Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.11.02, 09:10
Czytanie komentarzy czytelników pod internetowymi serwisami KAI-u daje dużo
do myślenia na temat samej agencji. Oto przy okazji doniesienia o tzw. Apelu
wawelskim zirytowani czytelnicy napisali kilka gorzkich słów na temat
funkcjonowania KAI-u.
Ktoś przyrównuje agencję do "stalinowskich kołchoźników" (w kontekście
pisania o integracji z Unią), inny przytomnie pyta: "O czym będzie KAI pisał,
jak już do tej Unii wejdziemy?". Pada też pytanie, dlaczego w serwisach nie
ma ostatnich wystąpień ks. abp. Józefa Michalika czy ks. bp. Stanisława
Wielgusa? I tu dochodzimy do ciekawej kwestii: jak to się dzieje, że
niektórzy biskupi są w KAI-u wyraźnie preferowani, a inni - mniej wygodni dla
linii programowej (?) - przemilczani, albo, co najwyżej, zbywani lakonicznymi
notatkami? Ciekawe, co jest kryterium tej wyższości, która prowadzi do tego,
że działalność jednych nagłaśniana jest ponad miarę, a innych przemilczana?