witek.bis
17.10.06, 15:49
Co robi premier, który zapragnie powołać do rządu jakiegoś Filipka? Byle jaki
premier po prostu mianuje takiego Filipka sekretarzem stanu i jest z siebie
niezmiernie zadowolony. A co w takiej sytuacji robi wyrafinowany polityk,
urodzony strateg i geniusz politycznej intrygi? Taki gość z hukiem wywala z
rządu swojego głównego koalicjanta, zmusza go do podjęcia działań
kompromitujących partię rządzącą, na wszystkie świętości przysięga, że nigdy
już z nim gadać nie będzie, sprawia wrażenie osobnika całkowicie osłabionego i
zapędzonego do narożnika, i wtedy, brawurowo łamiąc dopiero co dane słowo,
błaga byłego koalicjanta o powrót do koalicji, ale koniecznie z Filipkiem, bo
bez Filipka to żadna zabawa. Nie każdy byłby w stanie coś takiego
wykombinować, oj nie każdy.