Dodaj do ulubionych

OBLEJEMY CIE KWASEM? SUKO

IP: *.ipt.aol.com 30.07.02, 14:38
Trybunał wyborców

Znany polityk skazywany jest na śmierć raz w tygodniu

Za kupczenie Ziemią Matką zginiesz s...synu pojutrze o 18.00. Narodowy Front
Polski, "Szanowny panie pośle, uprzejmie informuję, że z Niemiec przyjechało
specjalne komando, które ma pana zgładzić, bo sprzeciwia się Pan sprzedaży
ziemi obcokrajowcom", "Za działania mające na celu pozbawienie ludu polskiego
suwerenności i kolaborację z Ameryką i brukselskim ścierwem skazujemy cię
(...) na karę śmierci. Trybunał Rzeczypospolitej", "Dla takich jak ty, (...)
gnoju, przyjaciół Moskwy i przefarbowanego lisa Putina budujemy szubienice.
Stowarzyszenie Odrodzonej" - czytamy w listach, jakie przez ostatnie pół roku
dostali parlamentarzyści z lewej i prawej strony naszej sceny politycznej.
Najbardziej znani politycy otrzymują miesięcznie po 300--400 listów.
Większość to prośby o pomoc, zaproszenia, ale co najmniej 20 proc. z nich to
donosy, skargi od "ofiar systemu", rzekomo inwigilowanych przez służby
specjalne, propozycje naprawy Rzeczypospolitej i świata, odkrycia nie
docenionych wynalazców, propozycje matrymonialne oraz wyroki samozwańczych
sędziów. - Te listy często pokazują nam, co naprawdę drzemie w tych, którzy
nas oceniają, wybierają. W żadnym razie bym ich nie bagatelizował, nawet
jeśli najczęściej to anonimy - mówi Jerzy Szmajdziński, poseł SLD i minister
obrony.

"Oblejemy cię kwasem, suko"
- Ręce mi opadają, gdy po raz kolejny czytam list rozpoczynający się od
słów: "Ty żydowski masonie i żydokomunisto, oddaj to, co ukradłeś" -
przyznaje Wiesław Kaczmarek z SLD, minister skarbu. Z kolei Jerzy Dziewulski,
także poseł SLD, wzdycha z wyraźnym rozrzewnieniem: - Oj, kiedyś to się
dostawało pogróżki. Na przykład Akcja Zbrojna informowała mnie, że wydała na
mnie wyrok. - "Ty suko, oblejemy cię kwasem", tak grożono mi w czasach
uchwalania ustawy antyaborcyjnej - wspomina Izabella Sierakowska, posłanka
SLD. Wyraziste poglądy polityczne działają jak magnes. Potwierdzają to
posłowie ze wszystkich ugrupowań. Wizytówką "prawdziwego Polaka" jest
nadużywanie w korespondencji słów "żyd" i "mason", stawianie między tymi
pojęciami znaku równości oraz żądza mordu wyrażana przez werdykty nie
istniejących najczęściej organizacji. Jak wyliczyliśmy, znany polityk jest
skazywany na śmierć mniej więcej raz w tygodniu.

Obsesja totalnej inwigilacji
Obywatele RP skarżą się w listach do polityków na służby specjalne, które są
bezwzględne w zdobywaniu informacji.
- Wyróżniłbym grupę porwanych przez wywiad i tę z wszczepionymi chipami,
najczęściej w zębach - klasyfikuje Zbigniew Siemiątkowski z SLD. Do
Konstantego Miodowicza, posła Platformy Obywatelskiej, piszą inwigilowani
przez szwajcarskie służby specjalne. - Posługują się one technikami, które
powinny być mi znane z pracy w Urzędzie Ochrony Państwa. Chodzi głównie
o "laserowanie" i "przekaz telepatyczny" - wyjaśnia Miodowicz, niegdyś
zastępca szefa kontrwywiadu UOP.
Dość częsty jest wątek nielegalnego podsłuchiwania. Zadziwia pomysłowość
współczesnych szpiegów. Do Michała Kamińskiego (PiS) napisał człowiek, który
uparcie twierdził, że jego pies ma wszczepiony w ogon podsłuch. - Najbardziej
było mi żal tego zwierzaka, bo nie wiadomo, co się później z nim stało -
ubolewa poseł.
Zagrożenie czyha zresztą wszędzie. "Moi nowi sąsiedzi są pracownikami służb
specjalnych, świadczą o tym charakterystyczne hałasy dochodzące z ich
mieszkania: wiercenie i przesuwanie mebli" - zwierzała się w liście do
Jerzego Szmajdzińskiego Katarzyna M. z Wrocławia.

O naprawie świata i Rzeczypospolitej
Wielu zasypuje polityków radami, jak uratować świat. Jeden z wynalazców
proponował grupie parlamentarzystów "wykorzystanie na szeroką skalę
elektrowni gazowych bez użycia gazu". Inny odnalazł "gigantyczne możliwości
energetyczne" w odpowiednio zmodyfikowanym silniku... pralki Frania. - Pewien
człowiek przekonywał mnie, że wystarczy przenieść stolicę Polski do
Wieruszowa, a wszystkie nasze kłopoty znikną, choć nie precyzował dlaczego -
wspomina Adam Lipiński, wiceprezes PiS.
Ostatnio do Klubu Parlamentarnego PiS trafił "Skrócony program naprawy RP"
autorstwa niejakiego Piotra N. Zagórnika. Oto jego najważniejsze
postulaty: "Sejm - frekwencja na Sejmach winna być maksymalna, kontrolowana
przez listę obecności. W czasie obrad nie spać, nie drzemać, nie czytać
prasy. Trzeba zlikwidować immunitet dla aferzystów i chuliganów w parlamencie
oraz skasować zagraniczne wycieczki. Wprowadzić odpłatność za korzystanie z
sejmowego basenu kąpielowego. Rząd - skończyć z aferami na najwyższych
szczeblach. Zlikwidować przemyt na granicach. Zaprzestać ćwiczeń wojska do
tłumienia słusznych buntów ludności. Prezydenci - skasować bankiety i pikniki
m.in. w ogrodach prezydenckich. Rozliczyć Aleksandra Kwaśniewskiego z
wyjazdów na imprezy sportowe. Władza sądownicza - sądy winny pracować
społecznie. Zlikwidować zawód adwokata. Wszystkie afery rozliczyć. Rolnictwo -
promować polski cukier i polski tytoń. Raz na zawsze skończyć z klęskami
urodzaju i nieurodzaju".
Artur Balazs (SKL-RNP) otrzymał dla odmiany list od wyborcy, który za jednym
zamachem zapragnął likwidacji Rady Polityki Pieniężnej i wprowadzenia na siłę
podatku liniowego. Inny zaproponował "zawieszenie na czas dojścia do
normalności gospodarki wolnorynkowej". Czyżby to był członek fanklubu Marka
Dyducha, szefa SLD?

Żyły złota, czyli jak zrobić interes życia
Politycy postrzegani są jako ludzie zamożni, a z takimi najlepiej robić
interesy. - Kiedy byłem wicemarszałkiem Senatu, napisał do mnie poszukiwacz
skarbów, który twierdził, że zagrabione przez hitlerowców kosztowności są
ukryte w sztolniach kopalni na Dolnym Śląsku - wspomina Donald Tusk. -
Poszukiwacz żądał ode mnie, aby Senat zaczął kopać razem z nim. Co ciekawe,
najpierw oferował jedną dziesiątą skarbu, potem jedną ósmą, a skończył na
jednej szóstej - dodaje Tusk. Przyznaje, że mapę ma do dziś. Z kolei
Krzysztofa Oksiutę, posła SKL, jeden z korespondentów prosił o pomoc
w "odzyskaniu" bliżej nie określonych kont bankowych. - Oczywiście, był gotów
ustalić odpowiednią sumę za moją przysługę - relacjonuje Oksiuta.
Do Michała Kamińskiego napisała kobieta, która twierdziła, że ma prawo do
wielkiej fortuny Rockefellerów. Dowodem prawa własności miał być list od jej
krewnego z początku wieku, który za chlebem wyemigrował do Stanów
Zjednoczonych. Pisał w nim, że pracuje w tartaku "z takim jednym
Rockefellerem". "Z pewnością ten Żyd ukradł pieniądze naszemu Stachowi i
dzięki temu doszedł do wielkich pieniędzy" - żaliła się posłowi. Kierowała
nią wielka szlachetność serca, bowiem namawiając posła do interwencji u
prezydenta Stanów Zjednoczonych, deklarowała, że połowę odzyskanej sumy
przekaże państwu polskiemu.
Nie wszyscy są tak wielkoduszni. Janusz Zemke (SLD) miał przygody z
naciągaczami: - Pisał do mnie człowiek, który twierdził, że potrzebuje pomocy
w wydaniu pracy habilitacyjnej. Interesujący temat: "Województwo
starokijowskie w XVII wieku", bagatela, 800 stron tekstu. Zemke już miał
zainteresować tym tematem wojskowe wydawnictwo Bellona, ale zdziwiło go, że
naukowiec oczekuje tylko gotówki. - Spotkałem się z nim i zapytałem, kto jest
recenzentem jego pracy. Wymienił nazwiska kilku nieżyjących profesorów. Gdy
poprosiłem o dowód, niedoszły habilitant po prostu uciekł - wspomina poseł.

Polityczny przedmiot pożądania
Do Aleksandry Jakubowskiej z SLD napisał rolnik z małej miejscowości. List
był utrzymany w tonie rzeczowej oferty matrymonialnej: - Pisał, że mam
przyjechać do niego pekaesem określonego dnia, o określonej godzinie.
Obiecywał, że się ze mną ożeni się, a nawet jeśli mam dziecko, to nic nie
szkodzi, jemu to nie przeszkadza - mówi wiceminister kultury. Powodzenie ma
zresztą nie tylko Jakubowska. - Na moim biurku leży zestaw wierszy, które
otrzymał
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka