wartburg4
20.07.06, 12:15
za Rzepą
"W styczniu o działalności Janusza S. poinformowała Jana Dworaka, ówczesnego
prezesa TVP, Rada Etyki Mediów. "W opinii Rady Etyki Mediów nieuczciwość
dziennikarza TAI, pracownika telewizji publicznej, jest szczególnie
szokująca - red. J.S. działa, wykorzystując kredyt zaufania tak instytucji,
którą reprezentuje, jak Kościoła, od lat bowiem uchodzi za dziennikarza
poświęcającego się tematyce katolickiej, bliskiego współpracownika prymasa
Polski, episkopatu" - napisała Rada.
- Sprawa redaktora Janusza S. to nie jest sprawa przestępcy, który znalazł
się w środowisku dziennikarskim. To sprawa wręcz wzorcowa: ludzie zatrudnieni
w Telewizji Polskiej w latach 70. i potem, w stanie wojennym, musieli mieć
poręczenia partyjne lub ze specjalnych służb - tłumaczy Anna T. Pietraszek,
członek Rady Etyki Mediów. - Zatrudniano całe rodziny tego
rodzaju "dziennikarzy". Do dzisiaj czują się specjalnie chronieni,
uprzywilejowani. Sprawa redaktora Janusza S. powinna być wskazówką do działań
lustracyjnych w mediach.
Choć policja wnioskowała o aresztowanie redaktora Janusza S., prokurator
zastosował wobec niego dozór policji, kaucję i zakaz kręcenia materiałów
filmowych w klasztorach."
Ciekawe, że telewizyjna kariera Sobieraja trwała tak długo. To jest co prawda
jakieś boczne, ale za to bardzo interesujące światło na istniejące do dzisiaj
powiązania dawnych służb PRL z mediami publicznymi.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060720/kraj/kraj_a_3.html