Dodaj do ulubionych

Z czarnym w Polsce wygrac trudno

IP: *.proxy.aol.com 13.11.02, 21:38
Dzisiejsza "Rzepa":

Za pożyczone od banków, firm i osób prywatnych środki elbląski ksiądz
wybudował kilkanaście obiektów. Do dziś wierzyciele nie mogą odzyskać swoich
pieniędzy
Proboszcz z ograniczoną odpowiedzialnością




Proboszcz Jan Halberda część pożyczki udzielonej mu przez dwóch gdyńskich
przedsiębiorców Andrzeja Wieczorka i Zbigniewa Złonkiewicza wydał
prawdopodobnie na wyposażenie szkoły katolickiej, obecnie wyższego seminarium
duchownego (na zdjęciu)

(c) JAKUB DOBRZYŃSKI

IWONA TRUSEWICZ

Andrzej Wieczorek wraz z kolegą pożyczył proboszczowi w Elblągu 870 tysięcy
dolarów na kościelne inwestycje. Nigdy ich nie odzyskał. Po sprawiedliwość
zwracał się do biskupa i kurii, do prymasa i do Watykanu. Bezskutecznie.
Stracił firmę, majątek, dom. Nie spał po nocach, zżerał go stres. Zmarł na
zawał, mając 40 lat.

Po dziesięciu latach od udzielenia pożyczki Mirosława Wieczorek, wdowa po
Andrzeju, wygrała w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku proces przeciwko parafii św.
Jerzego w Elblągu. Ma ona zwrócić wdowie i córce zmarłego 150 tys. zł z
odsetkami.

Wyrok jest natychmiast wykonalny, ale nie jest prawomocny. Janusz Lassmann,
pełnomocnik prawny parafii, zapowiedział wniesienie" wniosku do Sądu
Najwyższego o kasację wyroku.

- Już nie spodziewałam się wygranej. Dwa razy przegraliśmy przed sądem w
Elblągu, wszyscy mi mówili, że z Kościołem nie wygram. W końcu sama tak
zaczęłam myśleć. Przez te wszystkie lata ludzie Kościoła dali mi dogłębnie do
zrozumienia, że nie mam racji - opowiada zmęczonym głosem. Z dwójką dzieci
mieszka w 45-metrowym mieszkaniu, renty rodzinnej po mężu dostaje 530 zł.

Jeszcze dziesięć lat temu Wieczorkowie byli majętni. Mieli dwie firmy, sklep,
bar, ładny dom, samochody, duże pieniądze. Mirosława zajmowała się domem i
dwójką dzieci. Kłopoty codziennego bytowania były jej obce. Nie musiała
martwić się o pieniądze i przyszłość. Czuła się bezpiecznie. Podobała jej się
ta nowa Polska i życie dające szansę energicznym i przedsiębiorczym. Takim
jak jej mąż Andrzej.

Dwa tysiące lat istnieje

- Mąż był prawnikiem. Prowadził firmy usługowe, sklep, bar. Dużo pracował.
Nie wkraczałam w jego kompetencje. Pamiętam, że kiedy powiedział mi, że
pożycza proboszczowi pieniądze na dokończenie kilku katolickich inwestycji,
zapytałam, jakie ma gwarancje, że pieniądze odzyska. Odpowiedział, że kto jak
kto, ale Kościół, który takie mądre prawa głosi i dwa tysiące lat istnieje,
nie może zginąć i nie oddać pożyczonych pieniędzy. Miała to być korzystna
transakcja. Pamiętam, że jeździł do Elbląga, sprawdzał czy proboszcz jest
wiarygodny - opowiada Mirosława Wieczorek.

Sprawdzanie musiało wypaść pomyślnie. Proboszcz Jan Halberda kierował parafią
św. Jerzego od 1981 roku. Od kwietnia 1992 r. był dyrektorem ds.
gospodarczych diecezji elbląskiej, mianowanym przez biskupa Andrzeja
Śliwińskiego.

Parafia leży w centrum Elbląga, przy miejskim ratuszu. Ceglany XV-wieczny
kościół jest nieduży, otoczony wysokimi kasztanami i lipami. Drzewa rzucają
też cień na podwórzec plebanii. Jej remont to zasługa proboszcza Halberdy,
podobnie jak budowa szkoły katolickiej przy dawnej ulicy Blacharskiej, dziś
Bożego Ciała.

Będąc dyrektorem diecezji ds. gospodarczych, proboszcz nadzorował i prowadził
budowę hospicjum przy ul. Kopernika, remont Domu Samotnej Matki, przedszkola
katolickiego, parafii przy ul. Ułańskiej, kaplicy przy ul. Sadowej, domów
parafialnych oraz Domu Biskupa Elbląskiego i Biskupa Pomocniczego na
elbląskim Starym Mieście.

W sumie kontrolował szesnaście inwestycji kościelnych. Prowadził też własną
działalność gospodarczą. Był m.in. właścicielem sklepu spożywczego, mięsnego
i meblowego. W meble ze swego sklepu wyposażył szkołę katolicką.
Prawdopodobnie na wyposażenie wydał część pożyczki udzielonej mu przez dwóch
gdyńskich przedsiębiorców Andrzeja Wieczorka i Zbigniewa Złonkiewicza.

Obaj podpisali z proboszczem kilka umów pożyczki w grudniu 1992 i styczniu
1993 r., na łączną kwotę 870 tys. dolarów. W sądzie Andrzej Wieczorek
twierdził, że na jego część złożyły się oszczędności osobiste i rodziny.

Na dobry cel

- Powtarzał, że pieniądze będą przeznaczone na dobry cel - przytacza słowa
męża Mirosława Wieczorek.

Matka Andrzeja Helena Wieczorek opisuje rodzinny dom syna jako "tradycyjny".

- Mieszkaliśmy blisko kaplicy przy siostrach urszulankach, chodziliśmy do
kościoła jak inni, mieliśmy do niego szacunek. Teraz wiem, że oni są winni
śmierci mojego syna. Złotówki nie dam na Kościół - zapewnia zdenerwowana.

Od śmierci Andrzeja minęły trzy lata, ale matka wciąż pamięta jego walkę o
odzyskanie pieniędzy, pamięta jak po kolei padały firmy, jak musiał sprzedać
dom, by spłacić wierzycieli. Z energicznego, przekonanego o swoich
możliwościach mężczyzny, stawał się szybko schorowanym człowiekiem.

Umowy podpisane z proboszczem Halberdą przewidywały spłatę pożyczek w ciągu
pół roku.

- Mąż mówił, że proboszcz miał na ten cel zaciągnąć kredyt dewizowy -
wspomina Mirosława Wieczorek.

Minęły jednak terminy, a proboszcz pieniędzy nie zwracał.

- Mąż najpierw chodził do proboszcza, ale on mówił, że nie ma z czego oddać,
że to inwestycje diecezjalne. Mąż zwrócił się więc do biskupa Śliwińskiego.
Udało mu się porozmawiać raz czy dwa. Potem już go do kurii nie wpuszczali.
Mówili, że biskupa nie ma, a on wychodził drugimi drzwiami, wsiadał do
samochodu i odjeżdżał - opowiada Mirosława Wieczorek.

Z wizytą u biskupa

W 1995 r. Andrzej Wieczorek i Zbigniew Złonkiewicz zaparkowali przed siedzibą
kurii elbląskiej na ul. św. Ducha przyczepę kampingową. Rozwinęli
transparenty z hasłem: "Biskupie, oddaj nasze pieniądze". W przyczepie
mieszkali kilkanaście dni, udzielali wywiadów. Biskup Andrzej Śliwiński
wystąpił przed kamerami telewizji.

- Stwierdził, że nic nie pożyczał, a dług zaciągnął ksiądz Halberda i on
powinien pożyczkę zwrócić - mówi Mirosława Wieczorek.

Jan Halberda nie był już wtedy proboszczem parafii św. Jerzego ani dyrektorem
ds. gospodarczych diecezji. Jego dłużnicy, nie tylko gdyńscy biznesmeni, ale
firmy, banki i osoby prywatne z Elbląga i Trójmiasta, w sumie kilkanaście
osób, ciągle zgłaszali się do parafii i biskupa z żądaniami zwrotu
pożyczonych pieniędzy.

Kuria odsunęła księdza Halberdę od wszystkich funkcji. Otrzymał tzw. suspensę
generalną, czyli zakaz wykonywania zawodu. Wyprowadził się z parafii,
zamieszkał w wynajętym pokoju w domku przy ulicy Ułańskiej, utrzymywał się z
renty.

- Nie uzyskawszy nic w kurii, mąż pojechał do prymasa do Warszawy. Rozmawiał
z biskupem Pieronkiem, który powiedział mu, że Kościół w Elblągu powinien te
pieniądze oddać. Mąż pojechał do Watykanu. Spotkał się tam chyba z biskupem
Dziwiszem, ale nic nie uzyskał - opowiada wdowa.

Andrzej Wieczorek złożył pozew do Sądu Rejonowego w Elblągu przeciwko parafii
św. Jerzego o zapłatę 217 tys. zł z odsetkami. Wyrok był pomyślny i sąd 23
maja 1995 r. uwzględnił powództwo w całości. Wydawało się, że sprawa zmierza
do szczęśliwego finału.

Zmarł na serce

- Strona kościelna się odwołała. W październiku 1997 r. Sąd Okręgowy
powództwo oddalił i jeszcze nas obciążył kosztami procesu. Uznał, że stroną
umowy była nie parafia, ale osoba fizyczna - ksiądz Halberda. To był dla nas
straszny cios - wspomina Mirosława Wieczorek.

Po przegranej Wieczorków Zbigniew Złomkiewicz wycofał się z dalszego
dochodzenia zwrotu pożyczki. Nie miał pieniędzy na wymagany wpis sądowy.

Zeznający przed sądem ksiądz Halberda niejednokrotnie podkreślał, że działał
w imieniu parafii i diecezji, a pożyczka była przeznaczona na budowę
kościelnych inwestycji. Ksiądz wymieniał szkołę katolicką, hospicjum,
przedszkole, Dom Samotnej Matki. Mówił, że Andrzej Wieczorek udzielał
pożyczki "instytucji kościelnej, kierował się zatem dobrem".

Były proboszcz przyznał też, że pożyczone pien
Obserwuj wątek
    • Gość: Grom cd IP: *.proxy.aol.com 13.11.02, 22:51
      Były proboszcz przyznał też, że pożyczone pieniądze nie zostały zwrócone.
      Powiedział, że działał za wiedzą i zgodą biskupa Śliwińskiego i że "biskup
      wiedział o źródłach finansowania wszystkich inwestycji".

      Zeznający wtedy przed sądem Andrzej Wieczorek nie krył rozpaczy. Opowiadał, że
      stał się bankrutem. Z braku pieniędzy musiał zlikwidować dwie firmy, sprzedać
      dom i samochód.

      - Teraz prowadzę boks handlowy w Gdyni i mam miesięcznie 800 - 1000 zł dochodu
      na czteroosobową rodzinę - mówił.

      - Przestał sypiać. Nocami chodził po domu, ciągle myślał, jak odzyskać
      pieniądze, jak ratować nas przed zrujnowaniem - opowiada wdowa.

      W 1997 r. zaczęły się jego kłopoty zdrowotne. Kilka razy nie mógł stawić się w
      sądzie.

      W marcu 1998 r. gdański Sąd Apelacyjny uchylił wyrok sądu z Elbląga i odesłał
      sprawę do ponownego rozpatrzenia. Andrzej Wieczorek kolejnej sprawy nie dożył.
      Zmarł na serce 12 lutego 1999 r.

      Sąd jedzie do świadka

      Powództwo po zmarłym podjęły żona i małoletnia córka Sandra. Przez kilka
      miesięcy elbląski sąd próbował przesłuchać biskupa Andrzeja Śliwińskiego.
      Biskup przysyłał zaświadczenia lekarskie lub informował o służbowych wyjazdach
      do Warszawy i Watykanu.

      Wreszcie w styczniu 2001 r. sędziowie pojechali do domu biskupa przy ul.
      Mostowej, aby go przesłuchać. Andrzej Śliwiński stwierdził, że diecezja nie
      ponosi odpowiedzialności za długi księdza Jana Halberdy, a sama nie posiada
      majątku, bowiem wszelkie nieruchomości są własnością poszczególnych parafii.

      Biskup zeznał również, że ksiądz Halberda miał upoważnienie do zaciągnięcia
      pożyczek, ale jedynie na poczet inwestycji diecezjalnych. Jedyną inwestycją
      diecezjalną była budowa siedziby kurii biskupiej, ale i ona prawnie należy do
      parafii św. Mikołaja.

      Biskup pamiętał wizyty Andrzeja Wieczorka i jego matki.

      - Wdarłam się do biskupa i zażądałam zwrotu pieniędzy. Powiedziałam, że się nie
      ruszę, aż mi nie zapłaci. Sięgnął do biurka i wyciągnął tysiąc dolarów.
      Powiedział, że więcej nie ma. Mówię, żeby sprzedali kilka luksusowych
      samochodów i oddali długi. Usłyszałam, że kościół to nie przedsiębiorstwo,
      które produkuje i zarabia - opowiada matka Andrzeja Wieczorka.

      15 lutego 2001 r. elbląski Sąd Okręgowy po raz drugi oddalił powództwo
      przeciwko parafii św. Jerzego.

      Komornik przy tacy

      Ksiądz Jan Halberda znów może odprawiać msze. Biskup cofnął suspensę i
      przydzielił księdza do maleńkiej parafii św. Floriana. Ksiądz wyprowadził się
      jednak z ulicy Ułańskiej, przy której stoi plebania. Nie wiadomo, gdzie
      zamieszkał. Jego telefon nie odpowiada.

      Drzwi na plebanię parafii św. Jerzego obite są pancerną blachą i okratowane. Na
      parkingu limuzyna peugeot i bmw. Duża tablica informuje o Radiu Maryja, które
      ma tutaj swoje biuro.

      Proboszcz Lech Wasilewski objął parafię po Janie Halberdzie w 1994 r. O sprawie
      nie chce rozmawiać. Uśmiecha się i szybko żegna. Zeznając w sądzie, nazwał to,
      co przeżył po objęciu parafii "horrorem, który przypłacił pobytem w szpitalu".
      Nie było dnia, aby nie zgłaszali się do niego dłużnicy z umowami pożyczek
      podpisanymi przez księdza Halberdę.

      Wieczorkowi i Złonkiewiczowi proboszcz wypłacił jednorazowo 20 tysięcy marek,
      które miał z darów zagranicznych. Spraw w sądzie jest wiele. Prawie 190 tys. zł
      plus ośmioletnie odsetki ma oddać Elbląskiemu Przedsiębiorstwu Energetyki
      Cieplnej była księgowa firmy, która pożyczyła księdzu Halberdzie te pieniądze,
      gdy był pełnomocnikiem gospodarczym elbląskiej diecezji. Wyremontowano za nie
      elbląskie hospicjum.

      Niedawno jeden z sopockich banków przegrał kasację w Sądzie Najwyższym sprawy o
      zwrot kredytu udzielonego księdzu Halberdzie. Sąd stanął na stanowisku, że
      biskup elbląski nie wyraził zgody na zaciągnięcie kredytu.

      Ryszard Bafia, pełnomocnik Mirosławy Wieczorek, jest jednak optymistą co do
      kasacji w ich sprawie. Argumentuje, że prawo kanoniczne, na które powołuje się
      druga strona, nie zostało w Polsce właściwie opublikowane i dlatego nie może
      być brane pod uwagę. Mecenas ma też oświadczenie Episkopatu Polski, który
      dopiero niedawno zdecydował, iż na kredyty i pożyczki powyżej 100 tys. dolarów
      musi być zgoda prymasa, a powyżej pół miliona dolarów - papieża. Jednocześnie
      Episkopat stwierdził, że "nie są znane wcześniejsze uregulowania w tej mierze".

      Mirosława Wieczorek mówi, że sprawy nie odpuści.

      - Zrujnowali nie tylko moje życie, ale wielu ludzi. Obawiam się, że czekają, aż
      i ja się na drugi świat przeniosę. Ale ja te roszczenia dzieciom w testamencie
      zapiszę - mówi zdecydowanie.

      Na razie pełnomocnik występuje do komornika o egzekucję zasądzonych 150 tysięcy
      z odsetkami. Jeżeli prezes sądu w Elblągu się zgodzi, komornik będzie pracował
      w niedziele. Po każdej mszy w kościele św. Jerzego skonfiskuje w poczet długów
      pieniądze zebrane na tacę. -


      NIECH ICH JASNA CHOLERA, Z TA ICH CZARNA UCZCIWOSCIA !!!
      • Gość: Ed Fryderyk Nietzsche o chrześcijaństwie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.11.02, 00:52
        Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1563
        Fryderyk Nietzsche

        "Potępiam chrześcijaństwo, podnoszę przeciw Kościołowi chrześcijańskiemu
        najstraszniejsze ze wszystkich oskarżeń, jakie kiedykolwiek wyszły z ust
        oskarżyciela. Jest on w najwyższym stopniu skorumpowany... z każdej wartości
        uczynił jej przeciwieństwo, z każdej prawdy kłamstwo, z każdej prawości
        nikczemność duszy... Nazywam chrześcijaństwo jednym wielkim przekleństwem,
        jednym wielkim wewnętrznym zepsuciem, jednym wielkim instynktem zemsty, dla
        którego żaden środek nie jest dostatecznie trujący, podstępny, mały - nazywam
        je jedną, nie dającą się zmyć plamą na honorze ludzkości..."

        • Gość: Hihi Re: Fryderyk Nietzsche o chrześcijaństwie IP: *.ipt.aol.com 25.11.02, 02:17
          W swietle tych slow degradacja Polski oraz jej upadek wydaja sie sprawa
          nieunikniona. "Chrzescijanski" polski ludek nie osiagnie nigdy poziomu rozwoju
          normalnych krajow. Zaklamanie tkwi w nim tak samo jak w jego wierze.
    • Gość: Piotrek Bardzo dobrze IP: 207.30.78.* 13.11.02, 22:51
      Smierć frajerom
    • Gość: Kraken Re: Z czarnym w Polsce wygrac trudno IP: *.ipt.aol.com 25.11.02, 06:42
      ZREHABILITUJCIE KAPITANA GRZEGORZA PIOTROWSKIEGO-A ZOBACZYCIE CZY TAK ZNOWU
      TRUDNO!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka