Dodaj do ulubionych

jak mordowała lewica

IP: 213.77.7.* 29.07.03, 16:41
Mimo przyznania się sprawcy do popełnienia zbrodni i ujawnienia przez stronę
rosyjską dokumentu z 5 marca 1940 r., w którym najwyżsi rangą władcy Kremla
podjęli jednogłośnie decyzję o wymordowaniu polskich oficerów,
przetrzymywanych w obozach na terenie Związku Sowieckiego, nie można
powiedzieć, że sprawa została zakończona. Katyń to symbol i sygnał
wywoławczy, który nadal kładzie się cieniem na relacjach polsko--rosyjskich.

Dwuznaczność, jaka otacza zbrodnię katyńską, wyrasta — moim zdaniem — z
faktu, że nie zostały ujawnione wszystkie okoliczności tej zbrodni. Strona
rosyjska nie udostępniła teczek 14,5 tys. polskich oficerów, więzionych w
obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, których zbiorowe mogiły
znajdują się w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wiele wskazuje na to, że
dokumenty takie zachowały się. Z badań historyków wynika, że w pierwszej
fazie represji rozstrzelano ponad 27 tys. obywateli polskich. Na razie znamy
losy tylko części z nich.

Ogrom zła
Odnoszę wrażenie, że w Polsce nadal nie zdajemy sobie sprawy z wyjątkowego
okrucieństwa Katynia. A trzeba sobie uświadomić, że z przyczyn ideologicznych
rozstrzelano połowę kadry oficerskiej, którą posiadała przedwojenna armia
polska. Podobna zbrodnia nie wydarzyła się w historii Polski.

Od początku sprawie tej towarzyszyły przemilczenia, skrupulatnie preparowane
kłamstwo. Po odkryciu mogił pod Smoleńskiem Niemcy przez pewien czas zwlekali
z ogłoszeniem tego faktu. Być może dlatego, że w czaszkach ofiar znajdowano
pociski świadczące, że egzekucji dokonano używając amunicji niemieckiej
produkcji. Rosjanie zawsze byli mistrzami dezinformacji. Pochodzenie amunicji
w tym przypadku o niczym nie świadczyło, ponieważ firma, która ją
produkowała, eksportowała wyroby do wielu krajów. Nie można wykluczyć, że
zapasy niemieckiej amunicji zdobyli Rosjanie na terenach wschodniej Polski.

Dwuznaczność moralna
Zbrodnia katyńska stała się przedmiotem rozgrywek politycznych. Zachodnim
sojusznikom ZSRR na przykład wcale nie zależało na ujawnieniu prawdy. Stąd
naciski wywierne na gen. Sikorskiego, aby wyciszył sprawę Katynia. W ten
sposób nasi ówcześni sprzymierzeńcy stali się cichymi wspólnikami zbrodni.
Kto usiłuje zacierać ślady mordu, nie ujawnia go, choć posiada o nim
wiadomości, utrudnia poznanie prawdy, może odpowiadać za współudział. Dlatego
Zachód w tym przypadku ponosi olbrzymią winę moralną.

Czasami posuwano się nawet do rzeczy nikczemnych. W Stanach Zjednoczonych na
przykład pokpiwano z ofiar katyńskich za pomocą rysunków satyrycznych. Było
to możliwe, ponieważ lewicowe wpływy w prasie amerykańskiej były ogromne. I
nie ma dziś znaczenia fakt, że umieszczenie tej publikacji spowodował
człowiek, którego kontrwywiad amerykański namierzył potem jako agenta
Stalina.

Mimo usilnych starań strony rosyjskiej, aby winą za Katyń obarczyć Niemców,
Trybunał Norymberski odrzucił tę sugestię, pomijając sprawę milczeniem. Oddał
sprawiedliwość wszystkim z wyjątkiem ofiar spod Smoleńska. W przypadku
Katynia przypominał parodię sprawiedliwości. Sprawca zbrodni występował w
procesie w roli prokuratora i sędziego we własnej sprawie.

Przemilczenia komunistów
Po wojnie w Polsce na straży kłamstwa katyńskiego stanęła ideologia
komunistyczna, uległość reżimowych historyków, sprzedajnych publicystów i
nożyce cenzora. Szczegółowe zapisy czuwały, aby w nekrologach czy na
plakatach o nabożeństwie nie było daty śmierci 1940 r., bo ona wskazywała na
sowieckiego sprawcę. Dopuszczalny był rok 1941. W rozprawach naukowych
obowiązywała formuła: „zginął w Katyniu”. Bardzo dbano o zachowanie
anonimowości sprawcy.

Z kłamliwych tekstów, które opublikowano w Polsce o Katyniu można ułożyć
przerażającą antologię. Moim zdaniem dwuznaczny stosunek do Katynia nie
skończył się wraz z upadkiem „ustroju powszechnej szczęśliwości”, chociaż
dziś już nikt nie usiłuje fałszować faktów. Niektórzy uważają obecnie, że
sprawę katyńską należy zamknąć w imię przyszłości i ułożenia sobie dobrych
stosunków z rosyjskim sąsiadem. Zapominają przy tym, że przebaczenie podjęte
tylko dla samego przebaczenia bywa zawieszone w próżni. Podstawą musi być
ujawnienie całej prawdy. Tendencja ta jest modna w środowiskach lewicowych
lub zbliżonych do lewicy, a jej podstawą jest uznanie, że można poprzestać na
przyznaniu się sprawcy do winy. Być może dlatego Rosjanie zwlekają z
ujawnieniem akt personalnych ofiar. Być może z tego wynika opieszałość w
budowie cmentarzy wojskowych, na których spoczną polskie ofiary stalinowskich
zbrodni.

Wielu ludzi potrafi ze świętym oburzeniem piętnować na przykład zbrodnie
hitlerowskie, lecz jednocześnie milczy, gdy zainteresowania schodzą na
zbrodnie komunizmu w Polsce. Stosuje się jakby dwie odmienne miary. A
przecież każda zbrodnia jest zbrodnią. Taki stosunek do przeszłości to
widoczna pozostałość po mentalności lewicowej czy lewicującej, niestety, dość
powszechnej w dzisiejszej Polsce. Być może w tym tkwi przyzwolenie
społeczeństwa polskiego na nierozliczanie zbrodni stalinowskich, które
popełniono w Polsce po roku 1945. Katyń jest również zbrodnią stalinowską,
tyle że popełnioną na skalę masową.

Dobrodziejstwo zasłony
W Polsce nie brakuje również socjotechnicznego podejścia do sprawy Katynia,
co niepokoi mnie najbardziej. Nie brakuje w Polsce środowisk, które uważają,
że pełne ujawnienie prawdy o Katyniu wystarczy, aby załatwić raz na zawsze
drażliwy dla niektórych temat zbrodni stalinowskich. Ujawnienie nazwisk
komisarzy i funkcjonariuszy NKWD, którzy wiosną 1940 r. zabijali strzałami w
tył głowy polskich oficerów, ma zapewnić dalszą pełną anonimowość polskim
oprawcom z UB, którzy również dopuścili się wielu mordów.

Przy takim spojrzeniu na sprawę, urzędowo wspierana przez niektóre
ugrupowania polityczne amnezja o zbrodniach popełnionych w Polsce przez
rodzimych stalinowców, okazuje się odpryskiem lub może dalszym ciągiem
tamtych fałszów. Zbrodni stalinowskich nie można podzielić na większe i
mniejsze. Wszystkie są takim samym złem, czerpią z tego samego źródła
ideologicznego. Przesłanie moralne, jakie wypływa ze sprawy katyńskiej, wbrew
pozorom bardzo mocno tkwi w naszej współczesności. Czy potrafimy sprostać
temu wyzwaniu. Doświadczenia ostatniego dziesięciolecia świadczą, że
rezultaty są bardzo połowiczne. Nie można jednak rezygnować z wysiłku dążenia
do odkrycia pełnej prawdy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Pytak Jak Watykan z faszystami sie ukladal IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 16:44
      i w wieku XX Kościół potrafił zadbać o swoje interesy.
      Tym razem ułożył się z faszystami Mussoliniego, którzy
      zdobyli władzę we Włoszech. Sam Mussolini, który
      potrzebował wsparcia papiestwa, by rozliczyć się z
      wewnętrznymi wrogami i by umocnić swoją władzę, nalegał,
      by "kwestia rzymska" została wreszcie uregulowana. Pius
      XI potrzebował regulacji z jednej prostej przyczyny -
      przeogromnej, monstrualnej zachłanności Kościoła. Nie
      pozostał też bez znaczenia fakt wpływania na politykę
      włoską. Zastosowano starą metodę kija i marchewki i mały
      handelek, czyli to, w czym papieże udoskonalali się od
      dziesiątków stuleci. W roku 1926 zaczęły się negocjacje
      dotyczące uregulowania bilateralnych stosunków papiesko-
      włoskich. Jednak jak na papiestwo przystało negocjacje
      te były prowadzone w wielkiej tajemnicy. Negocjacje nie
      przebiegały spokojnie, gdyż, mimo uległości
      Mussoliniego, każda ze stron chciała zagwarantować sobie
      jak najlepsze warunki. Spotkały się przecież przy stole
      dwa totalitaryzmy - katolicyzm i faszyzm. Duce
      nieustannie zalecał się do Kościoła, był jego synem
      marnotrawnym, który wrócił na łono matki. Pomimo tego,
      że Mussolini był ateistą nie mógł pozwolić sobie na
      lekceważenie Kościoła i wpływu, jaki ma na włoskie
      społeczeństwo. Musiał poczynić jakieś ustępstwa i w ten
      sposób wzmocnić swój reżim. Trójka dzieci Mussoliniego
      była ochrzczona, a on sam wziął ślub kościelny z Donną
      Rachele po 10 latach od cywilnej ceremonii. Było to
      lizusostwo najniższego lotu. Wystarczyło jednak
      papieżowi, by zgodzić się na symbiozę z faszystami.
      Główne interesy Kościoła we Włoszech zostały
      zabezpieczone podczas jego pontyfikatu. Wzrastały
      również kościelne wpływy w społeczeństwie. Papież
      liczył, że z pomocą Mussoliniego przywróci nie tyle
      dawną świetność Kościoła, lecz Włochy staną się zaczynem
      tendencji konserwatywnych w liberalizującej się Europie,
      Europie czym pomagała Piusowi XI Akcja Katolicka. Pius
      XI liczył też na znaczne korzyści materialne. I nie
      przeliczył się. Pakty Laterańskie podpisano ostatecznie
      11 lutego 1929 r. po dwuipółrocznych negocjacjach.
      Podpisy złożył sam Mussolini jako szef rządu i
      watykański sekretarz stanu kardynał Gasparri. Pakty
      luterańskie składały się z trzech części: umowy
      państwowej, ugody finansowej i konkordatu. Umowa
      państwowa składała się z preambuły i 27 artykułów. Już w
      pierwszym stwierdzono, że "Włochy uznają zasadę
      wprowadzoną w artykule 1 Konstytucji Włoch z 4 marca
      1848 roku podług której religia rzymskokatolicka jest
      jedyną religią państwową". Pakty ustanowiły niezależne
      państwo Cittá del Vaticano, czyli Miasto Watykan.
      Artykuły 3 do 7 określały, że powierzchnia nowego
      państwa wynosiła 44 hektary i w jego obrębie państwo
      włoskie nie miało prawa interweniować bez przyzwolenia
      Watykanu. Watykan był całkowicie suwerennym państwem i
      miał nieograniczoną jurysdykcję na zajmowanym obszarze.
      Osoby przebywające w Watykanie i doń zmierzające np.
      dyplomaci czy biskupi, mają mieć prawo do swobodnego
      podróżowania do i z Watykanu bez formalności (art. 19).
      Obcokrajowcy zatrudnieni w Watykanie mieli posiadać te
      same prawa co obywatele Włoch (art. 10). Papież jest z
      kolei osobą nietykalną i świętą i wszelkie występki
      względem papieża będą traktowane tak jakby były
      uczynione wobec króla Włoch (art. 8). Papież dostał
      także na własność bazylikę św. Jana na Lateranie, Santa
      Maria Maggiore, i bazylikę św. Pawła z przynależnymi doń
      budynkami. Papież dostawać będzie również pieniądze z
      włoskiego Ministerstwa Edukacji przeznaczone na
      finansowanie tego ostatniego kościoła. Ponadto papiestwo
      zostało "całkowitym właścicielem" również m.in. gmachu
      S. Callisto i Santa Maria in Trastevere (art. 13),
      Castel Gandolfo z obszarami budynkami okalającymi pałac
      i należącymi do kompleksu. Watykan zażyczył sobie także
      przekazania budynków położonych na północnej stronie
      wzgórza Janiculum w pobliżu tych należących do
      Kongregacji Ewangelizowania Narodów (dawniej Propaganda
      Fide - Kongregacja Rozkrzewiania Wiary, zwana potocznie
      Propagandą), a państwo miało je przekazać Kościołowi bez
      względu na to, czy są własnością państwa czy osób
      trzecich. Za całkowitą i pełną własność Watykanu
      określono również budynki Konwentu przy bazylice
      Dwunastu Apostołów i kościołach San Andrea della Valle
      oraz S. Carlo ai Catinari wyrzucając jednak uprzednio
      ich mieszkańców. (art. 14). Poza tym budynki
      Uniwersytetu Gregoriańskiego, Instytutów Biblijnego,
      Orientalnego i Archeologicznego, Collegium Russicum,
      dwóch pałaców św. Appollinarisa, dom dla księży-emerytów
      nie mogą być skonfiskowane na cele publiczne i muszą być
      zwolnione z jakichkolwiek podatków (art. 16). Następują
      i kolejne akty wspaniałomyślności Watykanu pozwalającego
      Włochom, by "zarobki wypłacane przez papieża, inne
      organa centralne Kościoła, a także organa administrowane
      bezpośrednio przez papieża mają być zwolnione z
      jakichkolwiek form opodatkowania na rzecz państwa" (art.
      17) i dalej "dobra mające za swój cel przeznaczenia
      Watykan mają mieć zapewniony tranzyt przez terytorium
      Włoch bez jakichkolwiek opłat czy należności octroi."
      (art. 20) Jeśli chodzi o tzw. ugodę finansową Watykan
      otrzymał 750 milionów lirów w gotówce oraz dodatkowy
      miliard we włoskich obligacjach rządowych (z 5%
      odsetkami) jako rekompensatę za stratę terytoriów
      Państwa Kościelnego. W zapisach konkordatu, będącego
      trzecią częścią Paktów Luterańskich, ujętych w 45
      artykułach Kościół zapewnił sobie swobodę sprawowania
      władzy duchowej, kultu religijnego oraz zbiórek
      pieniężnych w kościołach (art. 1 i 2), a także brak
      nadzoru państwowego nad majątkiem kościelnym (art. 25 i
      30). Na mocy konkordatu wprowadzono religię do szkół i
      zakazano rozwodów (art. 36).Najważniejszy okazał się
      jednak artykuł 34 sankcjonujący zrównanie małżeństw
      cywilnych z kościelnymi, przeciw czemu protestowało
      Ministerstwo Sprawiedliwości twierdząc, że konkordatowe
      ustalenia dotyczące małżeństw kanonicznych przewrócą
      prawo cywilne. Zabroniono księżom, którzy odeszli od
      wiary nauczać, nie mogli pełnić funkcji publicznych, a
      także działalności politycznej, co było niewątpliwie
      jednym z niewielu prezentów od Piusa XI. W prezencie dla
      papieża Mussolini przywrócił również krzyże na salach
      sądowych i w szkołach, a także zakazał działalności
      masonom. Pakty Laterańskie okazały się korzystne dla obu
      stron. Mussolini otrzymał błogosławieństwo Kościoła i
      legitymizację swojego reżimu w oczach opinii
      międzynarodowej, za co zapłacił obiektywnie niską cenę
      biorąc pod uwagę zachłanność papiestwa. Po podpisaniu
      konkordatu Pius XI nazwał Mussoliniego "człowiekiem
      zesłanym przez Opatrzność" i "obrońcą wiary". Konkordat
      z Włochami stał się również wzorem dla tego, podpisanego
      4 lata później z hitlerowskimi Niemcami. Po podpisaniu
      konkordatu cieszyły się całe Włochy, szczególnie
      duchowieństwo, które niewątpliwie zyskało i w podzięce
      odprawiało msze za ukochanego Duce. Papiestwo wreszcie
      odniosło znaczący sukces we Włoszech po porażce roku
      1870. Aktualna włoska konstytucja z roku 1948 zapewnia
      rozdział Kościoła i państwa, ale stwierdza, że relacje
      między nimi regulowane są przez Pakty Laterańskie.
      Artykuł 9 ust. 2 stwierdza, że poprawki do Paktów nie
      wymagają zmian konstytucyjnych, więc są łatwiejsze do
      przeprowadzenia (choć każdy kij ma dwa końce). Artykuł 8
      stwierdza, że wszystkie wyznania są równe wobec prawa.
      Artykuł 19 zapewnia wolność wyznania, kultu, zrzeszania
      się i propagowania religii. W 1984, podpisano
      renegocjowany konkordat między Włochami a Watykanem
      stwierdzający, że katolicyzm nie jest już religią
      państwową, a Rzym nie posiada "świętego charakteru
      wiecznego miasta". W dalszym jednak ciągu państwo uznaje
      równość małżeństw. Warto także zauważyć, że mimo
      równości religii w listopadzie 1993 buddyści wystąpili
      do
    • Gość: Xionc miliony ofiar lewicy w kilka lat IP: 213.77.7.* 29.07.03, 16:48
      www.geocities.com/kwesolek/famine.html
      • Gość: Pytak Blogoslawione niech beda armaty IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 16:57
        Historia Kościoła

        czyli Hekatomba Golgoty


        "Nie sądźcie, że piszę dyrdymały;
        Poszukajcie innej postaci!
        Kościoła historię całą
        Jako błędy i przemoc poznacie"
        Goethe


        "Cała historia Kościoła w naturalny sposób
        skłania do nieufności wobec katolicyzmu"
        Leszek Kołakowski

        ---------------------------------------------------------
        -----------------------

        "Błogosławione niech będą armaty, jeśli w lejach, które
        otwierają, zakwitną słowa ewangelii"

        biskup Kartaginy, Diaz Gomar

        ***

        "Dzięki Tobie nacieramy na naszych wrogów i naszych
        napastników depczemy w imię Twoje"

        Pismo Święte ST, Psalm do Jahwego (Ps 44(43),6l; BT)

        ***

        "Patrzy się z litością na wszystkie te sceny
        niedorzeczności i okropności; nie znajduje się nic
        podobnego ani u Rzymian, ani u Greków, ani u
        barbarzyńców. Jest to owoc najnikczemniejszego zabobonu,
        jaki kiedykolwiek ogłupiał ludzi... Ale wiadomo, że to
        niedawno, jak wyszliśmy z tych ciemności, i że wszystko
        nie jest jeszcze rozjaśnionem " jednak "nikt już nie
        obawia się w Londynie, że kłótnie prezbiterianów i
        anglikanów o liturgię i komżę przeleją na szafocie krew
        króla. Zaludniona i wzbogacona Irlandia nie ujrzy już,
        jak jej obywatele katolicy przez dwa miesiące ofiarowują
        Bogu obywateli protestantów, grzebią ich żywcem,
        wieszają matki na szubienicach, przywiązują córki matkom
        do szyi i patrzą, jak one razem oddają ducha, otwierają
        brzuchy kobiet ciężarnych, aby wyciągnąć na pół
        ukształtowane dzieci i dać je na pożarcie wieprzom i
        psom, wkładają sztylet w rękę skrępowanych więźniów i
        kierują ich ramię w pierś żon, ojców, matek, córek, w
        mniemaniu, że czynią z nich zbrodniarzy, matkobójców,
        czy dzieciobójców, że wycinając w pień wszystkich
        skazują tym samym wszystkich na wieczne potępienie"

        Wolter

        ***

        "Religię naszą ustanowiono dla wykorzenienia grzechów:
        owo przeciwnie pokrywa je, hoduje, podnieca."

        Michel de Montaigne

        ***

        "Panie, nie wglądaj zbyt długo na wszelkie nieszczęścia
        na Twym świecie; nie chcemy, byś stał się ateistą"

        Chrześcijaństwo miało być lepsze od pogaństwa,
        jednak "jeśli jest moralnie lepsze, to czemu przypisać
        wszystkie okrucieństwa, jakie popełniło w ciągu wieków?
        Dlaczego na rozkaz Kościoła skazano na śmierć ponad 9
        milionów czarownic, w większości starych kobiet?
        Dlaczego konkwistadorzy w ciągu 40 lat ewangelizacji
        Ameryki Południowej wymordowali 12 milionów Indian?
        Dlaczego Kościół katolicki krzewi antysemityzm...?

        Peter de Rosa
    • Gość: Xionc Re: jak mordowała lewica IP: 213.77.7.* 29.07.03, 16:56
      PRZESŁUCHANIA NA NKWD

      11 listopada 1944 roku urządzamy w szkole Akademię Narodową, która miała
      tragiczny epilog. W przeddzień (10.11) wieczorem dzieci szkoły powszechnej
      udekorowały jedną salę. Na głównej ścianie rozwiesiły wielki dywan, na nim
      krzyż, orzeł i korona. Po bokach dwa duże obrazy: I - Przysięga Kościuszki na
      Rynku Krakowskim i II - Bitwa pod Grunwaldem. Rano 11 listopada miała być
      odpowiednia deklamacja. Była to szkoła Polska, w której uczyły Polki i
      Rosjanki - nauczycielki, przedwojenne bardzo solidne osoby. Władze sowieckie
      przydzieliły jednak swojego jednego nauczyciela, aby mieć konfidenta.
      Ten właśnie bolszewik, kiedy zobaczył udekorowaną salę w pierwszym momencie
      zaniemówił. Następnie w ataku szału zaczął zdzierać ze ściany krzyż, orła i
      obrazy. Dzieci nie spodziewały się takiego obrotu sprawy. Opuściły szkołę i
      przybiegły do mnie. I to mnie zgubiło. Od razu wydało się, kto był inspiratorem
      całej akcji, kto wypożyczył obrazy. Awantura na NKWD o przerwanie zajęć
      szkolnych.
      20 listopada 1944 roku władze sowieckie zachęcają Polaków do wyjazdu na Zachód
      na Ziemie Odzyskane. Z powodu nieodpowiedniej pory sprzeciwiłem się temu w
      kościele z ambony. Wysłaliśmy do Stalina na Kreml list w sprawie odroczenia
      terminu wyjazdu aż do wiosny.
      Ogłosiłem to z ambony. List przewiózł do Moskwy żołnierz polski w plecaku, w
      kaszy, podczas gdy NKWD obstawiło wszystkie okoliczne poczty, aby nasze pismo
      przechwycić.
      13 stycznia 1945 r. - sobota - o godz. 14.00 wybieram się z wizytą do byłego
      administratora majątku w Nowomalinie Jana Ostromęckiego. Ubieram się w płaszcz,
      a tu w oknie ukazują się 4 czerwone czapki. Wchodzi 4 funkcjonariuszy NKWD.
      Pokazują sankcję prokuratora uprawniającą do przeprowadzenia rewizji i pytają
      wprost o złoto. Zaprzeczam kategorycznie. Zaczyna się rewizja. Biorą do ręki
      encyklopedię, z której wypada kartka z kilkoma rosyjskimi dziesięciorublówkami.
      I teraz zaczyna się przegląd każdej książki w szafie i każdego zakamarka w
      domu. Odłożyli na bok atlasy geograficzne, jako materiał podejrzany, jakieś
      materiały strategiczne. Wymiatają wszystko spod szaf. Gdy szli do kuchni
      zrobiło mi się słabo, pod kredensem były 4 małe rewolwery belgijskie. Chciałem
      sobie zatrzymać je na pamiątkę. Zaczynają tam grzebać pogrzebaczem, ale na
      szczęście były wsunięte daleko pod ścianę.
      Rewizja trwała 3 godziny, w małym mieszkaniu: kuchnia, jeden pokój, korytarz.
      Na końcu padł rozkaz: pójdziecie z nami. Myślę, że potrzebne im dodatkowe
      wyjaśnienia i sporządzenie protokołu rewizji,. Zakomunikowałem ks. prałatowi,
      ze wychodzę na chwilę z domu z NKWDzistami. Ks. prałat powiedział: jeśli
      idziesz na chwilę z NKWD to weź moje futro i czapkę. Miał futro okazałe, nowe,
      mało używane, gdyż przez całe lata przebywał w domu cierpiąc na paraliż nóg.
      Zabrałem czapkę i futro, które później było przyczyną wielu komplikacji.
      NKWD żeby nie dać poznać, że prowadzą księdza, szli sobie obojętnie dwaj jakieś
      80 m przede mną, dwaj około 100 m za mną. Po przyjściu do katowni NKWD jeszcze
      kilka zdawkowych pytań i pozostawiają mnie samego w pokoju. Około godz. 21.00
      ubrany wychodzę na korytarz, komunikuję oficerowi, że wracam do domu, bo jutro
      niedziela. On grzecznie odpowiada, że jeszcze nie ma naczelnika. Będą krótkie
      przesłuchania i rano będę mógł odejść. A tymczasem mogę spokojnie odpocząć. W
      pokoju była kanapa. Zażądałem poduszkę, którą mi dostarczono. Zaczynam lepiej
      rozumieć swoją sytuację, gdy zobaczyłem przez okno wychodzących z piwnicy pod
      eskortą zaaresztowanych przedtem moich parafian.
      Przez całą noc byłem strzeżony, bo gdy chciałem wyjść do WC zaraz znalazł się
      żołnierz, który mnie wyprowadził na podwórze. W sposób delikatny i zarazem
      podstępny zostałem aresztowany, chociaż mi tego nie powiedzieli. Rano jednak
      wybrałem się do kościoła. Naczelnik po krótkiej rozmowie oświadczył , że
      pojedziemy do Równego do głównego prokuratora. Wszystko stało się jasne.
      Jedziemy do Równego. Zima około 20 stopni mrozu. W aucie, na wierzchu, na
      wałkach. Towarzyszyło mi kilku, zdaje się sowietów i jeden strażnik ubrany w
      kożuch i walonki. Dobrze że miałem prałackie futro, baranią czapkę, ale i tak
      przemarzłem do szpiku kości. Po przyjeździe do Urzędu Śledczego wtrącono mnie
      do bunkra betonowego, w którym było już kilku Ukraińców. Siedzimy tam parę
      godzin. Potem rewizja osobista, odebrano pasek, oderwano sprzączki u spodni,
      popruto grubsze szwy w prałackim futrze w poszukiwaniu za złotem i ostrymi
      narzędziami jak np. scyzoryk, żyletka itp. Teraz przemarsz przez podwórze do
      prawdziwego więzienia. W dużej celi zimno przejmujące. Siedzimy sami. Zbliża
      się noc; jak tu spać? Cztery ściany i podłoga! Zdjąłem ze siebie futro,
      otuliłem się nim i położyłem się na podłodze. Nogi podciągnąłem pod szyję i tak
      zamierzałem nieco przedrzemać. Czapkę nasunąłem na uszy, futro naciągnąłem na
      głowę i zaczynam chuchać, aby trochę się ogrzać. Trochę leżałem, lecz więcej
      spacerowałem i tak przeszła noc. Około południa przynieśli miskę rybiej zupy i
      kawałek chleba (oka rybie, ogon, łuski). Pod wieczór przyprowadzili do celi
      kilku cuchnących bolszewików. Na drugi dzień zażądałem widzenia się z
      naczelnikiem więzienia. Gdy przyszedł oświadczyłem, że nie będę jadł takiej
      zupy i nie będę przebywał w takiej lodowni. On oświadczył, że taką zupę podają
      wszystkim, a gdy chodzi o temperaturę w komorze, to �wkrótce będzie ciepło, a w
      Związku Radzieckim wszyscy traktowani są równo!" W jednej celi są generałowie,
      inżynierowie i zwyczajni robotnicy.
      Okazało się, ze naczelnik miał całkowitą rację. Po południu zabrano nas do
      łaźni, w której było już 60 ludzi; później wszystkich razem przyprowadzono do
      mojej celi. Nie tylko zrobiło się ciepło, ale i duszno, trzeba było stale
      otwierać okno, chociaż na polu było kilkanaście stopni mrozu. Ci, którzy mieli
      miejsce pod oknem domagali się zamknięcia okien, ci spod drzwi wołali, że się
      duszą. Półtora dnia nie dali nam nic jeść, tak że zupa rybna wydała się
      przysmakiem. Równość i demokracja okazały się po chwili. Gdy każdy zajął
      zdobyte miejsce następowało zapoznanie się. Przekrój społeczny więźniów
      obejmował wszystkie warstwy obywateli radzieckich: od zwyczajnych bandytów UPA
      do inżynierów i pułkowników Armii Radzieckiej. W komorze 6 Polaków, 7 Rosjan,
      oraz zwyczajni złodzieje i bandyci ukraińscy.
      Komora była tak zatłoczona, że nie sposób było zrobić kilka kroków. Wszyscy
      siedzieli. W nocy spaliśmy całkowicie dopasowani do siebie. Odwrócenie się na
      drugi bok stawało się manewrem całego szeregu leżących ciał. Do załatwienia
      potrzeb fizjologicznych służyła beczka, którą się wynosiło do więziennego WC.
      Szczęście, gdy była niepełna. Gorzej przedstawiała się sytuacja, gdy złośliwy
      strażnik opóźnił o kilka godzin jej wyniesienie.
      Zaczął się czas wyczekiwania na pierwsze przesłuchanie. Regulamin w komorze:
      wstawanie o 6.00, sprzątanie w swojej przestrzeni życiowej. Około godz. 8
      śniadanie złożone z jakiejś zupy i kawałka chleba. Bezczynne siedzenie do godz.
      11.00 i spacer 15-to minutowy po podwórzu (kawałek chleba, zupa) i znowu
      siedzenie. O godz. 16.00 kolacja i siedzenie, o 19.00 spoczynek.
      Po kilku dniach zaczęło się urozmaicenie w jednostajnym trybie życia, ale
      urozmaicenie bardzo przykre. Po śniadaniu i wieczorem zaczęto wyrywać na
      śledztwo. Ta druga pora w nocy budziła trwogę. Wezwani rano wracali około
      16.00. Wezwani wieczorem byli zwalniani rano. Niektórzy zbici, zmaltretowani
      nie mieli ochoty ani na obiad, ani na kolację.
      Mniej więcej po tygodniu wieczorem wywołują kilku, między innymi i mnie. Staram
      się wszelkimi siłami opanować strach i nie pokazać po sobie żadnego wzruszenia.
      Na śledztwie w NKWD nie wolno okazać strachu i pamiętać raz wypowiedziane
      zdanie. Każde wahanie lub zmiana zeznań pogrąża więźnia jeszcze więcej. Otóż i
      na wstępie pierwszych skrutiniów przedst
      • Gość: Pytak Chorwacja - katolickie eldorado IP: 130.94.107.* 29.07.03, 17:01
        Chorwacja'41-45: Katolickie Eldorado #1
        Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

        Spis treści
        Niezależne Państwo Chorwackie (NDH)
        Udział Kościoła
        Franciszkańska hańba
        Protesty
        Bilans reżimu
        Serbski odwet

        Chorwacja przed pierwszą wojną światową była jedną z
        prowincji Austro-Węgier. Po wojnie weszła w skład
        Królestwa SHS (Serbów, Chorwatów i Słoweńców, w 1929
        król zmienił nazwę państwa na: Jugosławia). Wprawdzie w
        królestwie nasilały się niesnaski i konflikty między
        Serbami (prawosławni) i Chorwatami (katolicy), lecz
        mniejszościowa religia katolicka (wśród 12 mln ludzi,
        było 5,5 mln prawosławnych i 4,7 mln katolików) nie
        doznawała ucisku, a nawet przeciwnie - rozwijała się
        pomyślnie. Podręcznik historii Kościoła podaje: "Życie
        kościelne rozkwitało. Rozwój dawał się zauważyć
        szczególnie w prasie, szkolnictwie i organizacjach, w
        duszpasterstwie i zakonach".

        W roku 1935 zawarto nawet konkordat z Watykanem.
        Wyjątkowe jest nie tylko to, że religia katolicka
        stanowiła tam mniejszość, ale i fakt bardzo korzystnych
        dla niej ustanowień. Watykan reprezentował E. Pacelli.
        Art. 1 stwierdzał, że Kościół katolicki ma pełne prawo
        do swobodnego i publicznego pełnienia swej misji.
        Duchowieństwu przyznano przywileje i państwową ochronę
        spełniania swych funkcji (czego naruszenie, np. poprzez
        obrazę, karane miało być zgodnie z prawem państwowym).
        Dochody kleru otrzymywane z tytułu pełnienia funkcji
        miały być zwolnione od podatku, tak jak dochody
        funkcjonariuszy państwowych. Kościołowi przyznano
        subwencje, proporcjonalnie odpowiednie jak dla innych
        wyznań. Nauka religii dla katolików miała być
        przedmiotem obowiązkowym. Szkoły wyznaniowe mogły
        otrzymać prawa szkól publicznych. Małżeństwa kanoniczne
        zrównane z cywilnymi (sprawy o unieważnienie w gestii
        sądów kościelnych). Jak więc widać znacznie przesadzono
        z przywilejami, które byłyby nawet bardzo korzystne dla
        państwa całkowicie katolickiego. Zwieńczeniem tych
        nadmiernych przywilejów było chyba ustanowienie
        nuncjusza papieskiego dziekanem całego korpusu
        dyplomatycznego w Jugosławii, co jest doprawdy
        niebywałe, gdyż występuje to tylko w krajach tradycyjnie
        katolickich i to nie wszystkich. Na skutek przerostu
        przywilejów nigdy nie udało się ratyfikować tego
        konkordatu i przez to nie wszedł on w życie. W związku z
        tym zawiedziony Pacelli powiedział na spotkaniu
        konsystorza coś bardzo złowieszczego: "Nadejdzie jeszcze
        dzień, kiedy niemała będzie liczba tych, którzy gorzko
        pożałują, że odtrącili to dzieło dobre, wielkoduszne i z
        wielkiego serca poczęte, które zaofiarował ich krajowi
        namiestnik Chrystusa"

        Nim przejdziemy do omawiania losu, jaki katolicy
        zgotować mieli w latach 1941-45 prawosławnym, dla
        zobrazowania tym większej niesprawiedliwości tego co się
        stało, warto wspomnieć jeszcze inny konkordat jaki im
        sprezentowało państwo z przewagą prawosławia - chodzi o
        konkordat zawarty 24 czerwca 1914 r. z Serbią. Również i
        on był korzystny dla mniejszościowego katolicyzmu. Art.
        1 stwierdzał: "religia katolicka, apostolska rzymska,
        może być swobodnie i publicznie praktykowana w
        królestwie serbskim". Biskupi mieli otrzymywać od rządu
        roczne pensje. Nauka religii dla katolików miała być
        obowiązkowa. Małżeństwa kanoniczne zrównano z cywilnymi.
        Jednak na skutek wybuchu wojny, a następnie głębokich
        zmian politycznych, konkordat ten również nigdy nie
        wszedł w życie.

        Powyższe przykłady obrazują jednak, że katolicka
        religia, będąc nawet w mniejszości, generalnie była nie
        tylko tolerowana, ale i miała się bardzo dobrze. 4
        stycznia 1941 r. (czyli na trzy miesiące przed
        przejęciem władzy przez ustaszów!) Civilta Cattolica
        przytacza fragment z jugosłowiańskiej prasy
        kościelnej: "W Banacie chorwackim wychodzi się naprzeciw
        życzeniom Kościoła, nasze katolickie tradycje
        chrześcijańskie są respektowane... Nie ma najmniejszych
        uprzedzeń, najmniejszej nieufności... Stosunki z
        Kościołem są nie tylko poprawne, ale wręcz
        przyjacielskie... Świeckiemu duchowieństwu, czy
        urzędującemu, czy w stanie spoczynku, podniesiono
        uposażenia; wiele katolickich instytutów otrzymało
        subwencje"

        Niezależne Państwo Chorwackie (NDH)
        Po wkroczeniu Niemców do Jugosławii (6 kwietnia1941),
        współpracę z nimi podjął ruch ustaszów [_1_], założony w
        1929 r. przez doktora Ante Pavelicia w celu dokonania
        secesji Chorwacji od państwa jugosłowiańskiego. Niedługo
        potem Pavelić został głową Niepodległego Państwa
        Chorwackiego, któremu Hitler przyznał
        status 'aryjskości'. W skład nowego państwa, oprócz
        Chorwacji, weszły Bośnia i Hercegowina oraz serbski Srem
        (łączny obszar państwa: 92,5 tys. km kw.). Stolicą NDH
        została Banja Luka.

        Reżim, jaki wkrótce ustanowili ustasze (1941-45),
        którego polityka opierała się na eksterminacji
        prawosławnych, Żydów, Cyganów i komunistów, był jednym z
        najokrutniejszych, o ile nie najstraszliwszym, w czasie
        drugiej wojny światowej [_2_]. Politykę tę chorwacki
        minister edukacji, dr Mile Budak, określił
        następująco: "Część Serbów wybijemy, część wygnamy, a
        resztę, która musi przyjąć religię katolicką, włączymy
        do narodu chorwackiego (...) Wszystkie nasze poczynania
        wynikają z wierności wobec religii i Kościoła
        katolickiego". H. Neubacher, wysłannik niemieckiego
        Urzędu Spraw Zagranicznych pisał: "Recepta wodza
        ustaszów i poglavnika Chorwacji, Ante Pavelića, na
        prawosławnych przypomina wojny religijne, pamiętne jako
        te najkrwawsze: 'Jedna trzecia ma się stać katolicka,
        jedna trzecia ma wynieść się z kraju, a jedna trzecie ma
        umrzeć!' Ostatni punkt tego programu wykonano". W nowym
        państwie chorwackim zamieszkiwało 6,7 mln ludzi. Połowę
        tego stanowili katolicy, oprócz tego 2,2 mln
        prawosławnych, 750 tys. muzułmanów, 70 tys. protestantów
        i 45 tys. Żydów. Katolicy rozpalili się tylko przeciwko
        prawosławnym i Żydom. Fanatyzm i mordercza furia
        faszystów chorwackich była tym gorsza, że wszystko
        opierało się na waśniach religijnych, a plan państwowy
        zmierzał do utworzenia całkowicie katolickiej Chorwacji.
        Cornwell pisał o tych mordach: "Nawet w porównaniu z
        obecnymi rzeziami w Jugosławii zbrodnie Pavelicia na
        prawosławnych Serbach pozostają jedną z najbardziej
        odrażających masakr w historii".

        Często pisze się o rewolucji francuskiej z 1789 r. i o
        jej terrorze jako o bezbożnych wyczynach, najchętniej
        obarczając tym jeszcze oświeceniowych filozofów. Staje
        jednocześnie człowiek religijny przed dylematem o wiele
        większym, a jest nim właśnie reżim ustaszowski, bez
        wątpienia o wiele bardziej zmieszany z religią
        katolicką, niż rewolucja z ateizmem, wszak terror
        ustaszów miał wytyczony jasny cel: stworzenie
        kraju "rdzennie" katolickiego. A przy jego okrucieństwie
        i barbarzyństwie wyczyny rewolucjonistów wydają się
        czymś nieomal humanitarnym. Nawet Wandea nie może się z
        tym równać.

        Aby zdać sobie sprawę z okropności tego co się działo
        wówczas w Chorwacji, można porównać to choćby do zbrodni
        hitlerowców. Eksterminacje żołnierzy Hitlera i jego
        dowódców były, mówiąc nieco makabrycznie, jakby
        biurokratyczną robotą: bezemocjonalne zabijanie, planowe
        i regularne. Natomiast to co wyczyniali ustasze była to
        ślepa furia i szaleństwo. Fotografie tych zbrodni
        pokazują zdjęcia kobiet z odciętymi piersiami, wyłupione
        oczy (sam Ante Pavelić był ponoć ich kolekcjonerem),
        odcięte genitalia, dzieci wbijane na pal, setki narzędzi
        zbrodni: noży, toporów, haków na mięso, itd. Włosi
        sfotografowali ustasza, który miał na szyi "naszyjnik" z
        ludzkich języków i oczu.

        Hitlerowskie wojska Wehrmachtu bywały przerażone lub
        zszokowane tymi poczynaniami. Na początku czerwca 1941
        r. Edmund Glaise von Horstenau, niemiecki generał
        akredytowany w Chorwacji informował, że "ustaszów
        ogarnął szał", w lipcu donosił o zakłopotaniu Niemców,
        których "sześć batalionów piechoty" patrzyło się
        bezradnie w osłupien
    • Gość: Xionc Re: jak mordowała lewica IP: 213.77.7.* 29.07.03, 16:57
      To było 10 lutego 1940 roku. Nastąpił wtedy pierwszy wywóz Polaków przez
      sowieckie NKWD na Sybir. Dzisiaj jest to już 63. rocznica Pierwszej Wywózki.
      Byłą to straszna zima. Mróz sięgał - 40 stopni C. Do wagonów towarowych
      ładowano po 40 – 50 osób. Brak było opału i urządzeń sanitarnych. W czasie
      transportu umierali ludzie mniej odporni na głód i zimno. Umierały maleńkie
      dzieci – niemowlaki, starsi i schorowani. Zwłoki tych wszystkich wyrzucali
      żołnierze NKWD do śniegu w rowach przy torze kolejowym. Rodziny nie były w
      stanie pochować swoich bliskich. Pociągi mknęły w nieznaną dal. Punktem
      docelowym zsyłki był tereny Archangielska, Omska, Tomska, Nowosybirska,
      Irkucka, Krasnojarskiego Kraju, Kazachstanu i in. Należało się przystosować do
      nowych warunków syberyjskich. W tajgach budowano baraki, a na stepach
      Kazachstanu sadzono ziemniaki na nawozach zwierzęcych zmieszanych z gliną. To
      wszystko nie chroniło przed śniegiem i zimnem gdyż mrozy dochodziły miejscami
      do – 60 stopni C. Nastąpiła walka o byt i przetrwanie. Z Polaków tworzono
      brygady tzw. pilarzy, którzy po as w śniegu cieli drzewa, które w lecie jako
      tratwy były spławiane rzekami do tartaków. Byłą to praca ponad siły
      człowieka. Norma dzienna wynosiła 6 m sześciennych na osobę. Nikt nie był w
      stanie wykonać normy. A jeśli nie wykonałeś normy to nie dostawałeś
      przysługującej Ci normy chleba i pieniędzy. Stawka pieniężna (karna) wynosiła
      50 rubli. Za te pieniądze można było kupić w ciągu miesiąca zupę (1 rubel
      miska) i chleb. Zupa była to woda zaprawiona mąką gdzie czasami znaleźć można
      było dwa makarony (zupa ta nazywała się „łapsza”), a w innej można było wyłowić
      listek kapusty (ta nazywała się „szczi”). W lecie ratowały nas czarne jagody i
      borówki, których było mnóstwo w tajdze – po prostu tworzyły kobierce. Na
      bagnach był dziki czosnek i żurawina. To dostarczało nam trochę witamin i
      pozwalało uniknąć awitiminozy. Herbatę parzyło się z zasuszonych krzaków malin.
      Nie wszędzie jednak tak było. Inne prace zesłańców to karczowanie pni po
      wyciętych sosnach. Przeważnie wykonywały to kobiety nawet 60 – 70sięcio letnie.
      To była straszna praca. Kobiety te nie miały przeważnie nigdy łopaty, ani
      siekiery w ręku. Nigdy nie wykonywały normy. Zdarzały się wypadki i omdlenia
      przy pracy. Czasami pomagali im mężczyźnie o ile brygadzista tego nie widział.
      Komary i muszki gryzły niemiłosiernie. Bez kapelusz z siatką i rękawic oraz
      szczelnego ubrania zagryzłyby człowieka na śmierć. Pracowali również zesłańcy
      przy budowie tratw i spławianiu drzewa. Było dużo wypadków utonięć. Pracujący w
      kołchozach dostawali a’ konto swojej pracy produkty rolne. Zawsze byli jednak
      dłużnikami kołchozów, a gdy był nieurodzaj lub klęska żywiołowa – kołchoźnicy
      nie mieli co jeść. Dzieci pasały bydło. Kto posiadał ubranie, złoto, zegarki i
      inne przedmioty powszechnego użytku w miarę możliwości mógł zamienić je na
      żywność. Ale i to wkrótce się kończyło.

      Jest to pokrótce charakterystyka naszego życia na zesłaniu. Nikt z
      nas do końca życia nie zapomni jak ciężko musiał pracować. Jaki cierpiał głód.
      Jak niemiłosiernie gryzły go komary, meszki, pluskwy i wszy. Jak patrzył na
      umierające dzieci i innych towarzyszy niedoli, których zwłoki po dziś dzień
      kryje ta syberyjska ziemia. Tych cmentarzy – o ile można to nazwać cmentarzami –
      już dzisiaj nie ma. Przecież minęło już 63 lata. Ale pamięć pozostała.

      I co szczególnie bolesne to, to, że wielu oficerów, policjantów,
      żołnierzy KOP’u zostało rozstrzelanych zaraz po wzięciu do niewoli. Podobny los
      spotkał część ludności cywilnej uznanej za „burżujów”. Mołotow podczas
      podpisywania traktatu z Ribentroppem powiedział, że Polska jako bękart Europy
      przestała istnieć. Największe jednak straty spowodowały cztery deportacje
      Polaków na Sybir .

      Pierwsza z nich to 10 luty 1940r. Objęła przeważnie niższych urzędników
      państwowych i samorządowych, osadników wojskowych, leśników wraz rodzinami –
      razem blisko 220 tysięcy osób.

      Drugą deportacje przeprowadzono 13 kwietnia 1940 roku. W tym samym czasie
      odbywały się też mordy polskich oficerów w Katyniu, policjantów w Miednoje i
      polskich urzędników państwowych, naukowców i in. pod Charkowem. Druga
      deportacja dotyczyła głównie kobiet i dzieci – rodzin po poprzednio
      zamordowanych i aresztowanych – łącznie około 320 tysięcy osób.

      Trzecia deportacja nastąpiła na przełomie czerwca i lipca 1940r. Zesłano 240
      tysięcy osób.

      Czwarta – ostania deportacja odbyła się tuż przed wybuchem wojny radziecko –
      niemieckiej – dniem 21 czerwca 1941 roku. Deportowano inteligencję, kolejarzy,
      rzemieślników zamożniejszych gospodarzy i ich rodziny. Razem 300 tysięcy osób.

      Ogółem w latach 1939 – 41 zesłano na Sybir 2 miliony Polaków. Tysiące
      zamordowano w więzieniach, obozach jenieckich w Katyniu, Miednoje i Charkowie.
      Około 650 tysięcy zmarło na zesłaniu. Odkrywamy nowe miejsca mordów dokonanych
      przez sowieckie NKWD.

      Z zarejestrowanych w 1990r. 85 tyś. Sybiraków żyje obecnie około 45 tysięcy
      osób. Na wieczną wartę odeszło 40 tysięcy(stan na 31 grudnia 2002). Ile żyje
      poza granicami kraju – brak danych.

      • Gość: Top Re: jak mordowała lewica IP: *.proxy.aol.com 29.07.03, 17:05
        Przynajmniej swiezego powietrza mieli MNOGO !!!A wielu po raz pierwszy w zyciu
        poprobowalo PRACY !!!
        • Gość: Xionc Re: jak mordowała lewica IP: 213.77.7.* 29.07.03, 17:08
          Wot typowa lewicowa mentalność. Dziadzio ci opowiadał jak w Katyniu mordował
          Polaków? Albo bił do nieprzytomności nastoletnich AK-owców po wojnie.

          Jeszcze przyjdzie na was pora komunistyczne skurwysyny..
          • Gość: Pytak komuchy dawno kaput,teraz kolej na was dranie ! IP: 168.143.123.* 29.07.03, 17:12
            • Gość: Xionc Re: komuchy dawno kaput,teraz kolej na was dranie IP: 213.77.7.* 29.07.03, 17:19
              jeszcze nie kaput, zostałeś ty i paru twoich kolesi - ale i wam kostucha
              dobierze się do dupy...

              a wtedy zobaczymy...
              • Gość: Pytak gnoju,jak ja walczylem z komuchami to tys im lizal IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 17:56
                d.. jak twoi bossowie giertish, nowak, pajak i inne
                bestie, a rozszczekani dzisiejsi dewoci z LPR chowali
                sie po katach ze strachu nawet przed sekretarzem
                komitetu w zakladzie pracy. Takich bohaterow jak wy do
                kibla i spuscic szybko wode, zeby nie smierdzialo.
                • gabrielacasey Badz sprawiedliwi: oni sie tylko zapisywali badz 31.07.03, 01:54
                  do PRONcia, badz do Grunwaldu...
          • Gość: Top [...] IP: *.proxy.aol.com 29.07.03, 17:49
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: Pytak Re: jak mordowała lewica IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 18:02
              Oni prosza o rzez jak we Francji ! Francuzi zrobili raz
              ale dobrze i wyzwolili sie od klerykalnej gangreny na
              zawsze.
              • Gość: Top Re: jak mordowała lewica IP: *.proxy.aol.com 29.07.03, 18:43
                Gość portalu: Pytak napisał(a):

                > Oni prosza o rzez jak we Francji ! Francuzi zrobili raz
                > ale dobrze i wyzwolili sie od klerykalnej gangreny na
                > zawsze.
                >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
                -SWIETE SLOWA-NIESTETY-Polaki we WSZYSTKIM Francuzom ustepuja-chociaz,nie-w
                mozliwosciach obalania flachy to nasi chyba TYLKO Ruskim ustepuja !!!

                W rosyjskim szpitalu trwa bardzo skomplikowana operacja.Chirurg prowadzacy do
                pielegniarki:
                -spiryt,tampon
                -spiryt, tampon
                -spiryt,spiryt-OGORCA !!!
                • Gość: Aram Re: jak mordowała lewica IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.03, 22:29
                  Jak ci już przejdzie, to zajmij się opowieścią o tym jak mordowala prawica.
                  Opowieść będzie dłuższa, bo lewica ma znacznie krótszą historię od prawicy. A
                  będzie o czym opowiadać, oj będzie!
                  • Gość: Jurand. Re: jak mordowała lewica IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 30.07.03, 00:09
                    Gość portalu: Aram napisał(a):

                    > Jak ci już przejdzie, to zajmij się opowieścią o tym jak mordowala prawica.
                    > Opowieść będzie dłuższa, bo lewica ma znacznie krótszą historię od prawicy.
                    A
                    > będzie o czym opowiadać, oj będzie!
                    >Te zakłamane,bezmózgie świnie nawet swojej historii nie znają.Bełkoczą
                    bezmyślnie to co im pod amboną wbito na siłę w puste łby.Sami na naukę nie
                    mają czasu,bo albo piją,albo się modlą.Zarówno jeden jak i drugi sposób
                    spędzania czasu wiedzy nie przysparza.
                    • Gość: Pytak Re: jak mordowała lewica IP: 130.94.107.* 30.07.03, 00:15
                      Obudzi sie holota w proboszczowych czworakach z
                      proboszcza swiniami do pasienia i z rozancem do
                      klepania prosb o zlitowanie do Boga.
                      • Gość: ++++.. Re: jak mordowała lewica IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 30.07.03, 00:20
                        Gość portalu: Pytak napisał(a):

                        > Obudzi sie holota w proboszczowych czworakach z
                        > proboszcza swiniami do pasienia i z rozancem do
                        > klepania prosb o zlitowanie do Boga.
                        >A wtedy będzie już za pózno,Bóg nie pomoże a ksiądz spuści wpier..l
                        leniwym.Do modlitwy już nie będzie namawiał, tylko pilnowal,żeby dobrze
                        opiekowali się jego świniami.
                        • Gość: debil Re: jak mordowała lewica IP: *.utaonline.at 30.07.03, 07:17
                          Gość portalu: ++++.. napisał(a):

                          > Gość portalu: Pytak napisał(a):
                          >
                          > > Obudzi sie holota w proboszczowych czworakach z
                          > > proboszcza swiniami do pasienia i z rozancem do
                          > > klepania prosb o zlitowanie do Boga.
                          > >A wtedy będzie już za pózno,Bóg nie pomoże a ksiądz spuści wpier..l
                          > leniwym.Do modlitwy już nie będzie namawiał, tylko pilnowal,żeby dobrze
                          > opiekowali się jego świniami.

                          czy wisz ze jestes psychopata?? no to juz wiesz,cmok w krok
                          • Gość: Magdalena. debilu. IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 30.07.03, 09:18
                            Tut turutu tutu srutu -idioto.Czy rodzice znowu pojechali myć sroce i
                            zostawili cię przy komputerze?.Pomóż im,twój sroc też jest brudny,nie czekaj
                            na rodziców,weż szczoteczkę do zębów i wyszoruj go.Rodzice będą dumni ,że mają
                            takiego mądrego i pracowitego syna.
                            • Gość: debil Re: debilu. IP: *.utaonline.at 30.07.03, 20:30
                              Gość portalu: Magdalena. napisał(a):

                              > Tut turutu tutu srutu -idioto.Czy rodzice znowu pojechali myć sroce i
                              > zostawili cię przy komputerze?.Pomóż im,twój sroc też jest brudny,nie czekaj
                              > na rodziców,weż szczoteczkę do zębów i wyszoruj go.Rodzice będą dumni ,że
                              mają
                              > takiego mądrego i pracowitego syna.

                              juz wyszorowany! a czy ty masz moze jakis pomysl zeby cos zrobic z
                              twa,nazwijmy ta watpliwej jakosc tzw. uroda? moze polanica? sluze wsparciem
                              finansowym,bo zdaje sie to pare zlotych kosztuje a w pl sie nie przelewa...

                              nie chcialem uzyc slow "jestes brzydka" ale sama rozumiesz ze taka prawda i
                              mogloby cie to zranic.
                              caluje cie (przez chusteczke naturalnie) bo te pryszcze mi wygladaja na
                              rzezaczke czy cos podobnego. no to pa skarbie,jeszcze raz:cmok w krok
                              • gabrielacasey Czy seks po katolicku to wlasnie...mineta??? 31.07.03, 01:55
    • Gość: MACIEJ http://www.faktyimity.pl/paraf2.html IP: *.gen.twtelecom.net 30.07.03, 01:07
      www.faktyimity.pl/paraf2.html
    • Gość: MACIEJ POCZYTAJ SOBIE O CYROGRAFIE IP: 130.94.123.* 30.07.03, 01:15
      www.faktyimity.pl/paraf2.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka