homosovieticus
12.01.07, 16:30
Nasza informacja na temat współpracy dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza
Rydzyka ze Służbą Bezpieczeństwa PRL wywołała istną burzę. Duchownego bronią
radiosłuchacze, episkopat i „Gazeta Wyborcza”. Sam zainteresowany milczy na
temat swojej przeszłości.
Przypomnijmy całą sprawę: pewien czas temu dotarliśmy do dokumentów
świadczących o tym, iż redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk był przed 1989 rokiem
tajnym i świadomym współpracownikiem SB. Rychło nasze rewelacje potwierdzili
historycy związani z Instytutem Pamięci Narodowej.
„Nie ma wątpliwości, iż duchowny w latach 1967-1968 współpracował ze
służbami. Deklaracja z 1968 roku jest podpisana jego własnym pismem, a dane w
niej zawarte pokrywają się z tymi dyrektora Radia Maryja” – powiedział prof.
Andrzej Paczkowski.
Tadeusz Rydzyk sam zgłosił się do współpracy, gdy studiował w Wyższym
Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie. 25 grudnia 1967 roku odszukał
oficera SB o nazwisku Honorny i przekazał informację o tym, iż „na wieczerzę
wigilijną podany nam został karp po żydowsku. To prowokacja, tym bardziej w
obecnej sytuacji politycznej.”
Jak wynika z notki oficera, nie brał początkowo młodego kleryka poważnie,
jednak po pewnym czasie zmienił zdanie. „Z naszych informacji wynika, iż R.
jest osobą towarzyską, lubianą, można nawet powiedzieć, że emanuje charyzmą.
Dzięki temu możemy liczyć na otrzymanie wielu istotnych informacji.” – pisał
w raporcie do przełożonych. 28 grudnia T. Rydzyk podpisał deklarację
współpracy – otrzymał pseudonim „Borowik”.
SB nie miała jednak wielkiego pożytku z TW „Borowika”.
„Notorycznie dostarcza nam informacje całkowicie zbędne w pracy operacyjnej.
Co nam z tego, że wiemy, że brat A lub brat B słucha Radia Wolna Europa?
Dodatkowo notatki „Borowika” mają często charakter manifestów ideowych – nie
potrzebujemy TW, by wiedzieć, że RWE jest na usługach imperialistów, a także
że gospodarka socjalistyczna jest lepsza od kapitalizmu. W związku z
powyższym wnioskuję o przerwanie współpracy, grzeczne
podziękowanie „Borowikowi” za dalsze donosy, oraz utwierdzenie go w
rewolucyjnym zapale głoszenia poglądów”.
Ostatnia notatka sygnowana przez T. Rydzyka nosi datę 5 czerwca 1968.
W Toruniu zawrzało.
„Prosimy wszystkich radiosłuchaczy o modlitwę w intencji naszego dyrektora. W
tej chwili odbywa się wielki medialny atak na wspaniałego człowieka, który ma
na celu zniszczenia go i jego dzieła. Potrzebuje teraz naszego wsparcia i
pomocy”
– brzmi komunikat transmitowany na co 15 minut na antenach Radia Maryja i TV
Trwam. Słuchacze wypowiadający się na antenie prześcigali się w doniesieniach
o niemoralnej postawie życiowej Stefana Sękowskiego, autora naszego materiału
(królują zarzuty o homoseksualizm i narkomanię, a także o liberalizm). Do tej
pory policja odnotowała 17 napadów na dziennikarzy różnych redakcji.
Błyskawicznie zareagowali przedstawiciele Episkopatu Polski. Abp Tadeusz
Gocłowski otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach. Wśród biskupów poważnie
kształtuje się pomysł zaproponowania kandydatury o. Rydzyka na następce abpa
Stanisława Wielgusa na stanowisku metropolity warszawskiego. „Tygodnik
Powszechny” pierwszy raz w historii pokusił się o dodanie do egzemplarza
gazety gadżetu – jest nią koszulka z podobizną dyrektora Radia Maryja i
podpisem „Nie ma sprawiedliwości bez miłości”. W „Rozmowach niedokończonych”
abp Józef Życiński wyroził „głębokie ubolewanie zaistniałą sytuacją”, oraz
zapewnił „solidarność ze wszystkimi ofiarami polskiej rewolucji kulturalnej”.
Nieoczekiwane wsparcie toruński duchowny otrzymał od „Gazety Wyborczej”.
Nazajutrz po naszej publikacji na pierwszej stronie dziennika pojawił się
artykuł autorstwa Adama Michnika pt. „Podłość i niegodziwość”.
„Istnieje wiele różnic pomiędzy mną a o. Tadeuszem. Jednak ostatnie
wydarzenia wskazują, iż potrafimy różnić się pięknie. Ojciec Dyrektor
wystąpił w dramatycznej obronie człowieka wpierw złamanego przez peerelowską
bezpiekę, a następnie perfidnie potraktowanego przez prolustracyjnych młodych
gnojów z, aż wstyd pisać, „Gazety Polskiej”, oraz IPN, z Jackiem Kwiecińskim
i Andrzejem Paczkowskim na czele.
Teraz znalazł się w takiej samej sytuacji. Ci pożałowania godni fanatycy
atakują każdego z żarliwością przypominającą maoistowskich hunwejbinów i
oddziały Waffen-SS. Jest to klasyczny sposób zdobywania sobie popularności
tam, gdzie o taką popularność trudno. Pamiętajmy, iż świstki trzy razy
odbijane, którymi się posługują, to stek kłamstw, które fabrykowali esbecy,
by już w wolnej Polsce skompromitować swoich przeciwników.
Jest to dla mnie oczywiste, że o. Tadeusz Rydzyk nie był agentem. Jeśli nawet
podpisał jakąś lojalkę, to z pewnością pod wielką presją. A nawet jeśli
przyjmiemy arcynieprawdopodobną ewentualność, że czynił to dobrowolnie, to
pamiętajmy, że w świetle tych świstków z dołu kloacznego wyciągniętych i
jedynie rękawem wytartych, czynił to w swoiście rozumianym interesie
Ojczyzny. Spróbujmy to zrozumieć, w przeciwieństiwe do tych bohaterów
ostatniej szansy, którzy tego zrobić nie potrafią. Pozostaje tylko
wykrzyknąć: Alleluja i do przodu, Ojcze Dyrektorze!”
www.prawica.net/node/5802