wartburg4
05.11.06, 17:48
Obejrzałem około dwóch tuzinów filmów z rewelacyjnym Boratem (do znalezienia
pod video.google.com/videosearch?q=borat) i nie mogę opędzić się od
wrażenia, że kogoś mi ten podróżujący po USA dziennikarz z Kazachstanu
przypomina.
W scenach, w których dowiadujemy się, że w dawnej republice sowieckiej żaden
polityk nie pokaże się w towarzystwie kobiety, chyba że będzie płatną dziwką,
albo że jego siostra jest na czwartym miejscu wśród najlepiej opłacanych
prostytutek w Kazachstanie, pobrzmiewa znajoma nuta...
Czyż nie z taką wesołością w głosie Andrju Lepper dawał wyraz przed kamerami
swojemu zdziwieniu, źe można zgwałcić prostytutkę? I czy zgodny rechot jego
kolesiów nie był tym, co Borat z takim uporem stara się wydobyć od swoich
amerykańskich rozmówców? Taki sam rechot towarzyszy nagranym rozmowom Beger z
Mojzesowiczem.
Sacha Baron Cohen jest geniuszem. Trafił w stereotyp cwanego prostaczka z
dawnych demoludów, który z łatwością dopasował się do nowej rzeczywistści po
upadku komunizmu. Fikcyjna postać Borata pasuje jak ulał do Leppera. Co nie
oznacza, że wzięła się tylko z niego. Nie tylko. Wzięła się z ducha czasu,
z ludzi pokroju Filipka, Łyżwińskiego, Misztala i Gosiewskiego, od których w
epoce transformacji zaroiło się we wszystkich pozostałościach dawnego bloku.
W Polsce, na Białorusi, Słowacji i w Kazachstanie.
Ale że Leppera poznałem najlepiej, za każdym razem kiedy pękam ze śmiechu
oglądając błazeństwa Borata Sagdijewa, widzę także jego.