kathy83
14.08.06, 15:55
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060814/kultura/kultura_a_7.html
W prozie noblisty ważne miejsce zajmują polskie wątki. Zapada w pamięć
wyjątkowej urody scena, gdy Oskar uderzeniem w bębenek sprowadził szarżę
kawalerii (przychodzi ona z odsieczą Wiktorowi Weluhnowi, posuniętemu w latach
listonoszowi, weteranowi obrony Poczty Polskiej w Gdańsku, na którym - już po
wojnie - naziści chcą wykonać wyrok): "(...) cały szwadron płynął pod
księżycem, może nadciągając z księżyca, zwracając się w lewo, płynął w stronę
naszego ogródka, wydawało się, że nie jest z ciała i krwi, mimo to płynął,
pomykał, nierzeczywisty, niby zabawka, przypominając trochę owe supłowe
stwory, jakie pielęgniarz pana Matzeratha wyplata ze sznurków: polska
kawaleria z supłów, w ciszy, a jednak dudniąc, bez ciała i krwi, a mimo to
polska i niepowstrzymana, gnała ku nam, aż rzuciliśmy się na ziemię,
przetrzymaliśmy księżyc i polski szwadron, tamci przecwałowali przez ogródek
mojej matki, przez wszystkie inne starannie wypielęgnowane ogródki, ale
żadnego nie startowali, zabrali tylko biednego Wiktora i obu katów, zniknęli
potem w otwartej przestrzeni pod księżycem - zginęli, jeszcze nie zginęli,
pocwałowali na wschód, do Polski, za księżyc".