Dodaj do ulubionych

NO TO ZACZYNA SIĘ

IP: *.telimeny / 192.168.0.* 23.06.02, 19:10
Kandydat CDU/CSU do urzędu kanclerza Niemiec, Edmund Stoiber, wezwał Czechy i
Polskę do anulowania aktów prawnych, które stanowiły podstawę do przymusowego
wysiedlenia oraz wywłaszczenia Niemców z obu krajów po II wojnie światowej.
"Tak długo, jak są one ważne, rany pozostają otwarte" - powiedział Stoiber w
Lipsku podczas zjazdu ziomkostwa Prus Wschodnich.
Kwestionowane akty prawne są "niezgodne z europejskim porządkiem prawnym oraz
europejskim systemem wartości. Zbiorowe wypędzenie było i pozostaje
bezprawiem" - podkreślił Stoiber dodając, że odcięcie się od tej przeszłości
jest we "własnym interesie Polski".
"Bezprawie wypędzenia pozostaje nierozwiązanym problemem" - dodał.
Chadecki polityk zaapelował ponadto do władz polskich o przyznanie byłym
mieszkańcom Prus Wschodnich prawa powrotu do stron ojczystych, niezależnie od
przepisów unijnych, które będą obowiązywać po wstąpieniu do UE.
Obserwuj wątek
      • Gość: prowokat Re: Stoiber o Michniku IP: *.telimeny / 192.168.0.* 23.06.02, 19:20
        Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik oraz publicysta Adam
        Krzemiński wystosowali w ubiegłym miesiącu list do premierów Polski i Niemiec,
        prosząc ich o poparcie inicjatywy utworzenia ośrodka poświęconego XX-wiecznym
        wypędzeniom we Wrocławiu.
        "Taka placówka należy jednak do niemieckiej stolicy" - oświadczył Stoiber
        dodając, że planowany ośrodek powinien stać się "narodowym miejscem" pamięci o
        losie wypędzonych.
        Projekt budowy w Berlinie Centrum Przeciwko Wypędzeniom forsuje szefowa
        Związku Wypędzonych (BdV) - Erika Steinbach.


        CZYŻBY NIE DOCENIONO LIZUSOSTWA MICHNIKA I KRZEMIŃSKIEGO????
        • Gość: Pipin-2 fakty IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 23.06.02, 19:50
          Michnikowi powinienes wybaczyc,bo Zydzi zawsze kochali Niemcow i przejmowali od
          nich nawet nazwy nazwisk. Holokaust byl dla Zydow strasznym rozczarowaniem,ze o
          to obiekt milosci zamienil sie w kata.....
          ps. a ten Stoiber to przeciez Katolik....coz ,jaki Kosciol tacy i wyznawcy......
    • Gość: prowokat Re: Jeszcze o tym (ZA RZECZPOSPOLITĄ) IP: *.telimeny / 192.168.0.* 23.06.02, 20:26
      Niemcy zawsze pamiętali o wypędzeniach (na zdjęciu: zjazd Ziomkostwa Śląskiego
      w 1951 roku w Monachium), jednak dopiero od niedawna podkreślają, że były one
      pogwałceniem uniwersalnych wartości i domagają się ich bezwarunkowego
      potępienia

      Pod koniec lat 70., kiedy pierwszy raz przyjechałem do Republiki Federalnej
      Niemiec, na pytanie o ziomkostwa odpowiadano mi najczęściej, że nie należy do
      nich przywiązywać wielkiej wagi, bo tworzą je ludzie w tak podeszłym wieku, że
      za parę lat wymrą, a same stowarzyszenia przestaną istnieć.

      Od tego czasu upłynęło ćwierćwiecze, ziomkostwa wcale, jak widać i słychać,
      nie zniknęły, a temat wypędzenia Niemców stał się przedmiotem gorących sporów
      politycznych między Niemcami a Czechami.

      Warto więc spytać, dlaczego teraz, tyle lat po wojnie, ta kwestia odżyła z
      taką siłą? Mieliśmy budować Europę przyszłości, a nigdy chyba jeszcze nie było
      tyle debat o przeszłości. Dlaczego dopiero teraz dyskutuje się o Centrum
      przeciwko Wypędzeniom, a jego powstanie stało się nie tylko możliwe, lecz
      uchodzi wręcz za nieuchronne? Najprostsza odpowiedź brzmi, że do tej pory był
      to temat przemilczany, spychany w cień, wypierany ze świadomości. Jak
      stwierdził wybitny historyk Arnulf Baring w przemówieniu na zjeździe
      Ziomkostwa Niemców Sudeckich, powołując się na słowa kontrowersyjnego
      amerykańskiego publicysty oraz kandydata na prezydenta Pata Buchanana: "Cały
      świat wie, jakie krzywdy wyrządzili Niemcy, lecz nikt nie wie, jakie krzywdy
      spotkały Niemców". Nadszedł więc czas, aby się o tym dowiedział. Wypędzenie to
      ostatni fragment "nieprzezwyciężonej przeszłości".

      Pierwsza ofiara Hitlera

      Ta odpowiedź jest jednak zbyt jednostronna. Przecież o wypędzeniu wcale nie
      milczano. Może co najwyżej w krajach komunistycznych rzeczywiście był to
      bardzo długo temat tabu, jeśli jednak chodzi o same Niemcy, było zgoła
      inaczej. Od razu po wojnie rozpoczęto dokumentowanie wypędzenia i zbrodni
      popełnionej na cywilnej ludności niemieckiej. W latach pięćdziesiątych
      powstała obszerna dokumentacja wypędzenia przygotowana przez zespół pod
      kierownictwem znanego historyka Theodora Schiedera (który - jak ujawniono
      dopiero parę lat temu - brał udział w planowaniu masowych przesiedleń
      Polaków). Ukazały się na ten temat setki książek, tysiące artykułów.
      Upamiętniały je tablice pamiątkowe, a nazwy ulic przypominały o utraconych na
      wschodzie prowincjach. Także w innych krajach zachodnich nie był to temat
      nieznany historykom i opinii publicznej. Wypędzenie Niemców to w żadnym razie
      nie mord w Jedwabnem, o którym niewiele osób wiedziało.

      Rzecz nie polega zatem na tym, że nagle dowiedzieliśmy się czegoś, o czym nie
      wiedziano, albo że była to wiedza zakazana. Zmienił się horyzont
      interpretacyjny i moralny, w jakim postrzega się wypędzenie Niemców. Jest
      rzeczą znamienną, że jeszcze niedawno wielu niemieckich publicystów i
      historyków używało raczej określenia "ucieczka" (Flucht) niż "wypędzenie". Nie
      był to bowiem temat, który ułatwiał karierę akademicką na niemieckich
      uniwersytetach, zwłaszcza tych bardziej postępowych. Różnica polega więc na
      tym, że dzisiaj także liberalne centrum, socjaldemokracja i dawna radykalna
      lewica zmieniły swój stosunek do przeszłości. Kiedyś Joschka Fischer, który
      sam przecież pochodzi z Węgier, wraz z kolegami wyszedłby na ulicę protestować
      przeciwko idei utworzenia Centrum przeciwko Wypędzeniom. Teraz co najwyżej
      proponuje, aby takie centrum nie ograniczało się tylko do przedstawienia
      wypędzenia Niemców. Dopiero dzisiaj G�nter Grass opublikował książkę o
      zatopieniu "Wilhelma Gustloffa", kiedyś zapewne nie podjąłby tego tematu, aby
      nie zaleźć się w "złym obozie". Kiedyś za nacjonalistów uchodzili
      przedstawiciele ziomkostw, dzisiaj - Czesi niechcący przystać na ich żądania.

      Od dawna jednak wiedziano, że Niemcy byli nie tylko sprawcami, lecz także
      ofiarami wojny. Pogląd, że Niemcy byli ofiarą Hitlera, był rozpowszechniony w
      potocznej świadomości jako typowy zabieg odciążający sumienie, choć
      uzasadniali go także historycy i publicyści. Na przykład Sebastian Haffner w
      słynnej książce "Anmerkungen zu Hitler" twierdził, że Hitler najbardziej ze
      wszystkich narodów zaszkodził Niemcom. W wyniku wojny Związek Radziecki stał
      się supermocarstwem. Przyczyniła się ona do powstania państwa Izrael. Polska
      także na niej zyskała, gdyż zdaniem Haffnera: "Rezultatem [polityki - red.]
      Hitlera jest Polska geograficznie bardziej zdrowa i bardziej narodowo zwarta
      niż ta przedwojenna". To, że Polacy utracili suwerenność, umknęło jego uwadze.
      Dzisiaj o cierpieniu Niemców mówi się dużo. Erika Steinbach
      stwierdziła: "Pierwszymi ofiarami Hitlera byli Niemcy sudeccy" ("Frankfurter
      Allgemeine Sonntagszeitung" z 2 czerwca 2002 r.)

      Powrót Prus

      Ogólnie rzecz biorąc Republika Federalna Niemiec zmierzała przez ostatnie 12
      lat w odwrotnym kierunku niż Polska. Gdy w Polsce słabły narodowe uczucia, w
      Niemczech się wzmacniały. Gdy w Polsce dokonywano krytycznej rewizji historii,
      w Niemczech pojawiła się wyraźna tendencja, aby widzieć w niej rzeczy
      pozytywne. W ubiegłym roku czołowy niemiecki intelektualista i redaktor
      naczelny "Merkur" Karl-Heinz Bohrer wzywał w liberalno-lewicowej
      gazecie "Frankfurter Rundschau" do odbudowy świadomości historycznej. Jednym z
      objawów odzyskiwania pamięci jest dążenie do rewaluacji tradycji pruskiej. Na
      łamach konserwatywnej "Frankfurter Allgemeine Zeitung" dyskutowano niedawno,
      czy należy przywrócić nazwę Prusy, a Bohrer ("Merkur" z listopada 2001 r.)
      twierdził, że powrót Niemców do własnej historii musi oznaczać przywrócenie
      pamięci Prus, bo chodzi o "przypomnienie pruskiego paradygmatu nie jako
      karykatury, lecz jako normy kulturowej, która miała historyczną wielkość i
      kształtowała naszą historię".

      Czy te przemiany oznaczają, że odżywają dawne nacjonalistyczne tendencje? Czy
      grozi nam o powrót do lat trzydziestych? Oczywiście nie. Ale renesans
      świadomości narodowej i afirmatywny stosunek do niemieckiej historii oznacza
      zmianę, która niekoniecznie musi ułatwiać spotkanie z nowymi członkami Unii z
      Europy Środkowowschodniej. Przywrócenie nazwy "Prusy" oznacza nie tylko
      nawiązanie do tradycji, która koliduje z polską tradycją republikańską
      (gdybyśmy zamierzali traktować ją poważnie), ale będzie symbolem braku,
      niedopełnienia, straty, przypomnieniem bolesnej amputacji. Czyż Prusy to tylko
      Berlin i Brandenburgia? I czy zmiana nazewnictwa odwołująca się do historii
      nie powinna konsekwentnie pójść dalej? Arnulf Baring, który tak wiele pisał o
      konieczności nowego partnerstwa Niemiec z Polską, uważa za błąd nazywanie
      landów wchodzących kiedyś w skład NRD Niemcami Wschodnimi, gdyż są to przecież
      Niemcy Środkowe (na szczęście wschodnioniemiecka telewizja nosi prawidłową
      nazwę Mitteldeutsche Rundfunk, co nie budzi zastrzeżeń polskich dyplomatów).

      Prawo do cierpienia

      Zmiana podejścia do tradycji narodowej łączy się z przemianami pamięci o II
      wojnie światowej nie tylko w Niemczech. W ubiegłym roku ukazała się znakomita
      książka Michaela Jeismanna "Auf Wiedersehen Gestern. Die deutsche
      Vergangenheit und die Politik von morgen", w której autor zwraca uwagę, że
      obecnie pamięć o holokauście nie jest już sprawą tylko niemiecką, że została
      ona "zglobalizowana", do czego przyczynił się m.in. konflikt bałkański i
      ludobójstwo w Rwandzie. "Zupełnie inaczej niż jeszcze w latach
      osiemdziesiątych ČholokaustÇ stał się częścią międzynarodowej retoryki i
      polityki, a ČAuschwitzÇ - hasłem nowej polityki interwencyjnej o zasięgu
      światowym." Niemiecka przeszłość, zdaniem Jeismanna, służy symbolicznie i
      politycznie do wspierania tej kontrowersyjnej polityki.

      Opisana powyżej przemiana, a nie tylko renesans świadomości narodowej, nadaje
      moralną siłę postulatom ziomkostw. Skoro Niemcy już wyznali swoje grzechy i
      zerwali z przeszłością budując demokratyc

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka