warsawyak
28.09.06, 06:29
Oto do czego prowadzi grzech zaniechania. Mamy niestety za swoje –
doprowadziliśmy do jego powstania na własne życzenie.
Zacznę od tego, że winna jest (i) Platforma. Ona to bowiem nie stłukła fiolek
z dżumą, która rozlała się na nasz kraj. A mogła to uczynić, reagując z całą
mocą na atak, który przypuścił na nią PiS. To było pierwsze kłamstwo –
„przyjaciele” Platformy, jej niedoszli koalicjanci zaatakowali bezpardonowo
naturalnego, zdawałoby się, sojusznika i skumali się na dodatek z Lepperem
(tej „wycieraczki SLD”, którego partię, wedle nich samych, „stworzyły służby
specjalne”), byle tylko osiągnąć sukces wyborczy. Oczywiście wiemy już
(niektórzy byli tego świadomi od początku), że WSZYSTKIE ich hasła wyborcze
BYŁY JAWNYMI KŁAMSTWAMI.
Nie da się jednak ukryć, że na zaszczepienie tej zarazy w osłabionym inną,
zgotowaną przez poprzednio rządzących, ciężką chorobą organizmie państwowym
wydało zgodę społeczeństwo, oddając na PiS najwięcej głosów w wyborach.
Choroba zaczęła szybko się w nim panoszyć. Zachowywała się bardzo agresywnie,
jak nader złośliwy nowotwór. Rozpoczęły się przerzuty na poszczególne organy i
członki. Najważniejszym, dla stworzenia zorganizowanego systemu kłamstwa, było
objęcie w posiadanie mediów publicznych, które otrzymali jako łupy wierni
pretorianie.
Na tym etapie można było jeszcze zdusić zarazę w zarodku. Tymczasem my
wdawaliśmy się jak gdyby nic w jałowe debaty z gloryfikatorami nowej władzy.
Opozycja protestowała, jednak nie dość kategorycznie. Zresztą Platformie,
która podnosiła największy sprzeciw wobec tego, co się wyprawia, przypięto
łatkę partii, która nie może otrząsnąć się po przegranej. Słabe (stosunkowo i
wobec zaistniałych okoliczności) protesty nazywano antypisowską histerią.
Zabrakło po prostu przeciwciał. Dziennikarze nie potrafili nazwać rzeczy
(kłamstwa, obłudy, hipokryzji, kabotyństwa, faryzejstwa) po imieniu. Jedynym
odważnym był Tomasz Lis, który pierwszy odsłonił kulisy dwulicowości nowej
władzy, naszych nowych ciemiężycieli (słynne już „ciemny lud to kupi” Kurskiego).
Choroba, kiedy już się umościła, zagnieździła się na dobre w organizmie
państwowym, poczęła, jak to każdy pasożyt, budować wokół siebie ochronną membranę.
Myślę, że gdyby nie przełom ostatnich dni, mielibyśmy do czynienia z
„odzyskaniem” Trybunału Konstytucyjnego, które przesądziłoby nasz los. Polska
stałaby się państwem (quasi-)totalitarnym. Nie wiem, jak potoczyłyby się
dalsze jej losy, trudno prorokować.
Frankistowska Hiszpania nie mogła przystąpić do EWG, jednak wcale nie jest
powiedziane, że kaczystowska Polska zmuszona zostałaby do opuszczenie UE.
Jak każdy system totalitarny (lub psuedo), kaczyzm opiera się na kłamstwie.
Dla mnie jasnym było, że pisowcy łżą jak z nut przez cały okrągły rok. Jednak
ogół społeczeństwa zdawał się tego nie dostrzegać, znaczna zaś część
dziennikarzy (4. władza, do cholery!) szła ręka w rękę z reżimem.
Przecież o krok tylko było do zastraszenia niezależnych mediów prywatnych
(perspektywa nieprzyznania koncesji na nadawanie). TVN zdawał się już kłaść
uszy po sobie, chodziły słuchy, że właściciel telewizji Polsat chce odprawić
tak nienawistnego władzy (tj. trawiącemu państwo nowotworowi) redaktora Lisa.
Nie dziwota więc, że kiedy w spektakularny sposób redaktorzy Morozowski i
Sekielski, wespół z posłanką Beger, odsłonili prawdziwą twarz Zorganizowanego
Systemu Kłamstwa, ten broni się rękami i nogami. Władza idzie w zaparte. Nie
przyzna się do błędów, gdyż w konsekwencji jak kostki domina przewróciłby się
cały misternie konstruowany układ. Mamy tu przecież do czynienia z
piramidalnym kłamstwem. Przez rok nagromadziły się wielkie jego pokłady. Gdyby
tak niezależne organy śledcze zaczęły mu się przyglądać, byłby to koniec:
mroczna prawda o Zorganizowanym Systemie Kłamstwa wyszłaby na jaw.
Dlatego myślę, że czeka nas nieuchronna powtórka z Węgier. Kaczyści są gorsi
nawet od władców PRL-u – oni nie oddadzą władzy w sposób pokojowy.