bloczek4
25.11.05, 09:30
Na wsi już tak jest, że jeżeli czegoś nie zrobi się samemu, nigdy tego nie
będzie. A ponieważ i Herkules dupa kiedy ludzi kupa, imponująca jest ilość
działających formalnie lub nieformalnie, powstających spontanicznie
organizacji, związków, komitetów, kół. A to w sprawie naprawy drogi, a to
ratowania szkoły, budowy chodnika, oświetlenia ulic, telefonizacji,
wodociągów, obrony przed bandytyzmem (gdy na policję nie można liczyć),
nowego wozu strażackiego, darmowego dostępu do Internetu w gminie, remontu
kościoła czy odnowienia przydrożnej kapliczki. Koło Gospodyń Wiejskich,
strażacka orkiestra czy zespół ludowy, rozwijająca się spółdzielczość
czerpiąca z przedwojennych wzorców, nawet koła różańcowe powodują, że małe
lokalne społeczności integrują się wokół wspólnych spraw. Właśnie taka
integracja i aktywność społeczna dla WSPÓLNEGO dobra jest podstawą
społeczeństwa obywatelskiego. Nic dziwnego, że w takich społecznościach
istnieje też większa odpowiedzialność za szerszą wspólnotę, stąd i wyższa niż
w dużych miastach frekwencja wyborcza, której elyty i warszawskie salony nie
mogą wsi darować. Cóż, społeczeństwa obywatelskiego nie da się zbudować
pielęgnując swoje poczucie wyższości na sofie zamkniętej w apartamentowcu za
wysokim murem. To są sprawy zbyt poważne, by zostawić je zawodowcom, którzy
zrobią to za nas. PO przekonało się o tym dość boleśnie. Trzeba choćby iść
głosować (program minimum) . Uczcie się od moherowych beretów.