a gdzie prawda ?

23.04.06, 11:22
dziś w kościele kieleckim czytane jest posłanie księdza Dyr.Caritasu Słowika
na temat pomocy ludziom przez ta instytycje.Szanuję czyny CARITASU lecz nie
wiem czemu w tym przesłaniu jest izby swieccy dawali jak najwiecej na potrzeby
kościoła lecz brak podstawowych informacji czy kościól wewnętrznie coś daje
od siebie i swoich bogactw ,np:wybudowwno nowe skrzydło domu starców dla
kapłanów zaś stare .... no,no wydzierzawiono szkole społecznej za jaką sumę?
Po co wKielcach tyle budowli nalęży do kościoła ?Kto płaci podatki ?
Po co ziemia kościołowi nie lepiej sprzedać i bogactwem podzielić sie z
biednymi /słowa wstepu do przesłania ks.Słowika/ itp,itd.Zaraz odezwia sie tu
"słowni fachowcy" od wszystkiego i będą mnie rugać lecz to nic ja niemam
bogactw /w przeciwienstwie do książąt kościoła/ i żyje mnie się z tym O.K.
Chciałam tylko zasygnalizować kolejny fałsz wysyłany przez kler świeccy są
bogaci niech dają a kośćiół niech gromadzi bogactwo-pycha i etyka ?
Ciekawe połaczenia !

    • terrestre Caritas i tak jest swiety w porownaniu z R.M.,ja 23.04.06, 11:28
      jednak chetnie bym sie dowiedzial,co stalo sie z pieniedzmi /7 cyfrowa suma/
      zebranymi dla ofiar hali.
      • goldenwomen Re: Caritas i tak jest swiety w porownaniu z R.M. 23.04.06, 11:30
        na te pytanie zapewne nie uzyskasz NIGDY odpowiedzui
        • terrestre wiem.na razie od caritasu nikt nic nie dostal 23.04.06, 11:35
          • goldenwomen Re: wiem.na razie od caritasu nikt nic nie dostal 23.04.06, 12:04
            ja na 100000 % powiem ze NIC nie dostałam i co wiecej NICZEGO sie nie nie
            spodziewam
    • dr.wal2 Re: a gdzie prawda ? 23.04.06, 13:14
      „Lepiej zabić niewinnego, niż pozostawić winnego przy życiu”
      - z natchnienia Ducha Świętego, nieomylne Magisterium Kościoła – papież Pius V
      (1565)

      Europa nie chce takiego Boga!

      Ktoś kiedyś powiedział: „Ci, którzy nie uczą się historii, są skazani, aby
      powtórzyć jej błędy". Warto więc zwrócić uwagę na to, że podobny trend miał
      miejsce w IV wieku n.e., gdy po okresie prześladowań chrześcijaństwo stało się
      oficjalną religią Imperium Romanum. Architektami „świętego przymierza" między
      Kościołem i państwem byli biskupi Kościoła i cesarz Konstantyn. W rezultacie
      pojawiło się początkowo wiele - nawet postępowych - praw inspirowanych przez
      Kościół. Miały humanitarny charakter - m.in. zniesiono karę krzyża, wypalanie
      znamion na twarzach niewolników i brutalne występy gladiatorów. Organizowano
      pomoc dla wdów i sierot, wprowadzono zakaz cudzołóstwa i konkubinatu,
      ograniczono możliwości rozwodów. Ponadto cesarz nakazał żołnierzom odmawiać
      publicznie modły w niedzielę, wsparł finanse Kościoła, umieścił symbole
      chrześcijańskie w miejscach publicznych, a także usankcjonował prawnie
      niedzielę, zakazując w tym dniu pracy. Jak napisał Euzebiusz z Cezarei,
      początkowo każdy miał „mieć wolność w poświęceniu umysłu religii tej zgodnej z
      jego sumieniem".
      Kiedy jednak chrześcijaństwo stało się silną religią państwową, zaczęły się
      prześladowania - najpierw pogańskich niechrześcijan, a później nawet tych
      chrześcijan, którzy nie we wszystkim zgadzali się z oficjalnym Kościołem. W V
      wieku papież Leon I usankcjonował karę śmierci za herezję, a prawo to umocnił w
      XIII wieku Tomasz z Akwinu. Odtąd prawo kanoniczne Kościoła rzymskiego pod
      groźbą ekskomuniki wymagało od przywódców świeckich tępienia tzw. herezji (w
      Polsce niektórzy przywódcy usiłują robić to do dziś!). Efektem było
      prześladowanie katarów, waldensów, albigensów, hugenotów, nie wyłączając
      uczonych, których poglądy nie zgadzały się z wydumanymi dogmatami papiestwa.
      Poganie, widząc, że ich władcy przyjmują chrześcijaństwo, zaczęli masowo
      wstępować do Kościoła – tak i stało się w Polsce. Ponieważ kierownicze
      stanowiska w Imperium szybko stały się zastrzeżone tylko dla chrześcijan, wielu
      przyjmowało nową wiarę właśnie ze względu na korzyści lub z obawy przed
      represjami. Tak zrodziła się najpopularniejsza odmiana chrześcijaństwa, która
      bardziej niż o stan serca dba o pozory, zamiast osobistej przyjaźni z Jezusem
      akcentuje liturgię, a nad Słowo Boże przedkłada ludzkie tradycje. Taka
      religijność tworzy tłumy, które po wyjściu z kościoła trudno odróżnić od pogan,
      ale które gotowe są tę „swoją" religijność narzucić światu wszelkimi sposobami.
      Pismo Święte mówi, że czasy końca będzie cechować właśnie religijność
      legalistyczna (2 Tm 3. l, 5). Prawda Boża nie jest religijnym systemem, lecz
      drogą życia, dlatego ani Jezus, ani apostołowie nie szukali wsparcia władz
      państwowych dla swych przekonań. Prawda ostanie się bez pomocy rządu. Fałszywa
      religia natomiast poszukuje wsparcia państwa, bo kłamstwo bez pomocy z zewnątrz
      nie może się ostać. Jezus powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata.
      Ale królestwo Jego Kościoła jak najbardziej z tego. Czy Bóg postawił anioła z
      mieczem przed drzewem poznania w ogrodzie Eden? Nie. Skoro zatem Bóg niczego
      nie wymusza, dlaczego „chrześcijanie" to czynili i czynią?

      A miało być: "Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi..." - niestety, w
      historii dziejów Kościół rzymski udowodnił, że trzeba te drzwi zacząć dobrze
      zamykać!

      Świat już dawno rozpoznał tą cierpiętniczo-pokutniczą, szatańską wręcz
      ideologię „zbawiania przez zagładę”? Europa - wbrew temu co głosi Kościół - już
      dawno odrzuciła ideologię śmierci, bez względu na jej pochodzenie, rodzaj i
      okoliczności. Europa ma dość ideologii bezsensownej śmierci.
      Europa nie chce i ma dość zbawiania przez krew -
      Kościół natomiast - ten zawsze opowiadał się za taką karą za takim
      pokutnictwem. Europa pamięta pogromy innowierców w imię Trójcy
      Przenajświętszej. Ci chrześcijanie, którzy odrzucali karę śmierci, w przypadku
      powrotu na łono Kościoła rzymsko-katolickiego musieli na mocy dekretu papieża
      Innocentego III (oczywiście z natchnienia Ducha Świętego) składać następującą
      przysięgę: „O ziemskiej władzy twierdzimy, że nie popełniając grzechu
      śmiertelnego może wykonać krwawy wyrok, jeśli skazuje na karę śmierci nie z
      nienawiści, ale zgodnie z literą prawa i nie czyni tego bez zastanowienia, lecz
      po (głębokim) namyśle". Czy ten dekret nadal obowiązuje? Jeszcze wczoraj
      ówczesny kardynał Kolonii Joseph Hoeffner pisał w swojej Chrześcijańskiej nauce
      społecznej: „Potęga i świętość porządku Bożego przejawia się w karze śmierci
      także w naszych czasach." Kościół rzymski jest jeszcze o setki lat odległy od
      wyrażenia zdecydowanej odrazy wobec kary śmierci i należy się obawiać, że to
      właśnie chrześcijańscy teologowie będą domagać się urzędowego przelewu krwi w
      imię „świętości porządku Bożego" jeszcze wtedy, gdy wszyscy inni już odrzucą
      karę śmierci jako archaiczną pozostałość dawno przebrzmiałego barbarzyńskiego
      porządku prawnego.
      Chrześcijaństwo jest religią gloryfikującą jeden konkretny historyczny fakt
      stracenia, Jezusa, gdyż Kościół dostrzega w tym wydarzeniu zbawienie przez
      krew. Tym samym kara śmierci jest dla chrześcijan warunkiem zbawienia. Kara
      śmierci zostaje przez to - jeśli można się tak wyrazić - uświęcona jako środek
      do osiągnięcia zbawienia. Bóg okazuje się tu najwyższym rzecznikiem kary
      śmierci, gdyż skazał swego Syna i pragnął Jego ukrzyżowania, to znaczy
      zbawienia ludzi. Zaangażował nawet w tym celu Judasza – zdrajcę! Ponieważ
      instytucja ferowania wyroków śmierci musiała istnieć już przed Jezusem, aby
      odpowiednio wcześniej umożliwić dokonanie się zbawczej śmierci - zatem wszyscy
      ludzie straceni przed Jezusem stają się niejako warunkiem, poprzednikami i
      tymi, którzy utorowali drogę tej zbawczej śmierci. Podobnie wszyscy, którzy
      zostali straceni po Jezusie są ofiarami tej „koncepcji zbawienia przez krzyż",
      ponieważ instytucja kary śmierci, która w odniesieniu do Jezusa była wolą Boga,
      w przypadku innych ludzi też nie może być z tą wolą sprzeczna. Judaizm a po nim
      chrześcijaństwo zawsze gdy mu to służyło, aprobowało śmierć i przelew krwi.
      Kościół w zadawaniu śmierci widział środek, mający na celu usuwanie zła; była
      nim więc zarówno kara śmierci, jak też wojny, jako narzędzie niszczenia zła.
      Stąd takiego sobie ustanowił Boga – Wszechmocnego ST czytamy:
      (…) Wszechmocnego Pana Zastępów aby się pomścił nad swoimi wrogami
      Miecz Pana pożera, nasyca się i upaja ich krwią, gdyż Wszechmocny, Pan
      Zastępów wyprawia ucztę ofiarną…. (Jeremiasza 46.10) Krew ma spełniać wobec
      człowieka funkcję zbawczą. Ale dla Kościoła krew ma nie tylko zbawcze znaczenie
      i działanie: zgodnie z koncepcją chrześcijańską cała ludzkość zostaje zbawiona
      dzięki krwi, gdyż także Bóg wspiera się na krwi. To własny syn Boga musiał
      umrzeć, w danym przypadku zastępczo pokutując za grzeszników, aby zostali
      wybawieni do zła wszelkiego. Tak jak Bóg chrześcijan obstawał przy straceniu
      swego Syna tak i chrześcijanie też obstają przy nim. Nigdy nie pozwolą Jezusowi
      żyć dalej, albowiem bez stracenia Go - tak sądzą - nie zostaną zbawieni. Krew
      jednak nie zmywa plam, przeciwnie - krew plamy wywołuje i Kościół o tym
      doskonale wie, bo tego doświadczył jako jej największy „przelewacz”.
      W długiej historii człowieka dla żadnego innego Boga nie przelano tak dużego
      morza krwi i nie popełniono tylu różnych bezeceństw i morderstw co w imię
      Chrystusa i jego krzyża. Ewangelickich i katolickich chrześcijan, znacznie
      różniących się pod wieloma względami, łączy dogłębne braterstwo krwi, jeśli
      chodzi o kwestię znaczenia krwi dla osiągnięcia zbawienia. Na stracenie Jezusa
      • dr.wal2 Re: a gdzie prawda ? 2/2 23.04.06, 13:20
        Na stracenie Jezusa kładą oni nacisk, z tej wartości nie chcą zrezygnować.
        Zbawienie ludzkości bez przelanej krwi jest, ich zdaniem, niemożliwe. Ale co by
        się właściwie stało, gdyby imperium rzymskie, rządzone wówczas przez cesarza
        Tyberiusza, było już wtedy tak humanitarne jak wiele krajów tej Europy i gdyby
        Poncjusz Piłat nie mógł ferować wyroku śmierci? A gdyby Jezus zmarł naturalną
        śmiercią ze starości albo w wyniku zatrucia zepsutymi rybami? Czyżby wtedy
        zbawienie ludzkości spełzło na niczym, ze względu na humanitaryzm ludzi wtedy
        żyjących? Albo może udałoby się tylko połowicznie, gdyby Rzymianie w zakresie
        metod wykonywania wyroków śmierci już wtedy osiągnęli wyższy poziom techniczny,
        taki jaki osiągnięto dzisiaj, kiedy można zastosować na przykład taką zdobycz
        techniczną jak krzesło elektryczne? Czy wtedy chrześcijanie zamiast modlić się
        słowami: „O Boże, jakże napełniasz nas radością przez chwałę świętego krzyża"
        poszliby z duchem czasu i mówili o „radości przez chwałę krzesła
        elektrycznego"? Albo gdyby śmierć Jezusa nastąpiła w wyniku wstrzyknięcia
        trucizny, jak to jest praktykowane w niektórych stanach Ameryki Północnej, czy
        mielibyśmy wtedy do czynienia ze zbawieniem mocą strzykawki? Zapewne jednak
        nie, gdyż nie popłynęłaby wówczas krew. Zabrakłoby nam, że tak powiem, połowy
        komunii, eucharystii, zabrakłoby mianowicie wina, czyli krwi. A w czasie mszy
        księża obywaliby się tylko połową swoich słów opisujących transsubstancjację
        (przeistoczenie). Po tym można zresztą rozpoznać, że Wasze świętowanie
        Wieczerzy Pańskiej zasadza się nie tylko na śmierci Jezusa, ale przede
        wszystkim na określonego rodzaju śmierci Jezusa. Dni, w którym chrześcijanie
        rokrocznie przekształcają chrześcijaństwo w jego karykaturę - jest Wielkanocny
        Wielki Piątek i Boże Ciało! W prologu Ewangelii Jana określa się wprawdzie
        Jezusa mianem „Słowa", które „było u Boga" (Jan l, l), jednakże ludzie nie
        słuchali tego „Słowa", są bowiem przede wszystkim zajęci wywyższaniem własnego
        czynu (ukrzyżowanie ciała Jezusa), przekształcając go w wolę Boga; potrafili
        nawet gloryfikować mord i wydestylować z niego najlepsze, absolutnie najlepsze
        skutki, mianowicie zbawienie ludzkości, cokolwiek by pod tym pojęciem rozumieć.
        Nie Słowo Jezusa stało się centrum chrześcijaństwa, lecz teologia krzyża.
        Ukrzyżowanie stało się tym wydarzeniem, dzięki któremu Jezus wzbudza
        zainteresowanie. Nie tyle to, co powiedział, lecz przede wszystkim to, co Mu
        uczyniono, jest dla chrześcijan ważne.
        Europa nie chce takiego Boga. Nie chce takich darów Eucharystii i całej Trójcy
        Przenajświętszej.
        Europa nie chce takiego Boga.
        Chrześcijaństwo ze swą religią ludzkiej ofiary na miejsce słowa Jezusa osadziło
        katowską teologię, i posuwa się aż do wypowiadania tak bluźnierczego,
        morderczego wobec Boga twierdzenia, jak na przykład to: Bóg pragnie poprzez
        śmierć na krzyżu zbawić ludzi. On chce nas poprzez krew swego Syna uratować.
        Nie mógł Wszechmogący wymyślić coś bardziej humanitarnego? Ani Bóg dzięki tej
        śmierci nie pojednał się z ludźmi, ani ludzie dzięki niej nie będą zbawieni.
        Mamy zostać wybawieni, ale właściwie - od czego? Wybawieni od dalszych mordów?
        To już byłoby coś. Ale kogo można wybawić od mordów - mordując? Kościół zbyt
        późno odkrył naukę Jezusa zwanego Chrystusem. Stąd może dzisiaj faktycznie –
        jak pisać miała Faustyna – nie raz zapłakał nad Jego losem. Tylko czy
        faktycznie ten rzymsko-katolicki Kościół to Kościół Chrystusowy? Do dzisiaj nie
        zaprzestano przecież mordowania dla Boga, z Bogiem i w imię Boga. Ani mord nie
        zbawia, ani też cierpienie jednego człowieka nie uczyni innych lepszymi. Na
        drodze uśmiercania nie osiągnie się szczęścia. W staraniach, by nadać śmierci
        Jezusa sens, można wydobyć jedynie bezsens, ponieważ pragnie się usprawiedliwić
        zabójstwo, które jest nie do usprawiedliwienia, albowiem żadnego zabójstwa nie
        da się ani w przeszłości, ani w przyszłości usprawiedliwić. Powoływanie się na
        Boga i wolę Bożą nie może wytłumaczyć i usprawiedliwić zbrodni dokonywanych
        przez ludzi. Chrześcijanie nie powinni uświęcać szubienicy; powinni się
        natomiast uwrażliwić na terror towarzyszący karze śmierci, wojnę, przemoc,
        tortury i militarne kroki odwetowe. W sytuacji kiedy już nie mogli zapobiec
        zabiciu Chrystusa, przynajmniej tej śmierci nie powinni dodatkowo jeszcze
        aprobować. Nie powinni zresztą aprobować - i to nie tylko ze względu na śmierć
        Chrystusa - śmierci żadnego na świecie człowieka zadanej przez gwałt, ale winni
        ze swej strony zapobiegać każdej tego rodzaju śmierci.
        To, że chrześcijański obraz Boga jest w gruncie rzeczy ciągle jeszcze pogańskim
        obrazem Boga, a mianowicie prymitywnym pogańskim obrazem plemiennego kobolda -
        gdyż tylko arogancja chrześcijan sprawia, że taki obraz Boga można w całości
        określić jako prymitywny - uwypuklił kiedyś artykuł „O codziennych zwyczajach
        Jana Pawła II", który opublikowało w dniu 16 maja 1990 roku wielkie (przyjazne
        papieżowi) włoskie czasopismo „Oggi" z okazji 70. rocznicy jego urodzin. W
        artykule tym czytamy: „Stary przyjaciel Karola Wojtyły zwierzył się
        hiszpańskiemu dziennikarzowi Juanowi Ariasowi, korespondentowi «El
        Pais» przy Watykanie, że papież jest głęboko przekonany, iż wszystkie
        swoje sukcesy osiągnął kosztem wielkiego nieszczęścia bliskiej osoby, może
        spokrewnionej czy przyjaciela."
        Po to, by zrozumieć źródła tego papieskiego prymitywno-pogańskiego obrazu Boga,
        który się tutaj wyraża, musimy się cofnąć do tego okresu, kiedy bogom składano
        ofiary z ludzi oraz innego rodzaju dary. Bóg wprawdzie stworzył ponoć człowieka
        na swój obraz i podobieństwo, ale równie prawdziwe jest to, że ludzie stworzyli
        Boga na swój obraz, to znaczy jako zawistnego i nieżyczliwego. Zawistny i
        nieżyczliwy człowiek stworzył zawistnych i nieżyczliwych bogów. Ci zawistni i
        nieżyczliwi bogowie dają tylko wtedy, kiedy im coś się przedtem da, zgodnie z
        łacińskim mottem: do ut des (daję tobie, byś ty mi dał). Przedchrześcijańska
        propaganda okrucieństwa przeobraża się w chrześcijańską radosną nowinę: Bóg
        ofiarowuje swojego własnego, pierworodnego Syna. Filozof Ernst Bloch w
        następujący sposób opisał tę obłędną myśl głównego artykułu wiary
        chrześcijan: „Ostateczne wreszcie źródło nauki o śmierci ofiarnej ma nie tylko
        szczególnie krwawy charakter, ale jest nad wyraz archaiczne: ma swoje korzenie
        w najstarszym, dawno już zaniechanym zwyczaju ofiarowywania ludzi... Pozbawiona
        łaski sprawiedliwość wyliczała przewinienia, za które żądano teraz zapłaty, a
        Chrystus nauki o odkupicielskiej śmierci - zapłacił własną niewinną krwią,
        wnosząc jeszcze dodatkowy wkład do skarbca łaski administracji kościelnej”.
        Europa nie chce więcej męczenników i takiego Boga – Chrześcijańskie czczenie
        świętych zaczyna się na mogiłach męczenników. W tych też miejscach świętuje się
        obrządek eucharystii. Nad mogiłami męczenników wznosi się kościoły. Męczennicy,
        którzy złożyli Bogu w ofierze swoje życie, stają się pierwszymi świętymi.
        Począwszy od czasu, kiedy chrześcijaństwo stało się religią państwową, a
        chrześcijanie z prześladowanych stali się sami prześladowcami, stan zakonny i
        dziewictwo stały się najważniejszymi znamionami chrześcijańskiej mentalności
        ofiarnej. Goethe i Schiller widzieli w chrześcijanach „okrutnych wrogów życia,
        wielbicieli krzyża, opętanych manią pokuty wrogich światu zabójców, fanatyków;
        ludzi, którzy w trybie pilnym potrzebują wybawienia pod postacią jakiejś
        religii człowieka". Nie Słowo Jezusa stało się centrum chrześcijaństwa, lecz
        teologia krzyża. Ukrzyżowanie stało się tym wydarzeniem, dzięki któremu Jezus
        wzbudza zainteresowanie. Nie tyle to, co powiedział, lecz przede wszystkim to,
        co Mu uczyniono, jest dla chrześcijan ważne. Bogowie zawsze byli zawistni. To
        pogańskie, czyli ogó
        • dr.wal2 Re: a gdzie prawda ? 2/2 23.04.06, 13:22
          To pogańskie, czyli ogólnoludzkie wyobrażenie o zawiści bogów znajduje swój
          dalszy ciąg właśnie w chrześcijaństwie. Tak jak i poprzednio, tak i teraz
          powinno się Bogu ofiarować to, co najcenniejsze. W odniesieniu do ofiarowywania
          własnych dzieci następuje jednak interesująca modyfikacja: to, co się dotąd
          najczęściej przypisywało wrogom, zostaje teraz przez chrześcijan przeniesione
          na Boga. Przedchrześcijańska propaganda okrucieństwa przeobraża się w
          chrześcijańską radosną nowinę: Bóg ofiarowuje swojego własnego, pierworodnego
          Syna. To, co radosne i nowe w tym wydarzeniu, ma się według chrześcijańskiego
          ujęcia sprowadzać do tego, że Bóg nie ofiarował Syna dla własnych korzyści,
          lecz za nas; nie chce przez to osiągnąć czegoś dla siebie, lecz dla ludzkości.
          Najwyższą ofiarę, jaką człowiek złożył Bogu, Bóg składa teraz człowiekowi, co w
          języku chrześcijańskim określa się mianem „łaski".
          Europa nie chce takiej „łaski” bożej – Europa nie chce takich duchowych
          fundamentów, nie chce tradycji chrześcijańskiej, a rzymsko-katolickiej w
          szczególności.
          Po dwóch tysiącach lat istnienia chrześcijańska teologia ukrzyżowanie utrwaliła
          i w budowli swej nauki uczyniła skamieliną, która śmierć tę uznała za
          uzasadnioną konieczność i podbudowała nią wszystko, uzasadniając nią także
          śmierć, bez której nie ma zbawienia. Tak, nie jest pewne, czy w ogóle wszystkim
          katolikom z powodu nauki o krzyżu, którą uznają za filar i centrum nauki
          chrześcijańskiej, nie grozi niebezpieczeństwo zatracenia miłosierdzia. Kościół
          miął szansę wyzbyć się nienawiści, którą sam wprowadził – na swoją zgubę,
          niestety! Nie jest pewne, czy czasem chrześcijaństwo, za sprawą swojej
          nieludzkiej teologii krzyża - zamiast ludzi czynić bardziej ludzkimi - nie
          zacznie wspierać tylko tego, co nieludzkie w ludziach.
          Wyszła kolejna PRAWDA - która powinna wielu wyzwolić!
          Jego Świątobliwość papież JP II podczas jednej z środowych audiencji i
          katechezo-homilii zawarł między innymi przesłanie (z Psalmu 49) "....
          przestrzegł wiernych przed pokusą gromadzenia bogactw doczesnych ... bo
          gromadzenie bogactw może okazać się niebezpieczne". Przytoczył też Jego
          Dostojność słowa Jezusa Chrystusa w które chyba sam jak i Jego urzędnicy nie
          wierzą: "Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości bo nawet gdy ktoś opływa
          we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia..."
          O uświęcona hipokryzjo! Ten, największy posiadacz ziemski, ten przywódca tych
          którzy nagromadzili i nagrabili przez wieki (i grabią dalej) najwięcej dóbr
          doczesnych, nawołuje innych żeby nie robili tego na czym On sam zbił fortunę.
          No tak! Jak wszyscy zaczną grabić to komuś (czyli Jemu) w końcu zabraknie.
          Ukazał po raz kolejny swe prawdziwe oblicze ten, rzymsko-katolicki Kościół
          Święty, poza którym - jak twierdzi - nie ma zbawienia, a któremu słusznie
          zarzuca się chroniczną, nieuleczalną i bezdenną hipokryzję. Pod deklarowanym
          obłudnie płaszczem etyki, moralności i oszukańczej misji odkupienia człowieka
          znajduje się gnijąca od podstaw substancja, pełna arogancji, seksualnej
          rozpusty, pychy i żądzy władzy. Amen!
          Dlatego też Europa nie chce już takiego Boga i takiego Kościoła

          Pozdrawiam ewangelicznie

          (…) dopóki katolicy nie poznają historii Kościoła świętego, każda nawet
          największa bzdura i uświęcone kłamstwo, każde nawet najbardziej pokraczne
          hasło, idea, dogmat czy inny pomysł… przejdzie. To jest „wybitne” osiągnięcie
          Szatana, bo brak wiedzy przecież nie boli.
          _________________
          Katolicyzm jest najbardziej niemoralną religią w całej historii ludzkości i nie
          ma takiej niegodziwości, do której nie posunie się gdy mu zabraknie mamony !
Pełna wersja