Gość: Donald T.
IP: *.proxy.aol.com
03.10.02, 15:19
Marian Jurczyk nie był agentem
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20021003&id=po31.txt
Marian Jurczyk nie współpracował ze służbami specjalnymi PRL - orzekł wczoraj
Sąd Najwyższy po rozpatrzeniu kasacji złożonej przez samego zainteresowanego.
To pierwszy taki przypadek w Polsce. Przywódca szczecińskiej "Solidarności"
został oczyszczony, choć wcześniej zapadły w jego sprawie cztery wyroki
uznające go za kłamcę lustracyjnego.
Sąd Najwyższy uchylił prawomocny wyrok Sądu Lustracyjnego, który cztery razy
uznawał Mariana Jurczyka za kłamcę lustracyjnego. To pierwszy taki wyrok SN w
sprawach dotyczących lustracji. Zdaniem sędziów Sądu Najwyższego, sąd
apelacyjny rozpatrujący odwołanie byłego przywódcy strajków w Stoczni
Szczecińskiej w sierpniu 1980 r. "rażąco naruszył reguły w ocenie dowodów,
pominął szereg elementów", by potem stwierdzić, że Jurczyk złożył
nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne. Sąd Najwyższy podkreślił, że Sąd
Lustracyjny nie odniósł się do tych dowodów, które zdaniem Sądu Najwyższego
świadczą, iż działania Jurczyka w latach 1977-79, kiedy miał podjąć
współpracę z SB, nie mogą prowadzić do przyjęcia tezy, że jego zachowanie
było świadomą i tajną współpracą. Nie ujawniono jednak, o które dowody
chodzi. Swojego wzruszenia nie krył wczoraj sam Jurczyk.
- Dzisiaj się fizycznie człowieka nie niszczy, ale niszczy się go moralnie i
politycznie. Ja uważam, że niszczenie moralne człowieka jest dużo gorsze niż
fizyczne - stwierdził. - Ludzie odwracali się ode mnie, a na ulicy pluli mi
pod nogi - dodał.
- Posądzenie o świadomą współpracę stwierdzono oczywiście zupełnie
niesłusznie - uzasadniał orzeczenie SN sędzia Piotr Hofmański. Sąd
przypomniał także, że do uznania danej osoby za kłamcę lustracyjnego
konieczne jest, by przekazywane informacje były przydatne w pracy
operacyjnej. Na to wskazywali m.in. obrońcy Jurczyka. Tymczasem zastępca
Rzecznika Interesu Publicznego Krzysztof Lipiński przypominał, że zgodnie z
ustaleniami Sądu Lustracyjnego wszystkie informacje, jakie SB otrzymywała od
Jurczyka, były pomocne w pracy operacyjnej przeciw opozycji.
- Chodzi o takie ich wykorzystywanie, by ostateczny efekt był z punktu
widzenia komunistycznej władzy efektem pozytywnym - podkreślał sędzia
Hofmański.
Sprawa wyszła na jaw w marcu 2000 r., gdy ówczesny senator Marian Jurczyk
został po raz pierwszy prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego. Sąd uznał,
że zataił on informacje, iż w połowie lat 70. miał podjąć się współpracy z
SB. Ta miała zmusić go do współpracy pod groźbą śmierci, co zdaniem Sądu
Lustracyjnego nie zwalniało go z konieczności ujawnienia tego w oświadczeniu
lustracyjnym. Tak samo brzmiało orzeczenie sądu apelacyjnego. Jednak w
październiku 2000 r. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Jurczyka i uchylił
wyrok, a sprawę zwrócił I instancji. Jednak przed rokiem, w czerwcu 2001 r.,
Jurczyk został po raz drugi prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego. Sąd
Lustracyjny II instancji utrzymał wyrok I instancji z marca 2001 r., który
niejednogłośnie uznał, że były prezydent Szczecina skłamał w oświadczeniu
lustracyjnym.