logic
10.06.05, 00:28
Ludności droga!
Pan prezydent naszej solicy, a niewykluczone, że wkrótce całej Rzeczypospolitej jest dla mnie pod wieloma względami zagadką. Dowiódł ostatnio, że dla ideałów jest w stanie mocą urzędu decydować sprzecznie z Konstytucją i rozmaitymi innymi aktami prawnymi. Okej, uważa je za złe, chce wprowadzić rewolucję itd, itp... Ale jakim cudem rządy prawa chce wprowadzić człowiek, który przyznaje, że skompletowana przezeń administracja nie jest w stanie opracować planu objazdów na czas trwania jakiejś demonstracji? Może demonstracja gejów wymaga jakichś specyficznych objazdów? Co więcej, jaki porządek, jakie bezpieczeństwo potrafi zapewnić obywatelom Polski człowiek, który nie jest w stanie poradzić sobie z groźbami użycia siły wobec pokojowej demonstracji przez grupy chuliganów? Pan prezydent, doktor prawa, ma do czynienia z jaskrawymi przejawami groźby karalnej. Łamie konstytucyjne prawo do wolności zgromadzeń, bo nie potrafi powstrzymać grup bandytów... Mógł zmobilizować policję na zjazd alterglobalistów (którzy pospacerowali sobie po Warszawie, pośpiewali, potańczyli), mógł ją zmobilizować na szczyt Rady Europy. Nagle nie jest to możliwe dla manifestacji gejów... Iście wybiórcza niemożność. Czy nazwa "Prawo i sprawiedliwość" partii panów Kaczyńskich nie jest aby analogią Orwellowskiego Ministerstwa Miłości?