Dodaj do ulubionych

Złota wieża na glinianych nogach

IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 10:04
Złota wieża na glinianych nogach
Amerykański peryskop
"Bezklasowe państwo, w którym ambitny i pracowity pucybut wspina się po
szczeblach finansowej kariery, aż w końcu dociera na sam szczyt i zostaje
milionerem, to najpiękniejszy z amerykańskich mitów. Jak jednak na mit
przystało, niewiele ma on dziś wspólnego z rzeczywistością i - tak jak
wszędzie - jest udziałem wyłącznie wielkich szczęściarzy".
ELIZA SARNACKA-MAHONEY 2002-12-30
Patrząc na Amerykę końca ubiegłego i początku nowego stulecia, trudno nie
zgodzić się, że wielki sukces stał się niedostępny nawet dla najbardziej
ambitnych i przedsiębiorczych. Kasta amerykańskich bogaczy tak bardzo
oddaliła się od reszty społeczeństwa, że oprócz szacunkowych danych na temat
jej dochodów, właściwie nie wiadomo o niej prawie niczego. I pewnie nie
będzie wiadomo, bo z roku na rok złoty czubek piramidy niknie w coraz
gęściejszych chmurach.
kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1107302

Obserwuj wątek
    • Gość: czyzunia Re: Złota wieża na glinianych nogach IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.02.03, 10:10
      i to jest tendencja która zachacza również o naszą kochaną rz-plitą.
      • Gość: Kagan Re: Złota wieża na glinianych nogach IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 10:23
        Gość portalu: czyzunia napisał(a):
        i to jest tendencja która zachacza również o naszą kochaną rz-plitą.
        K: Nic dziwnego... :(

        • Gość: Kagan Jak bogaci są bogaci? IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 12:47
          Jak donosi miesięcznik Forbes, najbogatsza warstwa Amerykanów skupia w swoich
          rękach obecnie około 40 procent ogólnego majątku kontrolowanego przez osoby
          prywatne lub - inaczej - od 12 do 20 procent rocznych zarobków całego
          społeczeństwa. Pensja przeciętnego krezusa jest średnio 11 razy większa od
          poborów pracownika znajdującego się w dolnych 20 procentach najsłabiej
          zarabiających. Dla porównania: w Japonii najbogatsi zarabiają cztery razy
          więcej, we Francji siedem razy więcej, a w Wielkiej Brytanii dziewięć razy
          więcej. Od 1982 roku, a więc od momentu, kiedy Forbes po raz pierwszy
          opublikował listę najbogatszych Amerykanów, największa fortuna urosła z 2 do 83
          miliardów, a jednocześnie statystyczny bogacz powiększył swój majątek z 230
          milionów do 2,6 miliarda dolarów. Tak wielkiego skoku w tak krótkim czasie nie
          było dotąd w historii ani Ameryki, ani reszty świata.

          Kevin Phillips, autor książki Wealth and Democracy: The Political History of
          the American Rich ("Wielkie fortuny i demokracja: polityczna historia
          amerykańskich bogaczy"), uważa, że do nagłego wzrostu bogactwa przyczyniły się:
          postęp technologiczny, zwiększenie znaczenia "ekonomii finansów" względem
          "ekonomii rzeczywistej" oraz rola, jaką zaczęły w tej nowej ekonomii odgrywać
          korporacje.

          W 1970 roku przeciętny dzienny obrót na nowojorskiej giełdzie wynosił około 12
          milionów akcji dziennie. W roku 2000 liczba ta podskoczyła do miliarda
          dziennie. To prawda, że od czasu gdy gra na giełdzie stała się całkiem prostą
          operacją, dostępną dla każdego posiadacza komputera podłączonego do Internetu,
          z tej formy inwestowania skorzystało aż 60 procent Amerykanów. W tłustych
          latach dziewięćdziesiątych dla wielu rzeczywiście był to sposób na dorobienie
          do pensji. Ile jednak wobec tego musieli zarobić najbogatsi (wspomniany już
          górny 1 procent finansowego patrycjatu), którzy skumulowali w swoich rękach
          prawie 50 procent wartości wszystkich akcji znajdujących się w obiegu? Przecież
          z racji tego, że stać ich na jednorazowe inwestowanie bajońskich sum, mają do
          swojej dyspozycji całkiem inne instytucje finansowe niż zwykły śmiertelnik.
          Szczególnie popularne są fundusze powiernicze, gdzie minimalny wkład nie może
          być mniejszy niż kilka milionów dolarów, a oprocentowanie jest kilkanaście razy
          większe niż w zwykłych bankach. Staid Bessemer, prezes instytucji Bessemer
          Trust obsługującej najbogatszych klientów, twierdzi, że uczestnicy tego
          funduszu pomnażają swoje wkłady średnio o 37 procent rocznie.

        • Gość: Kagan Bogaci sie bogaca, biedni biednieja IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 12:48
          To, co wyniosło korporacje na szczyt bogactwa, to rezygnacja ze społecznych
          sentymentów na rzecz zysku. Potem zadziałały już dokładnie te same mechanizmy,
          które sprawdziły się w wypadku fortun prywatnych: technologia i giełda. Firmy
          zaczęły się dorabiać na wypuszczaniu szacunkowych danych o swoich przychodach,
          co windowało ich wartość rynkową, a tym samym umożliwiało dokonywanie
          opłacalnych inwestycji. Dodatkowo wiele korporacji obniżyło koszty produkcji
          przez budowanie fabryk w tańszych rejonach świata. W roku 1950 tylko 3 procent
          amerykańskich korporacji produkowało za granicą. W roku 1999 liczba ta była już
          ośmiokrotnie większa. Wreszcie do wykreowania korporacyjnych fortun przyczyniła
          się polityka przeznaczania coraz mniejszych części przychodów na wypłaty dla
          pracowników przy jednoczesnym podnoszeniu zarobków zarządów. W 1988 roku pobory
          prezesów amerykańskich korporacji były średnio 93 razy większe niż pensje ich
          podwładnych. Dwanaście lat później - już 419 razy większe.

        • Gość: Kagan Milion to za mało, by być milionerem IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 12:50
          Kilka lat temu na rynku znalazła się książka The Millionaire Next Door (w
          Polsce pod tytułem Sekrety amerykańskich milionerów) Thomasa Stanley'a i
          Williama Danko. Przez jakiś czas była nawet bestsellerem, bo pozwoliła
          czytelnikom uwierzyć, że wielkie fortuny biorą się z wielkich pomysłów,
          pracowitości i oszczędności. Jeszcze popularniejsza stała się ona poza
          granicami USA. Bo jeżeli tak wygląda bogactwo w Ameryce i takie są zachowania
          oraz wartości amerykańskich bogaczy, to nie jest źle. Możni z uboższych stron
          świata mogą w takim razie z nimi konkurować.

          Według Kevina Phillipsa i sporej grupy krytyków oraz dziennikarzy zawodowo
          zajmujących się zbieraniem informacji o bogactwie w Ameryce, książka ta mydli
          ludziom oczy. Pokazany w niej styl życia - gusta, upodobania materialne - a
          także sposób podejmowania decyzji finansowych "milionerów z sąsiedztwa" nie
          wychodzą poza ramy zachowań klasy średniej. Tymczasem wskutek inflacji i
          rosnących kosztów życia żeby zostać milionerem w tradycyjnym tego słowa
          znaczeniu nie wystarczy dziś mieć kilka milionów dolarów. Po drugie zaś, przez
          bijące optymizmem karty książki ani razu nie przewinęła się informacja, że w
          rzeczywistości amerykańskie społeczeństwo ubożeje.

          We wrześniu 2002 roku opublikowano doroczny raport o dochodach Amerykanów.
          Okazało się, że tylko w ubiegłym roku liczba osób żyjących w ubóstwie, to jest
          o dochodzie mniejszym niż 1500 dolarów brutto miesięcznie na rodzinę,
          zwiększyła się o 1,3 miliona. Realne dochody amerykańskich rodzin spadły we
          wszystkich przedziałach oprócz tego najwyższego, obejmującego wyższą klasę
          średnią oraz finansowy szczyt. Co dziesiąta rodzina klasyfikuje się jako
          "skrajnie uboga".

          Rzeczywisty poziom majątkowy przeciętnego amerykańskiego gospodarstwa domowego
          jest dzisiaj niższy niż był w roku 1977. W latach 1990-2000 dochód rodzin w
          dwóch najbardziej zaludnionych i nowoczesnych rejonach Ameryki, to jest w Nowym
          Jorku i Kalifornii, spadł o prawie 10 procent i nadal spada. O tym, że nawet w
          klasie średniej trwa walka o przetrwanie, najlepiej świadczy fakt, iż liczba
          pracowników w dobrze prosperujących firmach, którzy wykupują dzisiaj pełne
          ubezpieczenie zdrowotne dla siebie i swoich rodzin, w tym samym okresie
          zmniejszyła się z 45 procent do 25.

          Dokładniejsza statystyka biedy w USA jest prowadzona od roku 1991, kiedy to
          Edward Hyman z International Strategy and Investment Group ustalił tak zwany
          Nowy Wskaźnik Ubóstwa (New Misery Index - NMI). Uzyskuje się go po zsumowaniu
          wydatków na spłacanie kredytów, opiekę medyczną, nad dziećmi, składek
          emerytalnych, strat na giełdzie oraz innych koniecznych opłat, na przykład za
          kształcenie dzieci i dojazdy do pracy. Okazuje się, że suma ta jest dzisiaj
          kilkakrotnie wyższa niż na przykład w połowie ubiegłego wieku.
        • Gość: Kagan Zadłużeni i bankruci IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 12:52
          Myląca dla nie-Amerykanów jest także materialna zamożność przeciętnych
          mieszkańców USA. To, że mają oni więcej niż reszta świata i mieszkają w
          większych domach, bynajmniej nie odzwierciedla ich rzeczywistej sytuacji
          finansowej. Jeżeli już, to raczej fakt, że amerykańskie banki oferują bardzo
          atrakcyjnie oprocentowane kredyty i że skutecznie działa reklama. Prawdę o
          finansowej kondycji społeczeństwa mówią za to statystyki bankructwa, które
          stało się w ostatnich latach wręcz "modnym" sposobem wychodzenia z finansowej
          zapaści. Między 1990 a 2000 rokiem liczba bankrutów w USA potroiła się,
          osiągając rekordowe 1,4 miliona w 1998 roku. Co jednak ciekawe, eksperci
          poinformowali, że tylko niewielki ich odsetek to ludzie, którzy mają
          nieodpowiedzialny stosunek do pożyczek i kredytów. Przytłaczająca większość
          popada w finansowe kłopoty wskutek utraty pracy, kosztów opieki medycznej oraz
          rozwodu. - Ludzie bankrutują, bo stają się ofiarami okoliczności, a nie mają
          żadnych oszczędności - twierdzi współautorka badań, profesor Elizabeth Warren z
          wydziału prawa na Uniwersytecie Harvarda. Inne badania wykazały, że bez żadnych
          finansowych zabezpieczeń, z dnia na dzień, żyje dzisiaj 30 procent Amerykanów,
          podczas gdy kolejne 30 procent ma odłożone nie więcej niż 3 tysiące dolarów.
          Wydłużenie godzin pracy czy zwiększenie wydajności w celu uzyskania wyższej
          pensji nie wchodzi w rachubę. Amerykanie przodują dzisiaj i w jednym, i w
          drugim.

          Już 14 lat temu, gdy różnice dochodów zaczęły się gwałtownie pogłębiać, znany
          ekonomista Lawrence Summers ostrzegł, że nowe metody pomnażania fortun bogaczy
          i nowe przyczyny ubożenia biednych "wepchnęły USA na drogę społecznej depresji"
          i że "standard życia przeciętnego obywatela dramatycznie się obniży". Kevin
          Phillips posuwa się w swoich prognozach jeszcze dalej. Obecny stan
          amerykańskiego społeczeństwa porównuje do sytuacji innych supermocarstw w
          przeddzień ich upadku: Holandii z połowy XVIII wieku i Wielkiej Brytanii z
          początków ubiegłego stulecia. Jakkolwiek by na to patrzeć, twierdzi Phillips,
          dystrybucja majątku i sposób jego gromadzenia ma wpływ na kondycję
          społeczeństwa. Wieża o najbardziej złotym czubku nie utrzyma się na glinianych
          nogach. Czy czeka nas powtórka z historii?
          kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1107302&KAT=244
          • Gość: czyzunia Re: Zadłużeni i bankruci IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.02.03, 13:24
            i może dojść do tegho że i tam aurora pierdolnie.
            a idący nieuchronnie konflikt północ- południe. oj ,kurwa, zagotuyje się na
            świecie.ale jak zwykle po garbalu dostaną najbiedniejsi.pa
            • Gość: Kagan Re: Zadłużeni i bankruci IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 13:27
              Gość portalu: czyzunia napisał(a):
              > i może dojść do tegho że i tam aurora pierdolnie.
              > a idący nieuchronnie konflikt północ- południe. oj ,kurwa, zagotuyje się na
              > świecie.ale jak zwykle po garbalu dostaną najbiedniejsi.pa
              K: Pozyjemy, zobaczymy...
              • monash Re: Zadłużeni i bankruci 09.02.03, 13:34
                Witaj Lechu! jak masz czas wejdz na "swiat" i przeczytaj watek "okazja stulecia"
                (zreszta moze znasz ten "projekt politycznych geniuszy"). Ja tego nie znalem,
                ale wydaje mi sie to wszystko znajome.
                N.b. na koncu, p.90, wsrod sygnatariuszy znajdziesz 3-ch swoich kuzynow (zartem
                oczywiscie).
                • Gość: Kagan Re: Zadłużeni i bankruci IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 13:47
                  monash napisał:
                  Witaj Lechu! jak masz czas wejdz na "swiat" i przeczytaj watek "okazja
                  stulecia" (zreszta moze znasz ten "projekt politycznych geniuszy"). Ja tego
                  nie znalem, ale wydaje mi sie to wszystko znajome.
                  N.b. na koncu, p.90, wsrod sygnatariuszy znajdziesz 3-ch swoich kuzynow (zartem
                  oczywiscie).
                  K:
                  www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=50&w=4559420www.newamericancentury.org/publicationsreports.htm
                  Domyslalem sie, choc nie znalem szczegolow.
                  Obecne USA przypomina Rzym czy tez moze raczej Bizancjum w okresie,
                  gdy jeszcze bylo silne, ale juz byly widoczne znaki nadchodzacego kryzysu.
                  Podobnie jak W. Brytania w latach 1940tych: jeszcze miala pancerniki
                  i loniskowce, krol brytyjski byl cesarzem Indii itp. ale
                  imperium pekalo w szwach. Podobnie USA: maja niby wielka armie, flote i
                  lotnictwo, ale coraz bardziej przestarzale. Brak im nawet na wymiane
                  niewielkiej floty "space shuttles", wciaz inwestuja w przestarzale
                  (lata 1970te) F-16 itp. itd. Sa w stanie wygrac wojne z Irakiem, moze tez z
                  Iranem, ale boja sie ruszyc Koree Pln, bo to za blisko Chin...
                  Pozdr.
                  Kagan
                  PS: Keller to dosc popularne nazwisko w USA... Jak dodamy tez
                  McKellar'ow, to jest nas w tej "hameryce" dosc sporo...
                  • Gość: Kagan Re: Zadłużeni i bankruci (ERRATA) IP: *.vic.bigpond.net.au 09.02.03, 13:59
                    K: UFF! Miales na mysli tylko tych 3 "Kaganow".
                    A ja sie balem, ze jakis Keller sie zeswinil... ;)
                  • monash Re: Zadłużeni i bankruci 09.02.03, 14:02
                    Z kuzynami byl to zart, wiec jest trzech Kaganow. A na 27 jest 18 koszernych.
                    Jeszcze jestem w trakcie czytania , bo to dlugie cholernie, ale im dalej tym
                    ciekawiej.
                    • Gość: Kagan Re: Zadłużeni i bankruci IP: *.vic.bigpond.net.au 10.02.03, 00:51
                      monash napisał:
                      Z kuzynami byl to zart, wiec jest trzech Kaganow.
                      K: Ale, i dobrze ze tak, ZERO Kellerow!

                      A na 27 jest 18 koszernych.
                      K: jak nie wiecej...

                      Jeszcze jestem w trakcie czytania , bo to dlugie cholernie, ale im dalej tym
                      ciekawiej.
                      K: Wydrukuje sobie na uniwerku i postudiuje w domu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka