porannakawa
28.03.06, 03:39
Wieczor. Autobus PKS jedzie wzdluz wiosek rozwozac ludzi po domach.
Z przodu autobusu siedzi facet okolo 30tki, skurczony, twarz w dloniach i
stale powtarza - Jezus, Maria, Jezus Maria.
Pytaja sie co mu jest - a on nic - powtarza caly czas jak oczadzialy - Jezus,
Maria, Jezus Maria.
Kierowca podszedl do niego i pyta co sie stalo - a on nic tylko Jezus Maria,
Jezus Maria.
No powiedz co ci sie stalo? Wspoltowrzysze podrozy patrza na niego ze
wspolczuciem - a on tylko Jezus Maria, Jezus Maria.
Wreszcie kierowca uslyszal - urodzily mi sie blizniaki i zona dala im Jarek i
Lech - Na to kierowca doskoczyl do kierownicy i dalej glowa w nia bic i
powtarza Jezus Maria, Jezus Maria.
Pasazerowie do kierowcy - no powiedzze o co mu chodzi, co jest z tym Jezusem i
Maria?
Kierowca powiedzial im o tych blizniakach i natychmiast po autobusie ponioslo
sie - Jezus Maria, Jezus Maria!