rekontra
05.09.06, 11:16
Właśnie przeczytałem, że największe kariery w telewizji zrobiły dwie córki
pułkowników SB. Czy pułkownik to szycha? Perwnie nie, każdy zna wielu
pułkowników. Ale pułkownik SB to bez wątpienia wielka szycha. Bez wątpienia
tak, skoro na spore województwo przypadały dwie - maksimum trzy takie szychy.
Otóż czy ta wiedza o "profesji" ojca dziennikarki winna być powszechną ?
Czy to była profesja, czy raczej misja. Czy wiedza powinna być skrywaną ?
Czysto hipotetycznie, wyobraźmy sobie program telewizyjny z udziałem
pułkownika SB (dajmy na to znanego kolkcjonera archiwaliów Iksinsiego)
i rozmowę z nim prowadzi taka pułkownikowa córka.
Siedzi przed nią człowiek, którego dziennikarka zna doskonale, bywał w domu,
dowciopny, elokwentny, świetny kompan, mówiła do niego wujku, gdy sadzał ją
na kolanach. I nie poznaje tego wujka. Z truden się wysławiający, jąkający
się, zastraszony, rozbiegane oczy, widoczne kropelki potu na czole spod
grubej warstwy pudru. Człowiek w matni. Zaszczuty.
A przecież pamięta go innym. Z córką pułkownika była na koloniach w Dębkach,
nosiła takie same półbuciki z miękkiej skóry cielęcej w jaskrawym kolorze
czerwonym jak córka gościa, gdyż do sklepu za żółtymi firankami dostarczono
tylko trzy takie pary bucików. Do szkoły odwoził je ten sam kierowca
ministerialny, czasami czekał pod szkołą któryś z ojców. Wspólnie służyli
socjalistycznej ojczyźnie. Tylko jeden z nich miał pecha, akurat tę teczkę
otworzono, a nie inną. Do tej szfy zajrzano, nie do innej. Ale dziewnikarka
wie, że to mógłby jej ojciec siedzieć naprzeciw.
I się zastanawiam, dlaczego nie stanie w obronie tego dręczonego przez media
pułkownika, dlaczego nie da świadectwa. Przcież mogłaby opowiedzieć, że był
wspaniałym ojcem przyjaciółki szkolnej, kochał psy, hodował róże, i był
przyjacielem rodziny, na którego zawsze mogła liczyć. Nie zdarzyło się, żeby
przyszedł z pustymi rękami, a czekolada nigdy nie była czekoladopodobną.
Czy córa jest wyrodną, skoro nie przyznaje się do ojca pułkownika SB?
Może zdaje sobie sprawę z tego, że niewyrobieni widzowie w moherowych
beretach, mogliby nie zrozumieć skomplikowania całje sytuacji, mogliby
pomyśleć tak, jak nie powini pomyśleć. Mogliby pomyśleć nie daj boże, że nie
jest niezależną dzienikarką. A przecież ojciec pewnie siedzi przed
telewizorem, i widzi siebie, i słucha siebie, i córka rozmawia z ojcem.
Jest wyrodną taka córa, że nie przyznaje się do ojca, czy też jest niewyrodną?
Dowiedziałem się też z tego artykułu - że w TV nie byli potrzebni agenci -
było tam bardzo niewielu ludzi, którzy nie byli oficerami lub najbliższymi
krewnymi oficerów. Bez wątpienia media podchwyycą temat i jutro więcej się
dowiemy, gdyż jest to poważne oskarżenie.
Czy córa jest wyrodną ?
A swoją drogą, kto miał większe możliwości by zrobić karierę w tv, wnuk
akowca, czy córka pułkownika. Zna ktoś wnuków akowców? Wyrodnych synów?