homosovieticus
12.03.05, 23:31
Trzeba to wiedzieć ,żeby móc oceniać sytuacje i prace komisji śledczej
ds.Orlenu
Fragment rozmowy:
(...)Skoro mowa o Dochnalu: czy zgodzi się Pan z opinią, że zaczął zeznawać
dlatego, iż spotkanie z komisją odczytał jako jedyną szansę na ocalenie
siebie i swoich bliskich w zderzeniu z aparatem władzy, na którego szczytach
jest ktoś, dla kogo on - Dochnal - jest niewygodny?
- Absolutnie się zgadzam z tą oceną sytuacji. Tym bardziej że Dochnal
wyraźnie powiedział: "Prokuratura zawarła ze mną układ, podpisany, spisany
dokument. Z tego wynikało, że po spełnieniu przeze mnie określonych warunków
będę miał uchylony areszt. Ale zadrwili ze mnie... Boję się na tyle o siebie
i o moją rodzinę, że zaryzykuję publiczne stwierdzenie tego, co mam do
powiedzenia...". Słowem - prosił o pomoc opinię publiczną, dziennikarzy.
Prokuratura odpowiedziała, że nie, że trzeba jego zeznania utajnić dla dobra
śledztwa. Mam jednak wrażenie, że to utajnienie bardzo często służy czemuś
innemu... Nam na przykład prokuratura nie powiedziała, że w prokuraturze
łódzkiej prowadzone są jeszcze trzy sprawy! Byliśmy przeświadczeni, że wiemy
wszystko, co jest związane ze sprawą Dochnala, i w związku z tym możemy
weryfikować jego zeznania. Tymczasem okazało się, że prokuratura postąpiła z
nami nierzetelnie (zresztą nie po raz pierwszy), utajniając te materiały,
które dały jej potem podstawę do przedstawienia Dochnalowi zarzutów. Trzeba
też zadać pytanie: czy musieli to zrobić zaraz na drugi dzień po zeznaniach
Dochnala przed komisją? To miało wszelkie znamiona demonstracji, ostrzeżenia,
które można odczytać: niech no tylko się znajdzie następca Dochnala, to
zobaczy!
Ale się znalazł, bo przyjechał Grochulski. Dobrowolnie zgłosił się do
prokuratury... Czyżby on też, jak Dochnal, upatrywał swojej szansy w złożeniu
zeznań? Ktoś, kto tkwi w układach mafijnych, nie może raczej liczyć na to, że
gdzieś się schowa...
- Przy takiej skuteczności polskich organów ścigania może siedzieć nawet w
Czechach czy na Słowacji i nikt go nie znajdzie. Mieliśmy na to dowody. Ja
myślę, że on się znudził. Czekał i czekał, i nie mógł się doczekać, więc w
końcu przyjechał. Ale - ostrożnie! To jest inny rodzaj gracza. Pani ma rację.
Grochulski to jest człowiek mafii, człowiek związany z zorganizowaną
przestępczością. To nie ten rodzaj przestępcy, jakim jest, czy też może być,
Dochnal. Grochulski doświadczył już aresztu, występował też w telewizji,
atakował dziennikarzy i osoby, które mu weszły w drogę. Jest postacią, która
bywała w Moskwie w sprawach paliwowych, ale także miała bardzo dobry kontakt
z Kancelarią Prezydenta, np. gościła - jak utrzymują świadkowie Bobrek i
Dochnal - na jakimś okrągłym jubileuszu Transadu panią prezydentową Jolantę
Kwaśniewską. To nie jest zwykły gangster. To jest gangster, którego
dopuszczono na salony, gangster, który być może bierze udział w grze.
Teoretycznie można sobie wyobrazić następującą sytuację: prezydent jest
zagrożony. Opinia publiczna źle odbiera jego postępowanie. Nie udało się
zdeptać komisji śledczej. Nie udało się odstrzelić jej przewodniczącego. Coś
się jednak udało - udało się znaleźć człowieka, o którym wszyscy w Polsce
mówią, że ma ogromną wiedzę w sprawie. Bardzo wartościowego. Czekamy. Organy
ścigania, zlitujcie się, dajcie go nam! I oto wreszcie ten człowiek sam
zjawia się w prokuraturze, żeby złożyć zeznania. I nagle okazuje się, że on
mówi: Nie! Dochnal kłamie, Bobrek kłamie. Było całkiem inaczej...
Czy to nie byłaby dłoń wyciągnięta w kierunku obozu prezydenckiego? Czy nie
powstałaby znowu sytuacja pozwalająca utwierdzić dotychczasową linię - że
komisja jest fatalna, że wierzy tym, którym wierzyć nie powinna, że zebrany
materiał jest zbyt skomplikowany, choćby sprawa spotkania wiedeńskiego, gdzie
w jednej notatce jest czarne, w drugiej notatce - białe, że to są polityczne
ataki na przedstawicieli władzy, a nie twarde dowody mogące postawić kogoś
przed Trybunałem Stanu lub przed prokuratorem.(...)
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050312&id=my01.txt