edek733
22.06.05, 18:41
Zastanawia mnie, że jakoś nikt nie zauważył, że w wojnie o aplikacje chodzi
tylko o jedno - o to kto capnie kaskę i wpływy wynikające z prawa prowadzenia
naboru:
a) samorządy radców i adwokatów lub:
b) komisja państwowa w której większość będą mieli politycy.
Myślicie, ze po co PiS chce państwowych egzaminów na aplikację?
I jeszcze jedno - myślicie, że jak PiS przejmie nabór to zwiększy liczbę
aplikantów? Uzna, że więcej niż obecnie kandydatów na aplikacje się nadaje?
Każdy przecież wie, że towar deficytowy ma największą wartość.
A tak na marginesie, w "środowisku" zaczyna się mówić, że samorządy się
otworzą szeeeeroko na aplikantów. Przyjmą tysiące chętnych, ci zapłacą im mega
kaskę za szkolenie, a do egzaminów dotrą tylko nieliczni. Przede wszystkim ci
co mieli dotrzeć. A kancelarie będą miały aplikantów za półdarmo.
Co wtedy powiedzą posłowie PiS? Ze chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze?
Czy myślicie że obecny system, gdzie jedyną trudnością jest dostanie się na
aplikację będzie trwał wiecznie???