emerytka.z.rzeszowa
10.08.05, 15:39
"Tuska do Pułtuska, Kaczorków do Tworków, Cimoszewicza na królewicza"...
...podśpiewywał dziś rano, grając na mandolinie, mój wnuś. Maćku - zwróciłam
mu uwagę (zbieżność imienia mojej latorośli i żubra Pana Cimoszewicza jest
oczywiście przypadkowa) - daj mi choć trochę odetchnąć po tej pełnej emocji
nocy (ideologizowałam z pewnym starszym panem - a co? Mogę!). Jak dalej
będziesz się tak zachowywał, to wrócisz do swego Krakówka, do 80-metrowego
mieszkanka (wysupłałyśmy ostatnie oszczędności z córką), a w grodzie Smoka i
Koniewa naprawdę nie jest teraz ciekawie. Po ulicach pełno rajfurów w
sutannach, bo czas przedwyborczy i trzeba łepetyny wyprać ludziom, nawracając
ich na "czarną magię". Niech 25 września idą do spowiedzi przy urnie i
wyznają wszystkie grzechy przed Kaczyńskimi (a mieli ich dużo w czasach PRL:
głosowanie na PZPR, seks przedślubny, aborcje z inspiracji ciemnego kleru,
pogromy na Kazimierzu), a oni już im raj na Ziemi zgotują...
Do rzeczy: wielu ludzi pyta mnie dlaczego zdradziłam Partię Demokratyczną i
agituję na wszystkie możliwe sposoby za "Cimoszką". Po pierwsze: PD nie
zdradzałam, bo ślubu jeszcze nie było (robią fochy z wpisywaniem i
wypisywaniem mnie z listy rzeszowskiej, coś im się nie zgadza w moich
papierach). Po drugie: wybory parlamentarne nie mają wiele wspólnego z tym
konkursem osobowości, jaki odgrywa się w elekcji prezydenckiej, a więc można
sobie pozwolić na taką ekstrawagancję (tym bardziej, że, jak mówią
rzeszowskie funki, to właśnie Cimoszewicz miał być kandydatem PD na
prezydenta, tylko długo wszystkich wodził i wzwodził, aż wybrali Henrykę) - a
i drink złożony z PD i Cimoszewicza smakuje lepiej niż "PD soute". Po
trzecie: do Bochniarz nie czuję specjalnej mięty. I to jest chyba
najważniejszy argument.
Wyjaśnię to pokrótce: jest oczywiście prawdą, że nadaje się ona świetnie na
kandydata demokratów, bo przepracowała aż jedenaście lat w funkcji sekretarza
POP PZPR i to nie byle gdzie, bo w Instytucie Cen i Koniunktur (Henryce
naprawdę się udało: pamiętam, że przez parę lat córka pukała do bram tego
przybytku, ale jej nie wpuścili bo nie miała legitymacji SD. Cimoszewicz ma
więc rację, że w czasach PRL członków PZPR poniekąd dyskryminowano - i to nie
są żarty. Podobnie było na Jego studiach, z tego samego powodu odpytywano Go
ciężej i złośliwiej, już wtedy następowała falandyzacja uczelni). Dodam, że
nominacja działaczki PZPR w czasach, gdy UW okupowali tacy ponurzy osobnicy
jak Suchocka, Syryjczyk czy Wende byłaby nie do pomyślenia i zostałaby uznana
za herezję, być może Panią Nikę spalono by nawet na stosie, przygotowanym
zawczasu przez Rokitę. Widać więc, jak bardzo do przodu posunął PD kierowca
Frasyniuk. I to mimo tylu ideologicznych zakrętów (intrygi Potockiego,
Borusewicza i Furgalskiego, tych dwóch ostatnich zasłużenie wywalono z PD)
Ale z drugiej strony wchodzę sobie na stronę www.bochniarz.pl i czytam, że
kobitka ma 58 lat na karku (choć to nieładnie wypominać wiek). Znaczy to ni
mniej ni więcej, ze do PZPR wstąpiła (1979) w wieku trzydziestu lat, podczas
gdy Cimoszewicz zrobił to już w dniu matury! Kto jest więc bardziej ideowy,
kto był bardziej za PRL? Jeśli dodam, że Bochniarzowa zrobiła to -
najprawdopodobniej - ze względu na chęć dopomożenia własnej karierze
zawodowej, wyłania się nieciekawy obraz oportunistki. Niegodny człowieka PD,
niegodny ludzi etosu. Dlatego Cimoszewicz.
--
"Autobus P-D
przez ulice mego miasta mknie
mija nowe, ładne domy
- to siedziby SLD!"
(z muzyczki wnusia)