Gość: wanda
IP: *.proxy.aol.com
05.10.02, 01:54
Eurokołchoźnik
Idea wiecznie żywa
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20021004&id=dd17.txt
No, i wyszło szydło z worka. W przemówieniu wygłoszonym w środę w Kolegium
Europejskim w Brugii, gdzie kształci się elita przyszłych urzędników
europejskich, Giscard d'Estaing, były prezydent Francji, podkreślił, że
Konwent powinien "przemyśleć, dostosować i częściowo wymyślić na nowo system
i zaproponować nową Europę". Sprawa ta według niego wcale nie jest błaha,
ponieważ "nazwa ma siłę symboliczną, pozwalając każdemu obywatelowi
identyfikować charakter i ambicje projektu europejskiego".
To Unia Europejska jest już zła?! Najwidoczniej tak... Giscard d'Estaing
przyszłą Europę widzi jako Zjednoczoną Europę lub Stany Zjednoczone Europy.
Jak widać ludzie odchodzą, a idea jest wiecznie żywa. Swego czasu był taki
gość, który próbował zmienić cały nasz kontynent w jeden Związek
Socjalistycznych Republik. Moda na Republiki przeminęła, a Stany ciągle na
topie? Mniejsza zresztą o nazwę, ważniejsze w końcu, co za nią się kryje. A
kryje się sporo... Mimo pozornie ogromnych różnic, głównie na polu
gospodarczym, istnieją punkty styczne, żeby nie powiedzieć wspólne dla obu
idei. Jedna i druga w dłuższej perspektywie doprowadzić ma do zaniku
świadomości narodowej na rzecz obywatelstwa w superpaństwie. W przypadku USA
można to jeszcze przeboleć, gdyż łączy się to z daleko idącymi możliwościami
działalności gospodarczej. Działalności nieskrępowanej ścisłymi normami i
szczegółowymi dyrektywami wydawanymi przez wszechobecnych urzędników. W
porównaniu z tym, co szykuje się Europie, powyższe rozwiązanie wydaje się o
wiele korzystniejsze. A nam próbuje się wmusić nieco bardziej cywilizowaną
wersję tego, o czym śnili tacy mężowie stanu, jak Marks, Engels, Lenin czy w
końcu największy praktyk w tej dziedzinie - Stalin. Miejsce wolności
gospodarczej zastąpiły limity i kontyngenty. Inicjatywę i przedsiębiorczość
skutecznie blokują szczegółowe dyrektywy, zezwolenia i przepisy wydawane
przez niczym innym niezajmujących się brukselskich urzędników. Naturalną
żywność zastępuje genetycznie modyfikowana, zdolna wypełnić unijne normy co
do wielkości, kształtu i koloru. Nawet Stalin w swoich globalistycznych
wizjach o tym nie pomyślał... Lecz "na szczęście" są jeszcze tacy wizjonerzy,
jak Valery Giscard d'Estaing...
Wojciech Olszak