Dodaj do ulubionych

Rząd kontraktowy

    • sredni4 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 12:59
      Takie pytanie ciśnie się na usta każdemu Polakowi, który zmuszony był żyć przez
      lata w klimacie obcym duchowo - w klimacie antypolskim - i karmiony był papką
      propagandową przekazywaną przez media sterowane przez obce ośrodki i
      obsługiwane przez ludzi, którzy już utracili poczucie więzi z Polską lub nigdy
      tego poczucia nie mieli, ponieważ od początku służyli interesom jakiejś
      politycznej mafii. Czy to już Polska? - takie pytanie spontanicznie budziło się
      w sercu, kiedy niespodziewanie - wbrew oficjalnym prognozom i wbrew poprawnym
      politycznie instrukcjom - wygrał kandydat, który myśli i czuje po polsku i
      rozumie potrzeby naszego kraju, nie ucieka się do pustych haseł i gołosłownych
      obietnic.

      Czy daleko jeszcze do niepodległości?
      Kojarzy mi się także ta stara piosenka, którą śpiewał Stępowski: "Czy daleko
      stąd do niepodległości?" - wskrzeszając nastrój panujący w okupowanej przez
      Niemców Warszawie. Czy daleko stąd do niepodległości? - możemy zapytać,
      oglądając radosną twarz nowego prezydenta - po długim czasie prawdziwego
      prezydenta Rzeczypospolitej.
      Bo dopóki rządzili nami ludzie wywodzący się z łona partii komunistycznej,
      ludzie uformowani w szkole Lenina i Stalina, ludzie, których świadomość została
      dogłębnie spenetrowana i zdeformowana marksistowską dialektyką sprzężoną z
      etyką liberalną, czyli z programowym brakiem obiektywnej etyki, nie można było
      mówić o niepodległości: podlegaliśmy nadal czerwonej okupacji, choć
      zamaskowanej bogatym arsenałem jedwabnych parawanów kłamstw. Nie mogliśmy się
      czuć podmiotem naszej państwowości, ponieważ nie mieliśmy istotnego wpływu na
      decyzje o charakterze prawno-publicznym. Różne instancje zagraniczne decydowały
      i nadal decydują (dokąd?) o naszym życiu gospodarczym, o kierunku ustawodawstwa
      parlamentarnego, o kulturze, a przede wszystkim o naszym miejscu w Europie, o
      naszym stosunku do sąsiednich państw, a nawet do odległych nam państw, na
      przykład zadomowionych w Małej Azji.

      Medialna okupacja
      Najwyraźniejszym znakiem trwania nad nami tej czerwonej okupacji jest styl
      działania tak zwanych mediów społecznej informacji. Nie tylko nie troszczą się
      one o prawdę i o rzeczową, obiektywną informację, lecz systematycznie,
      metodycznie, cynicznie i arogancko wciskają w Naród wymyślone przez siebie
      bajki i mity, szerzą dezinformację i nienawiść, w sposób nachalny i bezczelny
      narzucają opinii publicznej propozycje sprzeczne z prawdą i dobrem Polski.
      Kiedy po różnych publikacjach niezależnych pism okazało się ponad wszelką
      wątpliwość, że pan Donald Tusk jest człowiekiem pozbawionym wszelkich
      kwalifikacji wymaganych od kandydata na prezydenta kraju, media nadal na siłę,
      per fas et nefas - wmawiały w Naród, że tylko Tusk może być prezydentem. Jeżeli
      faktem jest, że media posiadają ogromną moc przekonywania i sugestii, tak że
      nawet przyjęło się zdanie, że "media są czwartą władzą" - to doświadczaliśmy
      nader dotkliwie owego okupacyjnego nacisku mediów jako władzy sterowania
      świadomością: było to deformowanie świadomości i podbijanie w niewolę wielu
      bezbronnych umysłów niemających dostępu do niezależnej informacji. Jednak nie
      same media są tą władzą: lecz te obce i wrogie Polsce instancje, które usiłują
      sobie podporządkować życie polskie - na wszystkich płaszczyznach - za pomocą
      manipulacji medialnej.

      Pytania o przyszłość - i niepokoje
      Czy daleko stąd do niepodległości? Czy teraz się to zmieni i czy wreszcie
      staniemy się Narodem samorządnym i suwerennym, czy staniemy się panami własnego
      terytorium, gospodarzami na własnej ziemi, Narodem zjednoczonym w trosce o
      dobro wspólne, Narodem podejmującym współpracę z innymi narodami Europy? Czy
      odtąd nikt obcy nie będzie nam dyktował, co mamy myśleć, co mamy robić, jakimi
      normami moralnymi mamy się kierować w życiu osobistym i społecznym itd.?
      Sytuacja nie jest wcale taka jasna i wolna od niebezpieczeństw. Wprawdzie wróg
      został upokorzony niespodziewanym zwycięstwem PiS i Lecha Kaczyńskiego, ale
      wyczuwa się w reakcjach mediów i pewnych prominentnych osobistości głęboki
      niepokój wynikający z niechęci do uznania zaistniałego stanu rzeczy. Owszem,
      wyczuwa się symptomy narastającego sprzeciwu i chęć dążenia do powrotu do
      poprzednich układów. Mimo krótkiego czasu wiele już takich zjawisk zanotowano w
      życiu polskim. Między innymi zaraz po wyborze nowego prezydenta Aleksander
      Kwaśniewski wyraził się sceptycznie i drwiąco-krytycznie o możliwości
      realizacji zamierzonych przez prof. Kaczyńskiego planów. Zwłaszcza uderzyło
      mnie to, że pan Kwaśniewski negatywnie ocenia i niejako frontalnie atakuje
      program odbudowywania ładu moralnego w Polsce, tego ładu tak brutalnie i
      cynicznie niszczonego przez komunistów. Kwaśniewski zarzuca nowemu
      prezydentowi "radykalizm" i formułuje zarzut, w którym bezpodstawnie przypisuje
      Lechowi Kaczyńskiemu chęć narzucania moralności przy pomocy nakazów prawnych.
      Równocześnie ukazuje tę "moralność" w skrzywionym profilu legalistyczno-
      rytualnym, mówiąc: "przecież nie można wszystkich ludzi zmusić, aby chodzili do
      kościoła". Pan Kwaśniewski widocznie nie domyśla się, że moralność nie
      zacieśnia się do sfery ściśle religijno-sakramentalnej, ale że obejmuje
      wszystkie istotne relacje międzyludzkie, także te należące do sfery społecznej,
      politycznej, kulturowej, ekonomicznej itd. Pan Kwaśniewski nie chce myśleć o
      tym, że naprawa ładu moralnego może polegać na tym, by wynagrodzić Narodowi
      straszliwe krzywdy wyrządzone przez komunistów, którzy wprowadzili zbrodnicze
      ustawy, na przykład zezwalające na zabijanie dzieci poczętych, na propagandę
      pornografii i narkotyków, na demoralizację dzieci i młodzieży pod pozorem
      obłędnej "edukacji seksualnej" itd. A czy należy przemilczać tak poważne długi
      moralne, jak wprowadzenie stanu wojennego przez tzw. WRON-ę, jak prześladowanie
      Kościoła katolickiego, mordowanie kapłanów niewygodnych dla reżimu, ponieważ
      upominali się o prawa człowieka i narodu; dalej - wprowadzenie ogromnej części
      społeczeństwa w nędzę ekonomiczną i narzucenie Polsce takich warunków prawnych
      i ekonomicznych, które doprowadziły do masowego bezrobocia, do paraliżu
      gospodarstw rodzinnych, do zapaści demograficznej? Można by wiele takich
      dziedzin życia wyliczać, w których poziom moralności społecznej, tragicznie
      zaniżony, domaga się radykalnej odnowy i naprawy. Pan Kwaśniewski, polecając
      łaskawie Narodowi wybór pana Tuska na prezydenta, argumentował, że jest
      za "umiarem i kompromisem" i że rzekomo pan Tusk będzie kierował się tymi
      właśnie zasadami. Tylko pan Kwaśniewski nie orientuje się, że umiar i kompromis
      nie jest najlepszą receptą na naprawę moralności. Pojęcie umiaru jest ściśle
      zdefiniowane w kontekście teorii cnoty, ale panu Kwaśniewskiemu nie chodzi o
      cnotę, lecz o to, żeby zbyt stanowczo nie sądzić i nie karać przestępców
      usadowionych na szczytach władzy państwowej, lecz żeby im pozwolić cieszyć się
      zrabowanym majątkiem i nawet dalszym piastowaniem stanowisk nieuczciwie
      zdobytych. W pewnym podręczniku etyki socjalistycznej (już niestety nie
      pamiętam autora) napisano, że etyka katolicka jest "radykalna", bo zakazuje
      wszelkiego grzechu; natomiast etyka socjalistyczna kieruje się "umiarem", czyli
      ani nie wymaga świętości, ani nie zabrania wszystkich możliwych grzechów.
      Zatem "umiar moralny" w duchu tej filozofii polegałby na tym, że człowiek nie
      sili się na zdobycie doskonałej cnoty, ale od czasu do czasu pozwala sobie na
      pewne czyny niemoralne, oczywiście "z umiarem". A więc nie okrada wszystkich
      swoich przyjaciół, tylko niektórych; nie cudzołoży codziennie, tylko od czasu
      do czasu; nie zabija każdego, z kim się gniewa, lecz tylko w wyjątkowej
      sytuacji pozwala sobie na odebranie życia komuś, kto mu zaszedł za skórę.
      Dlaczego więc ten umiar łączy się z kompromisem?
      • rtg Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 15:14
        sredni4 napisał:

        Takie pytanie ciśnie się na usta każdemu Polakowi, który zmuszony był żyć przez
        lata w klimacie obcym duchowo - w klimacie antypolskim - i karmiony był papką
        propagandową przekazywaną przez media sterowane przez obce ośrodki i
        obsługiwane przez ludzi, którzy już utracili poczucie więzi z Polską lub nigdy
        tego poczucia nie mieli, ponieważ od początku służyli interesom jakiejś
        politycznej mafii. Czy to już Polska? - takie pytanie spontanicznie budziło się
        w sercu, kiedy niespodziewanie - wbrew oficjalnym prognozom i wbrew poprawnym
        politycznie instrukcjom - wygrał kandydat, który myśli i czuje po polsku i
        rozumie potrzeby naszego kraju, nie ucieka się do pustych haseł i gołosłownych
        obietnic.

        Czy daleko jeszcze do niepodległości?
        Kojarzy mi się także ta stara piosenka, którą śpiewał Stępowski: "Czy daleko
        stąd do niepodległości?" - wskrzeszając nastrój panujący w okupowanej przez
        Niemców Warszawie. Czy daleko stąd do niepodległości? - możemy zapytać,
        oglądając radosną twarz nowego prezydenta - po długim czasie prawdziwego
        prezydenta Rzeczypospolitej.
        Bo dopóki rządzili nami ludzie wywodzący się z łona partii komunistycznej,
        ludzie uformowani w szkole Lenina i Stalina, ludzie, których świadomość została
        dogłębnie spenetrowana i zdeformowana marksistowską dialektyką sprzężoną z
        etyką liberalną, czyli z programowym brakiem obiektywnej etyki, nie można było
        mówić o niepodległości: podlegaliśmy nadal czerwonej okupacji, choć
        zamaskowanej bogatym arsenałem jedwabnych parawanów kłamstw. Nie mogliśmy się
        czuć podmiotem naszej państwowości, ponieważ nie mieliśmy istotnego wpływu na
        decyzje o charakterze prawno-publicznym. Różne instancje zagraniczne decydowały
        i nadal decydują (dokąd?) o naszym życiu gospodarczym, o kierunku ustawodawstwa
        parlamentarnego, o kulturze, a przede wszystkim o naszym miejscu w Europie, o
        naszym stosunku do sąsiednich państw, a nawet do odległych nam państw, na
        przykład zadomowionych w Małej Azji.

        Medialna okupacja
        Najwyraźniejszym znakiem trwania nad nami tej czerwonej okupacji jest styl
        działania tak zwanych mediów społecznej informacji. Nie tylko nie troszczą się
        one o prawdę i o rzeczową, obiektywną informację, lecz systematycznie,
        metodycznie, cynicznie i arogancko wciskają w Naród wymyślone przez siebie
        bajki i mity, szerzą dezinformację i nienawiść, w sposób nachalny i bezczelny
        narzucają opinii publicznej propozycje sprzeczne z prawdą i dobrem Polski.
        Kiedy po różnych publikacjach niezależnych pism okazało się ponad wszelką
        wątpliwość, że pan Donald Tusk jest człowiekiem pozbawionym wszelkich
        kwalifikacji wymaganych od kandydata na prezydenta kraju, media nadal na siłę,
        per fas et nefas - wmawiały w Naród, że tylko Tusk może być prezydentem. Jeżeli
        faktem jest, że media posiadają ogromną moc przekonywania i sugestii, tak że
        nawet przyjęło się zdanie, że "media są czwartą władzą" - to doświadczaliśmy
        nader dotkliwie owego okupacyjnego nacisku mediów jako władzy sterowania
        świadomością: było to deformowanie świadomości i podbijanie w niewolę wielu
        bezbronnych umysłów niemających dostępu do niezależnej informacji. Jednak nie
        same media są tą władzą: lecz te obce i wrogie Polsce instancje, które usiłują
        sobie podporządkować życie polskie - na wszystkich płaszczyznach - za pomocą
        manipulacji medialnej.

        Pytania o przyszłość - i niepokoje
        Czy daleko stąd do niepodległości? Czy teraz się to zmieni i czy wreszcie
        staniemy się Narodem samorządnym i suwerennym, czy staniemy się panami własnego
        terytorium, gospodarzami na własnej ziemi, Narodem zjednoczonym w trosce o
        dobro wspólne, Narodem podejmującym współpracę z innymi narodami Europy? Czy
        odtąd nikt obcy nie będzie nam dyktował, co mamy myśleć, co mamy robić, jakimi
        normami moralnymi mamy się kierować w życiu osobistym i społecznym itd.?
        Sytuacja nie jest wcale taka jasna i wolna od niebezpieczeństw. Wprawdzie wróg
        został upokorzony niespodziewanym zwycięstwem PiS i Lecha Kaczyńskiego, ale
        wyczuwa się w reakcjach mediów i pewnych prominentnych osobistości głęboki
        niepokój wynikający z niechęci do uznania zaistniałego stanu rzeczy. Owszem,
        wyczuwa się symptomy narastającego sprzeciwu i chęć dążenia do powrotu do
        poprzednich układów. Mimo krótkiego czasu wiele już takich zjawisk zanotowano w
        życiu polskim. Między innymi zaraz po wyborze nowego prezydenta Aleksander
        Kwaśniewski wyraził się sceptycznie i drwiąco-krytycznie o możliwości
        realizacji zamierzonych przez prof. Kaczyńskiego planów. Zwłaszcza uderzyło
        mnie to, że pan Kwaśniewski negatywnie ocenia i niejako frontalnie atakuje
        program odbudowywania ładu moralnego w Polsce, tego ładu tak brutalnie i
        cynicznie niszczonego przez komunistów. Kwaśniewski zarzuca nowemu
        prezydentowi "radykalizm" i formułuje zarzut, w którym bezpodstawnie przypisuje
        Lechowi Kaczyńskiemu chęć narzucania moralności przy pomocy nakazów prawnych.
        Równocześnie ukazuje tę "moralność" w skrzywionym profilu legalistyczno-
        rytualnym, mówiąc: "przecież nie można wszystkich ludzi zmusić, aby chodzili do
        kościoła". Pan Kwaśniewski widocznie nie domyśla się, że moralność nie
        zacieśnia się do sfery ściśle religijno-sakramentalnej, ale że obejmuje
        wszystkie istotne relacje międzyludzkie, także te należące do sfery społecznej,
        politycznej, kulturowej, ekonomicznej itd. Pan Kwaśniewski nie chce myśleć o
        tym, że naprawa ładu moralnego może polegać na tym, by wynagrodzić Narodowi
        straszliwe krzywdy wyrządzone przez komunistów, którzy wprowadzili zbrodnicze
        ustawy, na przykład zezwalające na zabijanie dzieci poczętych, na propagandę
        pornografii i narkotyków, na demoralizację dzieci i młodzieży pod pozorem
        obłędnej "edukacji seksualnej" itd. A czy należy przemilczać tak poważne długi
        moralne, jak wprowadzenie stanu wojennego przez tzw. WRON-ę, jak prześladowanie
        Kościoła katolickiego, mordowanie kapłanów niewygodnych dla reżimu, ponieważ
        upominali się o prawa człowieka i narodu; dalej - wprowadzenie ogromnej części
        społeczeństwa w nędzę ekonomiczną i narzucenie Polsce takich warunków prawnych
        i ekonomicznych, które doprowadziły do masowego bezrobocia, do paraliżu
        gospodarstw rodzinnych, do zapaści demograficznej? Można by wiele takich
        dziedzin życia wyliczać, w których poziom moralności społecznej, tragicznie
        zaniżony, domaga się radykalnej odnowy i naprawy. Pan Kwaśniewski, polecając
        łaskawie Narodowi wybór pana Tuska na prezydenta, argumentował, że jest
        za "umiarem i kompromisem" i że rzekomo pan Tusk będzie kierował się tymi
        właśnie zasadami. Tylko pan Kwaśniewski nie orientuje się, że umiar i kompromis
        nie jest najlepszą receptą na naprawę moralności. Pojęcie umiaru jest ściśle
        zdefiniowane w kontekście teorii cnoty, ale panu Kwaśniewskiemu nie chodzi o
        cnotę, lecz o to, żeby zbyt stanowczo nie sądzić i nie karać przestępców
        usadowionych na szczytach władzy państwowej, lecz żeby im pozwolić cieszyć się
        zrabowanym majątkiem i nawet dalszym piastowaniem stanowisk nieuczciwie
        zdobytych. W pewnym podręczniku etyki socjalistycznej (już niestety nie
        pamiętam autora) napisano, że etyka katolicka jest "radykalna", bo zakazuje
        wszelkiego grzechu; natomiast etyka socjalistyczna kieruje się "umiarem", czyli
        ani nie wymaga świętości, ani nie zabrania wszystkich możliwych grzechów.
        Zatem "umiar moralny" w duchu tej filozofii polegałby na tym, że człowiek nie
        sili się na zdobycie doskonałej cnoty, ale od czasu do czasu pozwala sobie na
        pewne czyny niemoralne, oczywiście "z umiarem". A więc nie okrada wszystkich
        swoich przyjaciół, tylko niektórych; nie cudzołoży codziennie, tylko od czasu
        do czasu; nie zabija każdego, z kim się gniewa, lecz tylko w wyjątkowej
        sytuacji pozwala sobie na odebranie życia komuś, kto mu zaszedł za skórę.
        Dlaczego więc ten umiar łączy się z kompromisem?

        a tu zapomniał dopisać: za zgodność z wytycznymi naszej partii na lata 20
    • sredni4 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:00
      Dlaczego pan Kwaśniewski tak bardzo pragnie od nowego prezydenta gotowości do
      kompromisu? Chyba chodzi o to, żeby poprzez narzucenie mu reguły kompromisu
      moralnego, czyli kompromisu ze złem, ze zdradą, ze zbrodnią, z wszelkim
      przestępstwem, złamać moralny kręgosłup prezydenta i pozbawić go wszelkiej
      szansy skutecznego działania dla ocalenia moralnego oblicza Polski. W ten
      sposób załamały się poprzednie rządy, te pozornie wywodzące się z
      kręgu "Solidarności", ponieważ zgodziły się na kompromis i dopuściły do głosu w
      rządzie siły postkomunistyczne i socliberalne, które kontynuowały politykę
      czerwonej okupacji w Polsce. Czy teraz miałoby się to samo powtórzyć? Sądzę, że
      jesteśmy obecnie dojrzalsi i bogatsi o tamte smutne doświadczenia i nie
      powinniśmy dopuścić do panoszenia się ludzi usiłujących podtrzymać w państwie
      tradycje Kwaśniewskiego i jego smutnych poprzedników.

      Uderz w stół, a Unia się odezwie
      Naciski na nowego prezydenta pochodzą także spoza Polski, od kół politycznych,
      które utożsamiają się z amoralną polityką Unii Europejskiej. Interesujące jest,
      że nie tylko pan Kwaśniewski jest zaniepokojony moralnym programem PiS-u i
      nowego prezydenta, ale i Komisja Europejska zadrżała w sumieniu wobec domysłów,
      iż prezydent Kaczyński nie będzie popierał tak zwanych praw gejów i że podobno
      wprowadzi karę śmierci. Komisja UE głosi uroczyście, że wszystkie państwa
      członkowskie UE mają obowiązek stosować się do norm prawnych obowiązujących w
      Unii na temat ochrony praw "mniejszości" oraz na temat kary śmierci. Jest to
      przykład brutalnej ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, ingerencji opartej na
      fałszywej podstawie prawnej. Tak zwani geje bowiem nie stanowią "mniejszości" w
      znaczeniu etniczno-kulturowym, ale są grupą wywrotową, sterowaną przez pewne
      ośrodki o charakterze wrogim wobec ludzkości (zob. praca zbiorowa pt. "W
      obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawiać się legalizacji związków
      homoseksualnych?", Kraków 2005)[1]. Poza tym homoseksualizm jest zjawiskiem
      patologicznym w sensie wielorakim i jako zboczenie wymaga leczenia, a nie
      utrwalania przez pseudoochronę. Państwa, które dają się złapać w pułapkę tej
      rzekomej "mniejszości", otwierają bramę złożonym procesom destrukcyjnym, które
      kończą się śmiercią społeczeństwa jako takiego. Nie brak autorów (tzw.
      ekspertów), którzy uważają odrzucenie norm moralnych w dziedzinie płciowości za
      zjawisko postępowe, ale jest to postęp wiodący ku śmierci, przed czym
      przestrzegał wielokrotnie Jan Paweł II. Taka "postępowa" książka, praca
      zbiorowa, ukazała się niedawno w Ameryce. Autorzy pochwalają pewne praktyki,
      jakie miały miejsce w starożytnej Grecji, ale nic nie mówią, jaki był finał tej
      historii. Jeden z ekspertów idzie jeszcze dalej i pochwala nie tylko "kontakty
      między-kulturowe, ale i między-gatunkowe" (Cross-cultural and cross-species
      data). Recenzent (Michael Gaynor) ocenia ten rozdział jako kretyński
      ("cretinous chapter") (MichNews 20.09.2005). Eksperci Unii Europejskiej idą w
      podobnym kierunku jak dr Bruce Rind (autor tego "kretyńskiego rozdziału") i
      oczywiście nie są w stanie strawić głosów rozsądku, jakie dały się słyszeć
      choćby z ust Rocco Buttiglionego czy u nas w Polsce - ministra Kapery. Donald
      Tusk dobrodusznie przyznał się, że "skakał z radości", kiedy dowiedział się, że
      premier Bielecki usunął dr. Kaperę ze stanowiska za to, że nazwał
      homoseksualizm zboczeniem. Ministra można usunąć za słowo prawdy, kiedy władza
      decyduje się służyć kłamstwu; ale co zrobić z ludźmi, którzy nie wiedzą, że
      ulegli zboczeniu umysłowemu wskutek systematycznego zagłuszania prawdy? (por.
      List do Rzymian rozdz. I). Popierać takich ludzi i dopuszczać ich do rządzenia
      Polską to głupota i zdrada ludzkiej godności.
      Polska musi być sobą, a nie posłusznym pachołkiem Unii Europejskiej. Wiemy, na
      gruncie jakiej prawdy zostaliśmy zjednoczeni jako Naród, i wiemy, ile ofiary
      kosztowała nas wierność naszej tożsamości; nie możemy z tego rezygnować
      dlatego, że ktoś się dąsa w Brukseli czy Berlinie. Nikt nam głosu nie odbierze,
      bo prawo głosu mamy od Pana Boga, a nie od europejskich biurokratów. Świat musi
      się liczyć z głosem Polski, bo my mamy coś do powiedzenia światu, temu światu,
      który padał plackiem przed tyranami w rodzaju Hitlera i Stalina, a Polska
      potrafiła powiedzieć "nie!" brutalnej agresji i zapędom ludobójczym
      totalitarnej dyktatury. Dziś mamy obowiązek powiedzieć "nie!" kretyńskim
      pomysłom reformatorów prawa Bożego, na którym się opiera od początku tożsamość
      małżeństwa i rodziny. I pan Kwaśniewski, i pan Tusk też powinni o tym wiedzieć.
      Ci, którzy nie rozumieją tego, że wierność prawu Dekalogu jest podstawą
      istnienia narodu jako wielkości antropologicznej i kulturowej, nie powinni
      znaleźć się w nowym rządzie polskim. Jeżeli tak zwana Platforma Obywatelska
      utożsamia się z wątpliwymi poglądami moralnymi (liberalnymi, czyli amoralnymi)
      pana Tuska, to moim zdaniem koalicja między PiS a PO jest moralnie niemożliwa;
      to jakby próbować stworzyć wspólny zaprzęg orła (Białego Orła!) i węża (tego z
      Raju).

      Uwolnić Polskę od przestępców
      Program odnowy moralnej naszej Ojczyzny wymaga równocześnie rozprawienia się z
      plagą (nie tylko "wrzodem") komunizmu, trwającą od 60 lat. Plaga ta wyrządziła
      już Polsce niepowetowane szkody i nie ma możliwości, by je wszystkie naprawić.
      Są to szkody różnego rodzaju: polityczne, ekonomiczne, społeczne, moralne,
      kulturowe, a nawet psychiczne. Jest czymś niemożliwym dokładnie je opisać.
      Powinien jednak powstać sztab fachowców, oceniających krzywdy i szkody
      wyrządzone Polsce przez komunistów i ich kolaborantów różnej proweniencji.
      Powinien powstać także Trybunał Narodowy, o którym już mówiło się od pewnego
      czasu, ale jakoś ostatnio o nim cicho. Powinien powstać taki Trybunał dla
      osądzenia zbrodni przeciw Narodowi i państwu polskiemu, także temu państwu
      podziemnemu. Chodzi tu także o zbrodnię katyńską: bo winnymi są tu nie tylko
      ci, którzy mordowali Polaków, ale także ci, którzy milczeli, gdy powinni
      protestować, którzy pochwalali zbrodniarzy, ukrywali i w inny sposób pomagali
      zbrodniarzom, utrudniając wyjawienie prawdy i nazwanie jej po imieniu. Takimi
      winowajcami są nie tylko ci, którzy działali poza wschodnią granicą, ale także
      ci, którzy byli z nimi związani węzłem solidarności ideologicznej i
      politycznej, pochwalając program partii komunistycznej i propagując kult Lenina
      i Stalina. Należy uznać całą partię komunistyczną ze wszystkimi jej mutacjami i
      maskami kulturowymi za organizację przestępczą, która nie ma prawa wstępu do
      polskiego parlamentu. Nie można mówić, że jest to sprzeczne z zasadami
      demokracji. Demokracja oznacza pewien kształt moralnej kultury społeczeństwa,
      dlatego ci, którzy odrzucają podstawy moralne demokracji, nie mają prawa
      znaleźć się w jej strukturach instytucjonalnych. Odrzucenie komunistów z kręgu
      parlamentu jest koniecznym zabiegiem dla ocalenia samej demokracji. Historia
      przynajmniej od stulecia uczy nas "namacalnie" smutnej prawdy, że wejście
      komunistów do parlamentu jest jedynie sposobem niszczenia demokracji. Nikt nie
      może dowodzić, że zdrowie organizmu wymaga tego, by zaszczepić w nim
      śmiercionośne bakterie, na przykład wirusa HIV. Zdrowie domaga się, by tej
      truciźnie postawić skuteczną tamę. Dlatego jest konieczne, w ramach nieodzownej
      reformy Konstytucji, umieścić przepis zabraniający wszelkiej działalności
      organizacjom wywodzącym się z korzeni marksistowsko-leninowskich. Jest to
      konieczny zabieg, jeśli ten organizm społeczny, którym jest Polska, ma mieć
      szansę przeżycia i rozwoju.
    • sredni4 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:01
      Ponieważ cała partia komunistyczna była zbiorowym przestępcą powodującym
      olbrzymie szkody i krzywdy, dlatego należy ukarać komunistów także przez
      odebranie im praw obywatelskich, przez konfiskatę nielegalnie zagrabionych
      majątków czy finansów, obciążyć obowiązkiem odszkodowania za zniszczenie
      gospodarki, szczególnie przemysłu stoczniowego i wydobywczego, rolnictwa, za
      wyprzedaż wartościowych i ważnych strategicznie przedsiębiorstw, za
      systematyczne okradanie Polski przy współpracy z zagranicznymi mafiami, za
      totalną korupcję. Trudno tu wszystko wymienić: niech to zrobią znawcy. Jeżeli
      państwo polskie ma być suwerenne, jak to powinno być na podstawie prawa
      naturalnego, nowy rząd polski powinien uchwalić bardzo doniosłe deklaracje
      anulujące wiele umów i decyzji podjętych przez naszych czerwonych okupantów: na
      przykład pożyczki finansowe obciążające Naród, pewne decyzje kładące cień na
      honorze Polski czy traktat akcesyjny do Unii Europejskiej. W tych decyzjach
      bezprawnie podjętych Naród nie miał pełnej wolności zajęcia stanowiska i
      dlatego nie może ponosić konsekwencji postanowień podjętych przez rządzącą
      klikę na życzenie pewnych oligarchów zachodnioeuropejskich. Polska musi się
      uniezależnić od polityki Banku Światowego i stanąć na własnych nogach,
      uaktywniając te energie ludzkie i ten potencjał surowcowy, który został nam
      dany przez Opatrzność. Są to trudne zadania, ale trzeba je jasno i
      dalekosiężnie sformułować. Polacy muszą wiedzieć, na czym stoją i dlaczego mają
      podjąć odważnie dalsze wysiłki dla odbudowy kraju.
      ks. prof. Jerzy Bajda

      • marianna_777 Xiądz profesor Jerzy Bajda bajdurzy..włos sie jeży 29.10.05, 15:52
    • sredni4 MOŻE WZOREM ARGENTYNY 29.10.05, 13:02
      Argentyński cud

      A wydawało się, że dla Argentyny nie ma już ratunku. Szczury zaczęły opuszczać
      tonący okręt. Prezydent Menem wyjechał do Chile. Biznesmeni i ich
      międzynarodowi doradcy rozjechali się do swoich krajów. Nawet drobni
      biznesmeni, których rodzice przyjechali do Argentyny w poszukiwaniu lepszego
      życia, na gwałt starali się o wizy wjazdowe do swoich rodzinnych krajów.
      Pozostawiano na pastwę losu całe fabryki z parkiem maszynowym, w których nie
      opłacało się nic produkować. Pracowników zostawiano na bruku. Pozostawiano
      piękne rezydencje z basenami i całe biurowce wyłożone marmurami. Ci, którzy
      doprowadzili do kryzysu wynosili się jak szarańcza na inne pola, które można
      było jeszcze objeść.

      Magazyn „Time” zastanawiał się: Co dalej może zrobić De La Rua? To jest pytanie
      za milion dolarów. Obojętne czy sam czy w jakiejś koalicji, natychmiast
      potrzebuje planu, aby złagodzić kryzys. Musi pomóc ludziom napełnić brzuchy i
      być może odnowić wzrost gospodarczy. Problem jest taki, ażeby złagodzić skutki
      kryzysu działające na biednych, rząd musi wydać miliony dolarów na jedzenie i
      podstawowe potrzeby. A to spowoduje pogłębienie kryzysu finansowego. Coś musi
      się stać...

      I stało się. Argentyńczycy zawierzyli swojemu prezydentowi który zerwał
      rokowania z międzynarodową finansjerą. Wojsko, policja i zwykli ludzie stanęli
      murem. Twierdzili, że Argentyna należy do Argentyńczyków a nie do
      międzynarodowej mafii finansowej. Osamotniony rząd Argentyny podjął decyzje,
      które wprowadziły Biały Dom i międzynarodowych bankierów w furię. Wbrew
      zaleceniom uwolniono wartość wymienną peso. Minister ekonomii Roberto Lavagna
      stwierdził: Utrzymanie konkurencyjnych cen wymiany walutowej pomoże eksportowi
      i zaspokojeniu potrzeb kraju. Zdecydowano się również zaprzestać polityki
      wolnego rynku, której ekonomia krajowa była więźniem. Nawiązano współpracę
      ekonomiczną z Brazylią i Chinami. Kapitał zaczął napływać do kraju. Bank
      Centralny zaczął znowu skupować USD, ale tylko tyle ile potrzebne jest do
      utrzymania wzrostu ekonomicznego.

      Gdy Argentyna ogłosiła, że jest w stanie po trzech latach od chwili odejścia od
      zwyrodniałych idei globalistów, zapłacić po 30 centów za każdego dolara długu i
      utrzymać swój niespotykany wzrost ekonomiczny, najpierw jej nie dowierzano.
      Później surowo zakazano donosić o tym mediom. Nie dziwmy się, jest to bowiem
      namacalny dowód jak szybko ekonomie poszczególnych państw i życie ich
      mieszkańców może się poprawić gdy zerwą one z globalistycznymi
      niedorzecznościami.

      Brytyjski „Guardian” w grudniu 2004 roku pisał: Trzy Iata temu, w grudniu,
      Argentyna była w kryzysie. Ekonomia staczała się niekontrolowanie w przepaść,
      banki zamknęły swoje podwoje dla inwestorów, prezydenci zmieniali się co
      tydzień... Dzisiaj powszechne odczucia wśród ekonomistów w Buenos Aires są
      takie, że państwo wygrzebało się z najgorszego. Tak, Argentyna ciągle zmaga się
      ze skomplikowanym procesem rekonstrukcji zadłużenia, ale ekonomia przeszła
      niesamowite zmiany...

      Jak Feniks, ekonomia podźwignęła się z popiołów. Po spadku 11% produktu
      narodowego w roku 2002, w 2003 roku wzrósł on o prawie 9% i wzrośnie o
      następnych 8% w tym roku. Rząd ostrożnie oznajmia, że w roku 2005 wzrośnie on o
      4%, ale większość ekspertów ekonomicznych wierzy że faktyczny wzrost będzie
      wynosił 5%...

      Te założenia „wolnego rynku” były złe dla miejsc pracy. Bezrobocie osiągnęło w
      roku 2002 swoje apogeum i wynosiło 22%. Teraz wynosi 12%...

      Czy jesteście wierzący czy nie. Niektórzy mówią o podniesieniu się Argentyny
      jako o cudzie – którego nie mógł przeprowadzić Rodrigo Rato, dyrektor MFW. Ręka
      Boga okazała się znacznie potężniejsza niż ręka Międzynarodowego Funduszu
      Walutowego. Teraz już nikt nie oszukuje.

      Druga rzecz, którą tają media, to fakt absolutnego zjednoczenia klasy
      robotników z klasą menadżerów.



      Gdy siedzieli bezczynnie na ulicach

      Gdy fabrykanci zamykali fabryki i uciekali do innych krajów, ponieważ produkcja
      była nieopłacalna, pracownicy i kierownictwo traciło pracę i zasiedlało
      pobliskie kawiarnie i ławki. Dyskutowano głównie jak poprawić swoje życie i
      sytuację przeznaczonego na zatracenie kraju. Pracownicy takich opuszczonych
      fabryk jak Zanon, tęsknie spoglądali na bramy. W zakładach tych spędziIi
      większość swego życia. W końcu podjęli decyzję. Weszli na tereny opuszczonych i
      zdewastowanych fabryk. Ustanowili rady zakładowe, uruchomili maszyny i zaczęli
      produkować z materiałów znajdujących się jeszcze w magazynach.

      Na to niemal komunistyczne zachowanie ludzi, władze i wojsko patrzyły
      przychylnie. Wkrótce do tokarzy, szlifierzy i magazynierów dołączyli kierownicy
      działów, pracownicy biur i dyrektorzy ekonomiczni. W rekordowym czasie
      uruchomiono sprzedaż i eksport. Nie było wyznaczonych godzin pracy. Decyzje w
      swoich fabrykach, ludzie podejmowali podczas krótkich narad produkcyjnych.

      Okazało się, że produkcja jest opłacalna i potrzebna. To, co nie opłacało się
      globalistom, zaczęło się opłacać zwykłym ludziom, i bez pomocy banków i karteli
      finansowych. Wkrótce produkcja i sprzedaż osiągnęła w niektórych fabrykach
      rekordowe poziomy. Ludzie dzielili się dochodami pomiędzy sobą. Nigdy jeszcze
      nie zarabiali takich sum pieniędzy. Zaczęli je więc wydawać. Ruszyło
      budownictwo i inne gałęzie przemysłu.

      Wszystko to stało się w tak krótkim czasie, że Ameryka nie zdążyła nawet
      ogłosić Argentyny państwem komunistycznym. Utworzono Ruch Pracowników Bez Pracy
      (MTD). Ruch ten wkrótce posiadał możliwości prowadzenia nacisków politycznych.
      I to była jeszcze jedna tajemnica cudu argentyńskiego.



      Szczury wracają

      Sytuacja Argentyny zaczęła się poprawiać. GlobaIiści i fabrykanci zaczęli
      wracać i domagać się zwrotu zagrabionych przez ludzi fabryk. Ci, którzy
      pozostawili trzy lata temu państwo na progu wojny domowej, teraz zaczynają się
      domagać, powołując się na międzynarodowe prawo. Czy coś to Polakom przypomina?

      MTD, która powstała niemal na ulicach, jest silna. Grozi masowymi
      demonstracjami. A ceramiczna fabryka Zanon, pierwsza przejęta przez pracowników
      i doprowadzona do stanu zakładu przynoszącego profit, jak niegdyś Stocznia
      Gdańska dla Polaków, stała się dla Argentyńczyków symbolem nowego i lepszego.
      MTD uważana jest przez CIA i inne podobne organizacje, jako grupa, której udało
      się wytworzyć najnowocześniejsze strategie i rozwiązania jednoczenia i obrony
      ludzi przed kapitalizmem.

      Powracające szczury międzynarodowej finansjery atakują. Ponieważ Argentyna
      stanowi znaczne niebezpieczeństwo dla całej globalnej ekonomii, należy
      przypuszczać, że gdyby USA nie były zaangażowane w Iraku, już dawno amerykańscy
      żołnierze w imię ‘demokracji’ broniliby swojej ropy pod argentyńską trawą –
      tudzież broniliby tam wolności... swojego kraju.

      Nowy prezydent Argentyny, Kirchner, domaga się ekstradycji byłego prezydenta
      Menema, który przebywa w Chile. Menem jest poszukiwany przez władze
      argentyńskie za korupcję i doprowadzenie kraju do ruiny. Miał on startować w
      wyborach prezydenckich i przyrzekał fabrykantom zwrócenie ich własności.
      Oczywiście dlatego cieszy się poparciem międzynarodowej finansjery i może sobie
      drwić z nakazów i decyzji sądów argentyńskich.

      W styczniu 2005 r., międzynarodowi bankierzy zgodzili się na propozycję rządu
      Argentyny zapłacenia 25 centów za każdy dolar długu. Stała się rzecz
      niespotykana. Argentyna wypowiedziała wojnę MFW i jeszcze kilku wielkim
      organizacjom globalistycznym i wygrała. Argentyna nie tylko pod osłoną swojego
      wojska zaszantażowała globalistów, ale także odmówiła negocjacji z 700 tys.
      właścicieli państwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwartą drogę by być
      przyjętą w poczet społeczeństwa międzynarodowego, z którego została wcześniej
      wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pełnopr
      • sredni4 Re: MOŻE WZOREM ARGENTYNY 29.10.05, 13:03

        W styczniu 2005 r., międzynarodowi bankierzy zgodzili się na propozycję rządu
        Argentyny zapłacenia 25 centów za każdy dolar długu. Stała się rzecz
        niespotykana. Argentyna wypowiedziała wojnę MFW i jeszcze kilku wielkim
        organizacjom globalistycznym i wygrała. Argentyna nie tylko pod osłoną swojego
        wojska zaszantażowała globalistów, ale także odmówiła negocjacji z 700 tys.
        właścicieli państwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwartą drogę by być
        przyjętą w poczet społeczeństwa międzynarodowego, z którego została wcześniej
        wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pełnoprawny członek sam podejmujący
        decyzje.

        Wielu bankierów i inwestorów międzynarodowych oskarża Argentynę o totalitaryzm
        oraz oszukanie inwestorów i pożyczkodawców. To spowodowało kłótnie w łonie
        wielkich finansistów, wśród nich Włochów... i Amerykanów..., którzy twierdzą że
        gdyby nie 11 września to rozmawialiby z Argentyńczykami inaczej.

        W trzy miesiące później MFW zaczął się na nowo domagać pełnej spłaty długów.
        Jednak Argentyna w ekonomicznym układzie z Brazylią i Chinami czuła się już na
        tyle silna, aby bankierom na Wall Street pokazać jak „stały dwa drzewa i jedno
        się złamało...” (w oryginale, prof. Clement pisał o środkowym palcu prawej ręki
        − Red.). Argentyna zaczęła światu udowadniać, że około połowa kredytodawców już
        odniosła spore profity z argentyńskich długów i że to nie jest w porządku, aby
        domagała się następnych. To stanowisko wyeksponowały chińskie i indyjskie
        media. Przy okazji, Argentyna na papierze udowodniła światu, w jaki sposób
        próbowano ją zbankrutować i co to w praktyce oznaczało.

        Brytyjski „Guardian” pisze: Trzy rzeczy pracowały na korzyść Argentyny. Po
        pierwsze, karta Kirchnera była silna dzięki silnej ekonomii. Po drugie, zaczęła
        wychodzić prawda o Międzynarodowym Funduszu Walutowym. I dlatego chciał
        doprowadzić do szybkiej ugody. Po trzecie, Wall Street wyniósł się z Argentyny
        już przed kryzysem i negocjacje prowadziły banki europejskie. Amerykańskie
        Ministerstwo Skarbu nie było pod naciskami, aby postępować twardo z Argentyną.
        Także nie chciano aby Kirchner zbratał się z silnym populistą, prezydentem
        Brazylii, Lulą...

        W ślady Argentyny − pokazania globalistom tylnej części ciała, może iść teraz
        wiele zadłużonych krajów. W tym także i Polska. I tego właśnie finansjera
        obawia się najbardziej. Został stworzony precedens. Stosunkowo mało znaczący
        kraj, przyparty do muru sprzeciwił się utartym sloganom demokracji, prawa i
        wolnego rynku. I wygrał, przynajmniej jak na razie. Dla innych krajów
        zaistniała wielka szansa. Teraz, kiedy armia amerykańska uwikłana jest w Iraku
        można zrzucić jarzmo. Tylko trzeba chcieć i do tego dążyć. Tak jak zrobili to
        mieszkańcy Argentyny niezależnie od funkcji społecznej, majątku i
        wykształcenia.

        (Magazyn „Wir”, Nr 12 2005 r.)

        Prof. dr Ronald Clement
        • wasem67 Re: MOŻE WZOREM ARGENTYNY 30.10.05, 10:56
          masz wene facet pewnie piszesz kaczorom przemówienia
    • ewazh Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:11
      To po siadali do rozmów z PO jeżeli wygrali. Byli im potrzebi eksperci z PO, bo
      swoich mieli do d... Bardzo dobrze, że PO nie bierze udziału w tej farsie.
      Zostali zdradzeni przez "przyjaciół".
      Przeczytaj jakie porozumienie zawarł PiS z PO. Zwróć uwagę na par.5 tej umowy!!!!!


      Porozumienie
      Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską
      zawarte w Warszawie dnia 13 czerwca 2002 roku przez:

      Działających jako umocowani przedstawiciele Komitetu Politycznego Prawa i
      Sprawiedliwości (PiS):
      Lecha Kaczyńskiego - Prezesa Prawa i Sprawiedliwości
      Jarosława Kaczyńskiego - Przewodniczącego Zarządu Głównego PiS
      Kazimierza Ujazdowskiego - Wiceprezes PiS

      oraz:
      działających jako umocowani przedstawiciele Platformy Obywatelskiej (PO):
      Macieja Płażyńskiego - Przewodniczącego Platformy Obywatelskiej
      Grzegorza Schetyna - sekretarza PO

      Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość zawierają poniższą umowę w celu:
      odnowienia samorządu terytorialnego i uzdrowienia prowadzonej przezeń polityki,
      zapewnienia wysokiej kompetencji wybieranych władz samorządowych,
      ukrócenia korupcji i innych zjawisk patologicznych,
      dobrego przygotowania samorządu terytorialnego do wyzwań związanych z
      wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej,
      powstrzymania budowy przez SLD państwa partyjnego,
      postanawiają co następuje:

      § 1
      Umawiające się strony zobowiązują się przedstawić wspólnie propozycje programowe
      i wystawić wspólne listy kandydatów w wyborach do województw samorządowych.

      § 2
      Listy kandydatów tworzone będą w proporcji 50% kandydatów wskazanych przez PiS i
      50% wskazanych przez PO.
      W połowie okręgów wyborczych pierwszym kandydatem na liście koalicyjnej będzie
      osoba wskazana przez PO, w połowie przez PiS.
      Zarządy Regionów obu umawiających się stron ustalają, w których z okręgów
      wyborczych, który z koalicjantów wskazuje lidera listy. Dotyczy to także okręgów
      nieparzystych.
      W miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców obowiązuje zasada obejmowania miejsc
      na liście kolejno przez przedstawicieli obu partii. W pozostałych okręgach
      wyborczych decyzje zostaną podjęte zgodnie z warunkami politycznymi danego okręgu.
      W stosunku do okręgów, wobec których brak jest porozumienia decyzje zostaną
      podjęte przez Zarządy Główne obu partii.
      Koalicja zawarta między PO i PiS nie dotyczy województwa mazowieckiego,
      natomiast w województwie podkarpackim koalicja powinna być poszerzona o inne
      podmioty i środowiska polityczne.

      § 3
      Za obopólną zgodą zarządów regionów obu umawiających się stron na listy wyborcze
      mogą być dopraszani reprezentanci innych sił politycznych lub środowisk oraz
      osoby o uznanym autorytecie.

      § 4
      Strony zobowiązują się do uzgodnienia kandydatów w wyborach bezpośrednich na
      stanowiska prezydentów dużych miast (według załącznika określającego miasta
      objęte porozumieniem) wspieranych przez obie partie.

      § 5
      Umawiające się strony zobowiązują się do niezawierania koalicji politycznych z
      SLD i Samoobroną oraz do harmonijnej współpracy swoich wspólnych reprezentacji w
      trakcie całej kadencji 2002-2006.

      § 6
      W przypadku tworzenia wspólnych list w wyborach do samorządu powiatowego lub
      gminnego, przepisy § 2 i 3 powinny być stosowane odpowiednio.

      § 7
      Nadzór nad wykonaniem niniejszej umowy, w tym rozstrzyganie ewentualnych sporów,
      umawiające się strony powierzają Zarządom Głównym obu partii.

      § 8
      Niniejsza umowa wchodzi w życie z chwilą zatwierdzenia jej tekstu przez Komitet
      Polityczny PiS oraz Prezydium PO.
      Umowę sporządzono w czterech jednobrzmiących egzemplarzach, po dwa egzemplarze
      dla każdej ze stron.

      Podpisano w Warszawie, w dniu 13 czerwca 2002r.

    • sesiu Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:17
      Niech sie dogadaja, byle nie z Lepperem ani Giertychem!!!!!Tylko nie to
      • droch Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:50
        Nie łudź się. Koalicja PiS-SO-LPR-PSL stała się faktem.
        • rerana Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 15:54
          droch napisał:

          > Nie łudź się. Koalicja PiS-SO-LPR-PSL stała się faktem.
          > Tak samo jak PO z SLD!!!
    • dupaasi Ciekawe czy platforma zostanie dziwką czy nie? 29.10.05, 13:29
    • meritum3 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:32
      Lubię kaczorki ale nadziewane jabłkami
    • lwaw Tak jest. PO zachowują się jak jakieś OSZOŁOMY! 29.10.05, 13:36
      ... i pomyśleć że na nich głosowałem. Ale naprawdę udawali odpowiedzialnych.
      Moim zdaniem PO przepadnie, tak jak nieboszczka UW, bo wchodzą w te same buty.
      Choćby Marcinkiewicz zechciał realizować 100% programu PO, to i tak by to nie
      pomogło, bo nie pozwala im ta urażona duma, gorycz porażki, chęć zemsty...
      Podejrzewam też jakieś dyspozycje, które realizują. Lepper i ci "wycięci"
      marszałkowie to wymówka.
      • indianski Re: Tak jest. PO zachowują się jak jakieś OSZOŁOM 29.10.05, 14:30
        To niech realizuje program pisu , o ile taki maja
    • ubu_roy Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 13:38
      W jakim normalnym układzie
      > przegrany dyktuje warunki, nawet aby uzyskac równowagę???? To śmieszne.
      Przegra
      > ny dostaje to co zaproponuje mu zwycięzca - ch(w)ała zwyciężonym.
      > Na pohybel oszołomom z PO.
      > u.
      >
      TYLKO W UKLADZIE DAMSKO-MESKIM, GDY PRZEGRANYM JEST KOBIETA. STAWIA WARUNKI
      OKLAMUJAC SAMA SIEBIE ZE MA JESZCZE JAKAS WARTOSC.
    • zwiatrem1 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 14:01
      PO ma racje po co wchodzic do rzadu w którym nie beda mogli nic zaproponowac,
      bo albo Sejm PIS+Samoobrona ich zablokuje albo pisowski prezydent to odrzuci.
      Brawo PO nie dajcie sie kusic posadkami.
      Ciekawe czemu kaczory milcza, chyba to nie ptasia grypa!!!!!!!!
      • rtg Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 15:23
        wpisz w google.pl hasło: ptasia grypa i wszystko Ci sie wyjasni!!
      • rerana Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 15:58
        zwiatrem1 napisała:

        > PO ma racje po co wchodzic do rzadu w którym nie beda mogli nic zaproponowac,
        > bo albo Sejm PIS+Samoobrona ich zablokuje albo pisowski prezydent to odrzuci.
        > Brawo PO nie dajcie sie kusic posadkami.
        > Ciekawe czemu kaczory milcza, chyba to nie ptasia grypa!!!!!!!!
        >POOOOOOOOOwcy nie wchodzą bo nie mają programu i tu jest całe zło!!!
    • dupaasi [...] 29.10.05, 14:05
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • wojtuz Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 14:09
      I dobrze:
      przegrany nie przyjął warunków zwycięzcy, więc zwycięzca został sam...
      • indianski Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 14:32
        Tyle ze zwyciezca nie wie co z tym zrobic . Do rzadzenia trzeba dorosnac . Moze
        o.Rydzyk wie jak uzdrowic gospodarke ?
      • ina52 Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 15:21
        I bardzo dobrze się stalo-rząd mniejszościowy poradzi sobie bez egzaltowanej
        panny PO.Koniec włażenia PO w dupe i pocieszania ich po przegranej.A PO
        udowodniła, że słusznie przegrała bo jest niepoważna i chora na niespełnione
        ambicje.Koniec kłótni i dąsów.PIS do roboty!!!POWODZENIA!!
    • wojtek2784 Re: Platforma musi się udać do psychologa 29.10.05, 14:26
      Dopiero teraz widzimy w co byśmy wpadli gdyby wygrała ta grupa frustratów i
      znerwicowanych nadwrażliwców z Platformy. Oni są ciągle na zaduszkach po tym
      pogrzebie Platformy.
    • indianski marcinkiewicz ma odwodnienie umyslu . 29.10.05, 14:28
      ---cytat---
      Popieracie nas rok, a ja realizuję nasz wspólny program
      ---koniec--
      Pisuar to totalny odpad . Naobiecywal Bog wie czego , a okazuje sie ze niema
      wlasnego programu i po prostu wykorzysta program PO . Jak nie wyjdzie , to
      kaczory powiedza ze PO mialo zly program , Parodia .
      Ale wazne ze zaden nie byl w wermachcie , i o.Rydzyk ich lubi .
      • zhk Re: marcinkiewicz ma odwodnienie umyslu . 29.10.05, 15:15
        A ten popiera
        ►►►►►►
      • rerana Re: marcinkiewicz ma odwodnienie umyslu . 29.10.05, 16:01
        indianski napisał:

        > ---cytat---
        > Popieracie nas rok, a ja realizuję nasz wspólny program
        > ---koniec--
        > Pisuar to totalny odpad . Naobiecywal Bog wie czego , a okazuje sie ze niema
        > wlasnego programu i po prostu wykorzysta program PO . Jak nie wyjdzie , to
        > kaczory powiedza ze PO mialo zly program , Parodia .
        > Ale wazne ze zaden nie byl w wermachcie , i o.Rydzyk ich lubi .

        > Indiański ty sam na te idiotyzmy wpadasz czy ktoś tobą kieruje!!!!
    • grishek Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 14:48
      Tylko co w przypadku kiedy zwyciezca proponuje program ktory zatapia polska gospodarke! A wlasnie taki jest program rzadu Kaczora! Po drugie Kaczor nie jeste reprezantantem wiekszosci i powinien zrozumiec ze w takich wypadkach nalezy szukac kompromisow - mam na mysli niska frekwencje i ilosc glosow oddanych na Kaczory!
      • rerana Re: Rząd kontraktowy 29.10.05, 16:03
        grishek napisał:

        > Tylko co w przypadku kiedy zwyciezca proponuje program ktory zatapia polska gos
        > podarke! A wlasnie taki jest program rzadu Kaczora! Po drugie Kaczor nie jeste
        > reprezantantem wiekszosci i powinien zrozumiec ze w takich wypadkach nalezy szu
        > kac kompromisow - mam na mysli niska frekwencje i ilosc glosow oddanych na Kacz
        > ory!
        >Lepiej zatopić niż dać zlodziejom z platformy vel UW!!!
    • kropekuk A to moze d. rzad Thatcher zakontraktowac? 29.10.05, 14:51
      Emeryci, to i duzo nie wezma...:))))))))))
    • bomam Platforma Stołki czy Polska? 29.10.05, 15:02
      Zastanawia mnie co jest ważniejsze dla przywódców PO, dobro Polski i nas
      obywateli, czy ich własna urażona duma? Czy panowie Tusk i Rokita nie widzą w
      czyje ręce oddają Polskę? A może by tak zrezygnować z dziecinnej zabawy w
      obrażanie się i rozpocząć coś, co będzie bardziej konstruktywne niż
      dotychczasowe gierki medialne typu my chcemy oni nie, oni chcą my nie chcemy?
      Jestem dogłębnie rozczarowana i wiem już teraz na kogo nie zagłosuję w
      kolejnych wyborach!
      • zhk Re: Platforma Stołki czy Polska? 29.10.05, 15:11
        Ale jak zrobić, kochana, żeby wziąć trochęza dzioby kaczorów? To nieuleczalne
        ptacrwo, co robi harmider na podwórku. Niereformowalni. I jak ten temat ugryźć?
        Będą wuiczne kłótnie (bo będzie sterowanie z tylnego siedzenia, nie ma sio ęco
        łudzić, wbrew zapewnieniom), swary i zadymy w takim hronie.
        • bomam Re: Platforma Stołki czy Polska? 29.10.05, 15:23
          W jakim więc celu PO odstawiało swoje przedwyborcze tańce z ptactwem? Może
          jednak brać co dają i zrobić z tym co tylko sie da, a nie udawać obrażonych?
      • rerana Re: Platforma Stołki czy Polska? 29.10.05, 16:07
        bomam napisała:

        > Zastanawia mnie co jest ważniejsze dla przywódców PO, dobro Polski i nas
        > obywateli, czy ich własna urażona duma? Czy panowie Tusk i Rokita nie widzą w
        > czyje ręce oddają Polskę? A może by tak zrezygnować z dziecinnej zabawy w
        > obrażanie się i rozpocząć coś, co będzie bardziej konstruktywne niż
        > dotychczasowe gierki medialne typu my chcemy oni nie, oni chcą my nie chcemy?
        > Jestem dogłębnie rozczarowana i wiem już teraz na kogo nie zagłosuję w
        > kolejnych wyborach!
        > Ci panowie Rokita i Tusk przypominają jeden naród,ktory trzeba ciągle
        przepraszać !!!!I coś oddawać!!!
      • nawrocony1 Re: Platforma Stołki czy Polska? 29.10.05, 18:23
        co ty wiesz o dobru Polski - czy dobro Polski to AWS-bis?
        Dla dobra Polski trzeba miec PO czyli chlopca do bicia w rzadzie

        w tym rzadzie ani Tusk ani Rokita nie beda mieli NIC do powiedzenia
        bo Jarek bedzie decydowac (jak bedzie chcial kogokolwiek odwolac zn caly rzad -
        to zrobi to z Samoobrona) a program - skoro ten gospodarczy PISowy taki dobry to
        czemu go ma PO realizowac (bo programu PO na pewno nie beda wcieac)
    • gorby PiSiory sa smieszne w swojej przebieglosci 29.10.05, 16:09
      Strach sciska d.
      • philips8 Panowie, jesteśmy w łapach obłudnych blizniąt! 29.10.05, 17:40
        Ruch oporu czas zakładac...
        • kropekuk US was wesprze:"Blizniaki razem,Polacy w odstawce" 29.10.05, 18:18
          Jak onegdaj zatytulowal swoj przesmiewczy artukul The Economist:
          www.economist.com/displaystory.cfm?story_id=5093529
          • sugarless PO uprawia terroryzm polityczny!!!!!!! 29.10.05, 18:35
            • sugarless Rokita to wspólczesny Lenin,wygląd ....FORNAL 29.10.05, 18:36
              • tu-sk-urczybyk Rokita PIĘKNY JAK Lenin, tylko ten kapelusz.. :( 30.10.05, 14:23
                podobno rakieta nosi ten kapelusz
                na prośbę mediów -
                aby odbijające sie
                w jego łysinie flesze
                nie raziły diennikarzy :)
            • nawrocony1 Re: PO uprawia terroryzm polityczny!!!!!!! 29.10.05, 18:38
              a na czym ten terroryzm polega ?
              - na tym ze mowia nie jak ktos im podaje reke z siekiera?
            • gorby niech kaczory ida z kwakiem do radyja z ryjem 29.10.05, 18:54
              • abba15 Re: niech kaczory ida z kwakiem do radyja z ryjem 30.10.05, 14:22
                niech kaczory ida z kwakiem do radyja z ryjem

                Niech zydoświnie się zamkną bo dostaną kijem!
            • basiahm Re: PO uprawia terroryzm polityczny!!!!!!! 30.10.05, 12:14
              To czemu kaczory sie nie boja, a Marcinkiewicz wyciaga do nich rece? Hipokryci!
              Od poczatku zwalczaja PO ciosami ponizej pasa (np Kurski), a teraz dobre
              intencje? Kto naiwny w to uwierzy?! Im chodzi nie o dobro Polski, tylko o to
              zeby zachowac pozory , zwabic PO do jamy smoka i dokopac rzucajac im
              systematycznie skorki od banana i pokazac wyborcom, jacy ich konkurenci do
              niczego...
    • nawrocony1 Re: Rząd kontraktowy - PROGRAM! 29.10.05, 18:39
      Kaczyn'ski przedstawia swój program w sejmie, kolejno wymienia postulaty:

      ..chcia?bym stworzyc' 3 mln mieszkan', ograniczyc' inflacje;, ale jednoczes'nie
      zwie;kszyc' wydatki publiczne, wprowadzic' nieodp?atne kszta?cenie dla wszystkich
      studentów, 2 krotnie zwie;kszyc' emerytury i renty a jednoczes'nie ograniczyc'
      dziure; budz.etowa; (...)"

      Nagle wypowiedz' przerywa g?os z sali:

      - Panie Kaczyn'ski, tak to tylko Panu w Erze dopasuja;

      a powiedzial to golabek bez ptasiej grypy Komorowski Bronislaw zreszta :)))
      • gorby hehe, z postulatow strajkowych PiS zrobil program 29.10.05, 18:57
        Im sie pomylil rok 1980 z 2005.
        • broetje platforma to gó.. 29.10.05, 19:47
          • broetje śmierdzące i zraźliwe 29.10.05, 19:47
    • krid Marcinkiewicz, obudź się człowieku!!! 29.10.05, 20:38
      Marcinkiewicz spi gleboko i mowi przez sen. niemam innego wyjasnienia na takie
      bzdury. albo jest koalicja albo jej niema. ja rozumiem, ze marcinkiewicz
      chcialby miec wszystko czyli takze gwarancje ze poslowie PO bede glosowali
      zgodnie z jego zyczeniem. tylko zeby takie gwarancje dostac trzeba tez samemu
      pokazac ze partnera traktuje sie powaznie. PiS traktuje powaznie leppera i z nim
      moze sobie zawierac kontrakty.
    • zabanowany.henryk Re: Rząd kontraktowy??? >>Kawał Dnia<<!! :-) 30.10.05, 08:29

      W sądzie sędzia pyta mrówkę:
      - Dlaczego zabiłaś słonia?
      Mrówka milczy....
      Sąd ponawia pytanie
      - Dlaczego zabiłaś słonia???????!!!!!!
      Na to mrówka:
      - Prawo buszu!!!!!!!!
      Zapraszamy do serwisu
      www.rechot.com
    • grizon12 PiS pojdzie na dno 30.10.05, 09:48
      PiS za 4 lata pojdzie na dno. Jedyna szansa dla PO zeby ich nie pociagneli w
      dol to trzymac sie od nich z daleka.
    • basiahm Zaslepieni fanatyczni wielbiciele Pis 30.10.05, 12:03
      Co ty za glupoty wypisujesz! Caly swiat z politowaniem patrzy teraz na Polske.
      Bogata Japonia nie moze wyjsc ze zdumienia. Pokazalismy swiatu, jakie mamy
      aspiracje: bycia biedakami.
      A PO reaguje tak, jak kazdy normalny by zareagowal. Nie mozna z siebie robic
      popychadla. A Polakom gorzka pigulka jest potrzebna, zeby nawet ci prosci
      ludzie ze wsi zrozumieli, jaka droga prowadzi do dobrobytu.
      • abba15 Re: Zaslepieni fanatyczni wielbiciele Pis 30.10.05, 14:18
        basiahm napisała:
        > Co ty za glupoty wypisujesz! Caly swiat z politowaniem patrzy teraz na Polske.
        > Bogata Japonia nie moze wyjsc ze zdumienia. Pokazalismy swiatu, jakie mamy
        > aspiracje: bycia biedakami.
        > A PO reaguje tak, jak kazdy normalny by zareagowal. Nie mozna z siebie robic
        > popychadla. A Polakom gorzka pigulka jest potrzebna, zeby nawet ci prosci
        > ludzie ze wsi zrozumieli, jaka droga prowadzi do dobrobytu.


        .........dobrobytu tej garstki POpaprańców?
      • tu-sk-urczybyk Zaslepieni fanatyczni TUSIEK, RAKIETA, KOMOROWY !! 30.10.05, 14:25
        kompromitują sie w mediach
        swoją saślepioną nienawiścią
        i kumplowaniem sie z preziem
        i sld !
    • smentuff Re: Rząd kontraktowy 30.10.05, 15:37
      Czy program PiS był aż tak nierealny aby realizować teraz program PO bez PO?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka