reakcjonista1
26.09.06, 23:30
REWOLUCJA PODPAŁACOWA
Doczekaliśmy się. Demokracja parlamentarna nam się znudziła, będziemy mieli
rewolucję. Podpałacową, bo pod Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w
Warszawie.
Rewolucja francuska była trójkolorowa, październikowa czerwona, ukraińska
pomarańczowa, węgierska jest biała, nasza będzie błękitna. Portugalska była
kiedyś rewolucją goździków, gruzińska róż, nasza będzie pewnie -do koloru -
rewolucją niezabudek. Oczy miał jak niezabudki, to są skutki zimnej wódki.
Na 7 października PO zwołuje wielką manifestację przeciwko krwawemu reżimowi
okrutnych Kaczorów, które właśnie dokonały mordu politycznego na umiarkowanym
polityku liberalnym Andrzeju Lepperze, nadziei polskiej demokracji. PO zwołuje
wielki protest, a odbędzie się taki, jaki się odbędzie.
Organizatorom marzy się pewnie protest permanentny, aż do skutku, to znaczy do
nowych wyborów, w których zwycięży Platforma, bo jeśli nie wygrają Tusk z
Rokitą, to oczywiście protest będzie trwał nadal. To jest nasze polskie
rozumienie demokracji parlamentarnej, każdy wybiera, jak chce, ale gdy
wybierze nie tego, kogo trzeba, to rewolucja. Z takim ładnym sposobem myślenia
o zasadach demokracji raz się już zetknąłem, podczas procesu ostatniego
premiera NRD, Hansa Modrowa, oskarżonego o sfałszowanie wyników wyborów.
Powołany przez podsądnego ekspert, profesor prawa konstytucyjnego Sorgenicht
ze wschodnioberlińskiego Uniwersytetu Humboldta wyjaśniał wtedy sądowi, że
uczciwe i słuszne są tylko takie wybory, w których wygrywa lewica. A jak nie
wygrywa dostatecznie wysoko, trzeba jej pomóc. Było to komunistyczne myślenie
o demokracji. Postkomunistyczne polega na tym, że właściwe wyniki wyborów są
wtedy, kiedy wygrywają nasi. Nie muszą być z lewicy, mogą być z prawicy, albo
nawet z ulicy, byle naszej. A jak nie, to rewolucja w kolorze i stereo.
Miasteczko namiotowe pod Pałacem Kultury, bigos i permanentny protest przeciw
nieodpowiednim rezultatom wyborczym.
Eksperci od demokracji, sieroty po profesorze Sorgenicht, tłumaczyli nam w
telewizji, że uliczne manifestacje są jądrem demokracji. Z pewnością, ale
zależy przeciwko czemu są zorganizowane. Jeśli przeciw rezultatom
demokratycznych wyborów, trochę to dziwne. Wyobraźmy sobie, co mówiliby
eksperci, gdyby Tusk został prezydentem, Rokita premierem z Krakowa, a
Kaczyńscy montowali przeciw nim rewolucję uliczną. Myślę, że nic dobrego.
Maciej Rybiński FAKT 26.09.2006 rok