Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
05.07.02, 11:05
Jak należało się spodziewać, uchwalenie przez Parlament Europejski rezolucji
domagającej się legalizacji zabijania nienarodzonych ludzi spotkało się z
głosami oburzenia w Polsce. Najbardziej krzepiące pochodziły z ust ludzi
Kościoła, znanych z wcześniej prowadzonej przez siebie prounijnej agitacji.
Ksiądz abp Józef Życiński powiedział "Życiu Warszawy" (5.07.2002): "Próba
narzucenia jednolitych poglądów dotyczących prawa do aborcji czy stosowania
środków antykoncepcyjnych jest niedopuszczalna. Jeśli biurokrata występuje w
roli nauczyciela sumień, to jest to nadużycie. Zawsze protestowałem przeciw
wysuwaniu analogii między Brukselą a Moskwą, ale uchwała Parlamentu
Europejskiego ułatwia rozwijanie podobnych porównań". Jak bardzo bolesne są dla
lubelskiego metropolity takie porównania, świadczą jego słowa wypowiedziane
wcześniej.
- W tamtych [sowieckich] czasach panował system centralnego zarządzania, gdzie
Komitet Centralny decydował nawet o terminie podorywek. W Unii ma obowiązywać
zasada dialogu - stwierdził 16.01.2002 r. ksiądz arcybiskup.
Jednak rozszerzenie unijnego dialogu na polskich i irlandzkich przeciwników
zabijania nienarodzonych słusznie niepokoi dotychczasowych zwolenników
integracji. Ksiądz abp Tadeusz Gocłowski: "Uchwała jest argumentem, który mogą
wykorzystać nasi eurosceptycy" (KAI). Wiadomo: mordowanie jest złe, ale
eurosceptycy też nie mogą być górą. I jak tu im wytłumaczyć, że wstąpienie do
UE jest historycznie konieczne tak jak istnienie człowieka?