s.berkowicz
06.12.06, 18:37
Jarucka Bis, czyli romans z życia niższych sfer uczynionych demokratycznie
przez polactwo wyższymi
Na moje oko historia jest prosta jak drut i banalna: facet, jak wielu innych,
posuwał sektretarkę i faworyzował ją za to. I jak to w takich wypadkach
uważał, że wszystko jest w porządku, bo się przecież umówili. Dziecka
oczywiście w tej umowie nie było. I ona też do pewnego momentu była z tego
układu zadowolona. Ale z jakiegoś powodu uznała, że jak zajdzie i urodzi, to
więcej z faceta wyciśnie. I nawet się udało, ale po paru latach on uznał, że i
tak dostała więcej niż się należało, i kazał jej spadać. To ona postanowiła go
dociśnąć, opowiadając o sprawie dziennikarzom. Najpierw tylko troszkę, widać w
nadziei, że "były" zadzwoni: "na litośc boską, dobrze, załatwię ci robotę na
placówce w Nowym Jorku, tylko milcz". I wtedy by zamilkła, i by się rozeszło
po kościach. Ale ten nadal ją olewał, więc poszłą do radia, do telewizji,
dodała do tego oskarżenie o alimenty...
Przepraszam, że takim językiem, ale jak o tego typu ludziach i zdarzeniach pisać?
Jak nazwać postępowanie tej pani? Prosto - kurestwem. A postępowanie posła
Łyżwińskiego? Tak samo - kurestwem. Czy takie kurestwo jest w "Samoobronie"
powszechne? Pewnie tak. Jak można mieć za bzykanko łatwiejsze życie, to lepiej
tyrać pod posłem, niż na mopie. Jak można za te same pieniądze mieć
pracownicę, która daje, to lepiej mieć, niż zatrudnić taką, która nie daje. No
proste.
link > > rafalziemkiewicz.salon24.pl/2078,index.html