Dodaj do ulubionych

Bóg przebacza , PIS -nigdy

27.08.07, 20:53
PiS nie przebacza
Racją stanu PiS jest zakneblowanie Janusza Kaczmarka
Robert Walenciak
Janusz Kaczmarek, po zdymisjonowaniu go i oskarżeniu przez premiera o zdradę,
nie strzelił sobie w łeb. Podjął rękawicę i zaczął się bronić. Oskarżając
Zbigniewa Ziobrę, pokazując Polakom kuchnię rządu Kaczyńskich, tajne narady,
decyzje, kogo aresztować, kogo śledzić, a komu założyć podsłuch. Czy można mu
wierzyć? Czy może lepiej wierzyć liderom PiS, którzy utrzymują, że to wszystko
kłamstwa? Kto mówi prawdę? Wszystko wskazuje na to, że prędko się tego nie
dowiemy. Bo tak naprawdę w obecnej sytuacji tylko komisja śledcza mogłaby
zweryfikować zeznania byłego szefa MSWiA, przesłuchując świadków, analizując
dokumenty, sprawdzając billingi telefoniczne. Oddzielić ziarno od plew. Tylko
że komisji tej nie chce PiS, a regulamin Sejmu pozwala marszałkowi Dornowi
blokować głosowanie nad jej powołaniem przez sześć miesięcy. Racją stanu PiS
jest zakneblowanie Kaczmarka.
Czy znaczy to, że skazani jesteśmy na intuicję? Na uwierzenie albo jednej
stronie, albo drugiej? Tak nie jest. Są fakty niepodważalne, które pozwalają
wyrobić sobie zdanie o Kaczmarku, o Ziobrze, o Kaczyńskich, o całym państwie
PiS. One są pierwszym sitem selekcji między prawdą a kłamstwem.

Kim pan jest, panie Kaczmarek?

Janusz Kaczmarek jeszcze miesiąc temu był ministrem spraw wewnętrznych,
uczestniczył w ścisłych naradach z udziałem premiera oraz pięciu, sześciu
najbardziej zaufanych polityków. Współtworzył politykę rządu w obszarze spraw
wewnętrznych, prokuratury, organów ścigania. Nie jest to więc postać święta.
Jego wiedza na temat Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry, Ludwika Dorna i
tego, co działo się w rządzie, mechanizmów władzy, była i jest olbrzymia. Jego
zeznań nie można więc zlekceważyć, mają one olbrzymią siłę. W zasadzie chyba
nie było od roku 1989 w Polsce polityka, który zdecydowałby się mówić i
ujawnić wszystkie brudne sprawy swojego obozu. Józef Oleksy podczas biesiady u
Gudzowatego? Mieliśmy tu garść inwektyw i plotek, z których szybko się
wycofał. Jacek Dębski, który w „Gazecie Wyborczej” mówił, jak kazano mu szukać
haków na Kwaśniewskiego? Sprawa umarła wraz z wyborami prezydenckimi. W
zasadzie najbliższy Kaczmarkowi jest... Jarosław Kaczyński, który – gdy Lech
Wałęsa wyrzucił go z Kancelarii Prezydenta – opowiadał wszem wobec, w wielu
wywiadach o tym, co działo się na „dworze” Wałęsy, i o Mieczysławie
Wachowskim, którego nazywał „kapciowym”.
Jest tylko jedna różnica – Kaczyński chyba wiedział mniej. Z jego opowieści
wynika, że nie był dopuszczony do najważniejszych spraw, że Wałęsa trzymał go
na pewien dystans. Dzisiejszy premier mógł więc tylko opowiadać o czapce
admirała Kołodziejczyka, którą widywał w poczekalni Mieczysława Wachowskiego,
a za dowody mieć zdjęcia Arnolda Superczyńskiego z kursu milicyjnego.
Z zeznań Kaczmarka, z tego, co trafiło do opinii publicznej, można wnioskować,
że nie tylko ograniczył się do roli obserwatora „dworu” Kaczyńskich i do roli
wykonawcy poleceń, ale od jakiegoś czasu sam zaczął zbierać materiały
obciążające. Przede wszystkim na Zbigniewa Ziobrę, bo on w pewnym momencie
stał się jego głównym przeciwnikiem.

Ekipa z Gdańska

Kaczmarek miał ku temu możliwości, miał odpowiednie narzędzia. Gdy zastąpił
Ludwika Dorna na stanowisku ministra spraw wewnętrznych i administracji, w
systemie władzy nad resortami siłowymi ukształtował się następujący układ: z
jednej strony był Zbigniew Ziobro, z drugiej Zbigniew Wassermann, między nimi
Janusz Kaczmarek. A trochę z boku szef CBA, Mariusz Kamiński.
Ziobro na szefa ABW przeforsował swojego kolegę, prokuratora Bogdana
Święczkowskiego, kontrolował więc prokuraturę i ABW. Tym samym odciął
Wassermanna od istotniejszych informacji, bo Święczkowski utrzymywał
bezpośredni kontakt z Ziobrą, pomijając ministra koordynatora. Początkowo, gdy
Kaczmarek został szefem MSWiA, uznano to za kolejny sukces Ziobry. Bądź co
bądź Kaczmarek był jego bliskim współpracownikiem w Ministerstwie
Sprawiedliwości, nadzorował prokuraturę, a raczej trzymał ją krótko i
pilnował, by wypełniała polecenia z góry; bez wątpienia zaliczał się do grona
PiS-owskich „jastrzębi”. Z drugiej strony mieliśmy kilka sygnałów, które
świadczyły, że nowy szef MSWiA będzie próbował wyjść z roli bezwolnego
wykonawcy poleceń Zbigniewa Ziobry. Symboliczne było jego sprostowanie podczas
jednego z telewizyjnych wywiadów: prowadząca rozmowę dziennikarka stwierdziła
w pewnym momencie: „Jest pan człowiekiem premiera”, na co Kaczmarek się
zastrzegł, że raczej prezydenta. Kolejny sygnał przyszedł, gdy zaczęliśmy się
przyglądać, jak buduje swoją ekipę w MSWiA. Komendantem głównym policji został
jego kolega z gdańskiej prokuratury, Konrad Kornatowski, a szefem Centralnego
Biura Śledczego ich znajomy, Jarosław Marzec. Warto przypomnieć, że po dymisji
Kaczmarka i Kornatowski, i Marzec także zostali błyskawicznie odwołani. U
wszystkich trzech przeprowadzono natychmiast rewizję – w ich gabinetach i w
ich domach.
Dlaczego? Tego opinia publiczna czym prędzej powinna się dowiedzieć. Przecież,
tak jak utrzymują to Ziobro i Kamiński, Kaczmarek miał ostrzec Leppera o akcji
CBA za pośrednictwem gdańskiego posła Samoobrony, Lecha Woszczerowicza,
podczas kolacji z udziałem (tu są dwie wersje) albo prezesa PZU, Jaromira
Netzela (prawnika z Gdańska), albo Ryszarda Krauzego, czyli szefa Prokomu. W
każdym razie ani Kornatowskiego, ani Marca przy tym nie było. Dlaczegóż więc
przeszukiwano ich domy? W jakim celu?
Wiele wskazuje na to, że w poszukiwaniu materiałów, które mogli zgromadzić i
które mogłyby obciążać Ziobrę. Bo jak wynika z zeznań Kaczmarka, od jakiegoś
czasu zaczął on gromadzić dowody pozaprawnych działań ministra sprawiedliwości.

Wiedza ministra

Wiedza Kaczmarka pochodzić mogła z wielu źródeł. Po pierwsze, sam uczestniczył
w sztabowych spotkaniach u premiera. Było ich kilkanaście. Po drugie, jako
były szef prokuratury na pewno zachował w tej strukturze wpływy. Po trzecie,
mógł wiedzieć o działaniach swoich politycznych przeciwników poprzez policję.
Np. CBA nie dysponuje własną „techniką”, czyli sprawy inwigilowania i
podsłuchiwania podejrzanych przez nią osób zleca CBŚ. W ten sposób szef
policji może wiedzieć, kto jest w sferze „zainteresowania” ludzi Mariusza
Kamińskiego. CBŚ ma również możliwości sprawdzenia, komu podsłuchy założyła ABW.
O tym, że Kaczmarek potrafi skorzystać z tych wszystkich narzędzi, świadczy
kilka zdarzeń. Jedno z nich opisał „Dziennik”: „Miałem od ministra zakaz
kontaktowania się z niektórymi dziennikarzami. Ich lista rosła z dnia na
dzień. Na polecenie ministra musiałem nagrać niektóre z tych spotkań”, mówi
Kaczmarek. Temat nagrań dziennikarzy wywołał sam Ziobro. Tłumacząc się z
nagrywania na dyktafon rozmowy z wicepremierem Lepperem, argumentował, że
Kaczmarek ma doświadczenie w nagrywaniu z ukrycia.
„Nagrywał redaktora Macieja Dudę z »Rzeczpospolitej«. Później sam przyniósł
taśmę i ją odsłuchaliśmy”, wyjaśniał w telewizji. Jednak Duda inaczej
przedstawia tamte zdarzenia. „Gdy tylko wszedłem do gabinetu, Kaczmarek
napisał mi, że musi mnie nagrać na polecenie Ziobry. Byłem zszokowany i
natychmiast poinformowałem o tym swoich szefów”, tłumaczy. Zdarzenie pokazuje,
z jednej strony, patologię władzy, która nagrywa dziennikarzy. Z drugiej,
samego Kaczmarka, który udowodnił, że też potrafi ostro grać.
Wiele do myślenia dają również zeznania byłego szefa MSWiA dotyczące kontaktów
Ziobry z dziennikarzami. Kaczmarek zeznał, że Ziobro dysponował trzema
telefonami komórkowymi, poprzez które kontaktował się z dyspozycyjnymi
dziennikarzami, dostarczając im informacji i inspirując do kolejnych tekstów.
Kaczmarek podał komisji sejmowej numery telefonów tych dziennikarzy i
p
Obserwuj wątek
    • ossey Re:I ma racje 27.08.07, 20:55
      Tylko bycie twardym i bezwglednym zapewni PiS pelna wladze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka