hrabia.mileyski
22.10.07, 22:48
J.Kaczyński przegrał wybory? To dziś oczywista oczywistość, ale....
Nikt (no może prócz Pawlaka - liska chytruska) nie zauważył, co tak naprawdę
się stało.
Otóż Kaczyński wygrał. Tak, proszę szanownej publiczności -
wygrał.....prezydenturę brata w przyszłej kadencji i prawdopodobnie zwiekszył
monstrualnie swoje szanse na przewodzenie przyszłemu rządowi, gdyz istnieje
wiele powodów, by sądzić, iż PO podzieli los AWS-u po niespełnieniu
absurdalnych obietnic wyborczych, mając jednocześnie pod bokiem zaprawioną w
bojach, twardą i bezwzględną opozycję. Tusk wydaje się mimo wszystko rozumieć
powagę sytuacji (durnych dziennikarzy pomijam), gdyż wyraźnie się waha przed
objęciem stanowiska premiera. Waha się, ale też wie, że nie ma innego wyjścia.
Premierzy znikąd to już jednak przeszłość. I elektorat nie wybaczy. Diabelska
pułapka.
To, ze PO się zgra po upływie jakiegoś czasu to dziś raczej nie podlega
wątpliwości. Przy danych wyborcom obietnicach, 3 miliony pisowskich mieszkań
to pestka.
Tusk będzie chciał zostać prezydentem, ale straci nie tylko dziewictwo. Straci
być może też samą możliwość kandydowania (czy elektorat zaakceptowałby ucieczkę?).
Teza powyższa nie jest jedynie z palca wyssana. Wiele można znaleźć na nią
rzeczowych argumentów, biorąc choćby pod uwagę moment i sposób przeprowadzenia
przez Jarosława kampanii wyborczej. Zabrakło w niej jakiegokolwiek kompromisu
- wojna była przeciwko wszystkim - Kaczyński nieprzerwanie mówił, że chce
wynik 50+1, chociaż zdawał sobie sprawę, że jest to praktycznie niemożliwe
przy tak zmobilizowanej opozycji.
Wiedział też, że nie utrzyma długo swych rządów przy wtórze wrogich mu mediów
i spadającej (tu sie nieco mylił) popularności. Nie mógł ryzykować
utrzymywania władzy za wszelką cenę, gdyz ta byłaby zbyt wysoka - w otoczeniu
wrogów i wrzasku mediów jego partia zostałaby zmieciona, a brat przegrałby
wysoko z kandydatem Tuskiem, świeżym i nieskażonym, budzącym "nadzieję
milionów Polaków".
Drodzy Rodacy - szczególnie zaś ci, którzy dziś tryumfują - kaczyzm wróci.
Podwójnie mocny. I niewykluczone, że wcześniej, niż się spodziewacie.
PS. Słyszę w tej chwili durnych "publicystów" i dziennikarzy. O czym oni gadają?!
Ciekawe, kiedy zaczną "krytykować" rząd. Żenujące widowisko.