goniacy.pielegniarz
27.09.05, 21:21
Coś mi się zdaje, że Jarek Kaczyński może się przejechać na swoich
kalkulacjach, w wyniku których odrzuca dzisiaj premierostwo na rzecz
prezydentury swojego brata.
Podejmując tę decyzję, nie brał chyba pod uwagę prostego faktu, że wyborcy
mogą się poczuć oszukani, co ostatecznie może się odbić na jego bracie.
Wprawdzie zawsze może tłumaczyć się tym, że już wcześniej dawał do
zrozumienia, że dwóch Kaczyńskich na stanowiskach premiera i prezydenta raczej
nie będzie, ale to przecież tak prosto nie działa. Kaczyński jest już chyba na
tyle doświadczonym politykiem, że doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że do
społeczeństwa trzeba mówić prosto i wprost. Wie chyba Jarosław Kaczyński, że
społeczeństwo, przyswajając jakieś informacje, nie buduje sobie złożonych
konstrukcji, według których różne są warianty w zależności od sytuacji
związanych z całkiem innym tematem.
Przypominam przy okazji, że gdy sondaże obu partii wyrównały się, zaczęły się
jednocześnie publiczne deklaracje, jakie stanowiska zajmą kandydaci na
premiera, gdyby to konkurent wygrał wybory. Jakoś Jarosław Kaczyński nie
wzdrygał się, gdy pytano, czy będzie miejsce dla Jana Rokity w "jego rządzie".
Ba! Jeśli mnie pamięć nie myli, to nawet pan Jarosław mówił, że widzi w "swoim
rządzie" miejsce dla Jana Rokity na stanowisku szefa MSZ.
Czy biorąc udział w tych kurtuazyjnych publicznych zapewnieniach nie zdawał
sobie Kaczyński sprawy, że jego brat cały czas startuje w wyścigu do fotela
prezydenckiego? Idąc dalej moglibyśmy postawić pytanie, dlaczego nie
przedstawił opinii publicznej innego kandydata na premiera jeszcze przed
wyborami, tylko świadomie podtrzymywał wrażenie, że to on będzie premierem w
razie zwycięstwa PiSu? Odpowiedź wydaje się oczywista: nie przedstawił, bo
wiedział, że jego partia straciłaby na tym, a na to nie mógł sobie pozwolić.
Zastanawia mnie tylko to, dlaczego tak wytrawny gracz nie wziął pod uwagę, że
ludzie mogą się poczuć oszukani i że odbije się to na wyniku jego brata?
Sam jestem ciekaw, czy rzeczywiście tak się stanie, ale tak czy inaczej
sytuacja już na samym początku wydaje się skomplikowana, mówiąc delikatnie.
Nietrudno przewidzieć, że w przypadku trwania w takim układzie sytuacja może
się pogarszać. Wrócą stare demony i "sterowanie z tylnego siedzenia". Im mniej
przejrzysta sytuacja, tym pewniejsze to, że odbije się to czkawką prędzej czy
później. Może nie jeszcze dziś, może jeszcze nie jutro. Niech się tylko zaczną
pierwsze problemy...
Niezły początek jak na IV Rzeczpospolitą.
Miejmy nadzieję, że to nie początek końca.