży gdzie indziej. Od tego
momentu trzeba zacząć udostępniać te akta. W moim przekonaniu nie ma już od
tego odwrotu. Ponieważ wokół tej atmosfery histerii, którą rozpętuje część
mediów wokół tej listy, jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest udostępnianie
dziennikarzom, historykom teczek tych osób wokół, których są największe
kontrowersje."
Dudka i jego zaprzyjaznionych dziennikarzy musialo bolec, ze nie wszyscy
poszkodowani chcieli im pokazac zawartosc akt lub tez, ze nie maja dostepu do
akt o ktore nikt z poszkodowanych nie wystapil?