piotr7777
10.02.05, 16:33
...i innych. Zaznaczam, że sprawa Wilsteina średnio mnie interesuje, choć
dziwi mnie że sprawa w gruncie rzeczy niezbyt dużego kalibru urasta do rangi
wydarzenia, które zmieniło bieg historii a średni publicysta staje się
przywódcą ruchu prolustracyjnego, ba, kandydatem tegoż ruchu na najwyższy
urząd w państwie.
Artykuł w sobotnio niedzielnym wydaniu "GW" z 29-30 stycznia 2005 r.
Tytuł "Ubecka lista krąży po Polsce". Gwoli historycznej ścisłości Urząd
Bezpieczeństwa (UB) - Komitet Bezpeiczeństwa Publicznego przy Radzie
Ministrów zlikwidowano w 1956 roku, więc należaloby mówić raczej o liście
esbeckiej, względnie "ubecko - esbeckiej".
Z samego tekstu wynika, że pewien dziennikarz (nie pada tu nazwisko
Wildsteina) skopiował listę, na ktorej znajdują sie funkcjonariusze SB, tajni
współpracownicy i kandydaci na tajnych współpracowników. Dla przykładu
wymieniane są nazwiska szczególnie negatywnych funkcjonariuszy a z drugiej
strony np. niewątpliwie niewinnego prof. Wiesława chrzanowskiego.
I tyle. Jasne jest, że pod pojęciem "ubecka lista" rozumieć należy nie "listę
kapusiów" a raczej listę autorstwa funkcjonariuzy komunistycznego MSW z
samego tekstu to zresztą jednoznacznie wynika
Dodać należy także, że GW udostępniła swoje łamy także zwolennikom Wildsteina
(np. Maciej Łętowski, Barbara Frydryszak - Radziejowska) i od dwóchtygodni
rzetelnie informuje o okolicznościach sprawy, także dla siebie niezbyt
przyjemnych.
Rozumiem, że teraz ton nadaje opcja prawicowo - antykomunstyczna gdzie rej
wodzą ludzie, którzy w PRL byli tak zakonspirowanymi opozycjonistami że nikt
o nich nie wiedział. "GW" próbuje się tej fali przeciwstawić i czasem może
posuwać się zbyt daleko, choć w moim odczuciu cel jakim jest powstrzymanie
prawicowej ekstremy jest z założenia słuszny. Jednak w tym wypadku zarzut
manipulacji jest zwyczajnie nie na miejscu, bo ów tekst był jak najbardziej
w porządku.
Potem zostanie w pamięci zbiorowej, że GW oskarżyła ileś tam ludzi o
agenturalność a Wildstein ich wybronił tak jak wielu wydaje, sie, że "gruba
linia" Mazowieckiego była amnetią dla komunistów a Michnik nazywając
Jaruzelskiego i Kiszczaka ludźmi honoru miał na myśli całokształt ich
działalności publicznej a nie tylko Okrągły Stół i pokojowe oddanie władzy.