janwkurzony
11.07.05, 20:52
"Cóż, wlasnie wróciłem z Czech i Saksonii (wschodnie Niemcy). W związku z
tym,
oraz z tym, że zbliżają się wybory w Polsce chciałbym podzielić się kilkoma
refleksjami.
Polska jest krajem źle zarządzanym od setek lat. Marnotrawione są
środki pieniężne i trwałe, wysiłek ludzki. Marnotrawiona jest krew obywateli.
Celowo piszę, że od setek lat, a nie od 60-ciu czy 15-stu. Polskie elity
polityczne od setek lat są rakiem na organiźmie tego co nazywamy Polską.
Według mnie absolutnie nie zanosi się na zmianę. Łudzi się ten, kto sądzi, że
odsunięcie postkomunistów od władzy coś zmieni. Łudzi się także ten, kto
uważa, że przepędzenie ultrakatolickiej prawicy też coś zmieni. I jedni i
drudzy są Polakami, czy to się komuś podoba czy nie, z tym samym bagażem
doświadczeń, nawyków i cech narodowych. Prawica w Polsce wcale nie jest
prawicą. Jest gospodarczo, socjalnie i mentalnie komuną. Mentalnie tkwi na
księżycu, wyznaje odmianę katolicyzmu, który już nie istnieje ani w
Hiszpanii, Włoszech, Irlandii czy nawet w Meksyku (zresztą olbrzymia część
obywateli także). Ciągle tkwi i operuje na obszarze między kroczem kobiety i
mężczyzny. Gospodarczo bliska jest Białorusi czy Wietnamowi. Jest za głęboką
ingerencją państwa w gospodarkę i życie prywatne, przeciwna jest głębokiej
demonopolizacji, popiera destrukcyjne działania związków zawodowych. Tzw.
lewica natomiast nie siedzi w okopach katolicyzmu ale jest bliska gospodarce
socjalistycznej, czyli tej jaką wyznaje "prawica". Prawica jest przeciwna UE,
ale przedewszystkim dlatego, że kojarzy się jej z gejami, lesbijkami,
kasynami gry, itp., a nie dlatego, że np UE jest zbyt socjalna, mało
konkurencyjna wobec USA. Prawica wraz z lewicą woli dodać nędzarzom po 30
pln, niż dać im dobrą wędkę. Cechą wspólną tzw polskiej elity jest prywata,
konserwatyzm, brak wizji gospodarczej i politycznej, bylejakość i
tymczasowość. Nie wspomnę o braku doświadczenia, kompetencji, wiedzy. Wspólne
jest też prostactwo i zwykłe chamstwo. Są to też "wartości", które popiera
duża częśc Polaków. Realny wybór jaki stoi przed społeczeństwem to z jednej
strony niewydolna gospodarka socjalistyczna plus rezerwatowy katolicyzm, a z
drugiej niewydolna gospodarka socjalistyczna plus wykastrowany liberalizm.
Wybór zatem jest jak między AIDS a rakiem. Co ma zatem zrobić mniejszość,
która nie podziela "wartości" tych w/wym. Mniejszość, która nie godzi się z
tym ich polskim porządkiem, która nie godzi się na wiecznie dziurawe drogi,
krzywe chodniki, brudne miasta, brak służby zdrowia, żerujące monopole,
najdroższą benzynę w UE, wysokie podatki, marnotrawienie środków i wysiłków,
ZUS, KRUS, NFZ, agencje, fundacje, ociężałość instytucji, wrogość państwa
wobec obywatela oraz inwestora zagranicznego, bezrobocie, afery, brudnych
ludzi w tramwajach, brudni koleje i dworce, wąsatych tępaków o czerwonych
twarzach, tępych polityków, najdroższe usługi, brak inwestycji itd, itp. Po
wyborach nie będzie żadnego 3x15, nie będzie radykalnej obniżki podatków
jawnych i ukrytych, nie będzie ułatwień dla małego i dużego biznesu, nie
będzie możliwości załatwiania spraw przez internet, nie będzie otwarcia na
świat. Bezrobocie będzie nadal oscylować między 18 a 20 procent, podatki będą
nadal skomplikowane i wysokie, by móc od czasu do czasu dać krzyczącym grupom
po 3 czy nawet 5 pln na głowę. Bezrobocie jest dla nich funkcjonalne. Co 4
lata można obiecywać rodakom jego zmniejszenie. Podatki muszą być wysokie, bo
trzeba utrzymywać cały aparat skarbowy. Marazm i brak perspektyw będzie się
pogłębiał, jeśli jeszcze może się pogłębiać. Politycy wszystkich opcji skupią
się na obejmowaniu posad, rewanżyźmie, załatwianiem dobrej pracy swoim
rodzinom i znajomym (zarządy, zamówienia publiczne, stanowiska w
administracji centralnej i wojewódzkiej, spółki, samorząd itp., wiem coś o
tym, widzę to od lat na moim stanowisku pracy), historycznych dysputach i
wzajemnym wycinaniu się. I tak jak od setek lat świat będzie odpływał jeszcze
dalej od polskich brzegów. Polacy jeszcze bardziej będą przyzwyczajać się do
tego stanu biorąc go za normalność, degenerując się przy tym jeszcze
bardziej. Będą kupować jeszcze starsze samochody na zachodzie, będą wykonywać
w UE jeszcze gorzej płatne prace, jeszcze bardzie będą wyglądać na głupków,
niż zwykle, czym będą wywoływać pobłażliwe uśmieszki innych, lepiej
zorganizowanych nacji. Od czasu do czasu dowartościują się wizytą papieża,
fachowością naszych hydraulików czy sprzątaczy, czy może nawet nową wojenką
(za darmo) u boku naszych przyjaciół z USA. Co mają zatem zrobić ci, którzy
nie akceptują takiej Polski, którzy normalnie jej się wstydzą? Jeszcze raz
powtarzam, zdaję sobie sprawę z tego, że tych, którzy tak myślą jest
mniejszość. Wiem, że narodowa, katolicka, socjalistyczna większość nadaje ton
temu ICH państwu. Nie można zrobić NIC. No, może narodowy plan bezpłatnej
eutanazji i darmowego pochówku dla tej mniejszości albo narodowy plan
wypędzeń z kraju, byłby jakimś rozwiązaniem. Ci lepiej wykształceni, lepiej
znający języki, bardziej przebojowi już wybierają. Skoro nie mogą zmienić
swojego kraju, wybierają inny kraj. Rozumiem ich w pełni, popieram i życzę
powodzenia. Nie wracajcie tu, bo nie ma do czego. Ale co z tymi co zostaną?
Kraje wokól Polski rozwijają się. Niemcy od wieków mają nowoczesny przemysł,
zrobią niedługo radykalną reformę gospodarczą. Rosjanie mają podatek liniowy,
afery ale i szybko rozwijającą się gospodarkę liberalną. Czechom już niewiele
brakuje do zachodu, Słowacy sprzątają nam inwestycje, Litwini też. Powiem
przewrotnie, że niestety nikt nas już nie podbije. Ani Niemcy nie zabiorą nan
ziem zachodnich wraz z obywatelami, by wprowadzić tam swoje standarty
(prawo, drogi, porządek). Ani Rosja nie zaanektuje ziem wschodnich, by
wprowadzić tam błyskawiczny rozwój gospodarczy. Co mogą zrobić zatem ci co
zostaną i nie popierają tego stanu? Mogą zacząć bojkotować ten ich kraj,
wypowiedzieć mu posłuszeństwo, aby dać nareszcie do zrozumienia "ekstraklasie
politycznej". Na początek np. nie uczestnictwo w wyborach, każdych.Wszak
wystarczy gdy do wyborów pójdą sami kandydaci i ich rodziny. To przecież im
wystarczy. Czy musimy ich uwiarygadniać? Oczywiście jest to program na lata
dla wielu. Co potem? Np masowe nie opłacanie rachunków za mieszkania,
energię, reżimowe środki przekazu, monopolistyczną TP. Nasz system
sprawiedliwości jest bezwzględny dla obywateli bez koneksji i pieniędzy na
adwokata. Za powyższe grożą eksmisje, wyroki, astronomiczne odsetki. Jednak
wobec wielu system będzie bezbronny. Tam też pracują "wkurzeni". Następnie
odmowa wymiany dokumentów, wyrabianie dokumentów, masowy zwrot dokumentów
pocztą, nie rejestrowanie samochodów i wszelkiej działalności, nie reagowanie
na administracyjne zakazy i nakazy, jeżdżenie na gapę itp. Jednocześnie
bezwzględnie należałoby zachować spokój, roztropność i protestancki porządek.
To nie może być anarchia, żadnej agresji, przemocy fizycznej i słownej. Ma to
wywołać pokojową, radykalną zmianę mentalną i polityczną. Ktoś powie, że to
łamanie prawa. Przypominam, że ustawy norymberskie też były prawem. Na koniec
zostawiłbym nie płacenie podatków, nie wypełniane PIT-ow, czy tym podobne.
Totalne, masowe nieuczestnictwo w systemie przez nich stworzonym.
Osobiście uważam, że najlepiej i najbezpieczniej byłoby, gdyby
wszyscy stąd wyjechali. Zostaliby wtedy politycy, ich rodziny, powiązani z
nimi finansowo ich poplecznicy i zwolennicy, wyższa administracja rządowa,
samorządowa. Coś jest nie tak z tym krajem, skoro do tzw. elity pretendują
przede wszystkim męty, szumowiny i karierowicze. Ale jest to w końcu jedyna
pewna i dobrze opłacana ścieżka kariery. A może jakimś wyjściem byłoby
wydzielenie jakiegoś kawałka kraju dla tych, którzy nie akceptują polskiej
rzeczywistości. Od