Gość: Xionc
IP: 213.77.7.*
29.07.03, 16:41
Mimo przyznania się sprawcy do popełnienia zbrodni i ujawnienia przez stronę
rosyjską dokumentu z 5 marca 1940 r., w którym najwyżsi rangą władcy Kremla
podjęli jednogłośnie decyzję o wymordowaniu polskich oficerów,
przetrzymywanych w obozach na terenie Związku Sowieckiego, nie można
powiedzieć, że sprawa została zakończona. Katyń to symbol i sygnał
wywoławczy, który nadal kładzie się cieniem na relacjach polsko--rosyjskich.
Dwuznaczność, jaka otacza zbrodnię katyńską, wyrasta — moim zdaniem — z
faktu, że nie zostały ujawnione wszystkie okoliczności tej zbrodni. Strona
rosyjska nie udostępniła teczek 14,5 tys. polskich oficerów, więzionych w
obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, których zbiorowe mogiły
znajdują się w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wiele wskazuje na to, że
dokumenty takie zachowały się. Z badań historyków wynika, że w pierwszej
fazie represji rozstrzelano ponad 27 tys. obywateli polskich. Na razie znamy
losy tylko części z nich.
Ogrom zła
Odnoszę wrażenie, że w Polsce nadal nie zdajemy sobie sprawy z wyjątkowego
okrucieństwa Katynia. A trzeba sobie uświadomić, że z przyczyn ideologicznych
rozstrzelano połowę kadry oficerskiej, którą posiadała przedwojenna armia
polska. Podobna zbrodnia nie wydarzyła się w historii Polski.
Od początku sprawie tej towarzyszyły przemilczenia, skrupulatnie preparowane
kłamstwo. Po odkryciu mogił pod Smoleńskiem Niemcy przez pewien czas zwlekali
z ogłoszeniem tego faktu. Być może dlatego, że w czaszkach ofiar znajdowano
pociski świadczące, że egzekucji dokonano używając amunicji niemieckiej
produkcji. Rosjanie zawsze byli mistrzami dezinformacji. Pochodzenie amunicji
w tym przypadku o niczym nie świadczyło, ponieważ firma, która ją
produkowała, eksportowała wyroby do wielu krajów. Nie można wykluczyć, że
zapasy niemieckiej amunicji zdobyli Rosjanie na terenach wschodniej Polski.
Dwuznaczność moralna
Zbrodnia katyńska stała się przedmiotem rozgrywek politycznych. Zachodnim
sojusznikom ZSRR na przykład wcale nie zależało na ujawnieniu prawdy. Stąd
naciski wywierne na gen. Sikorskiego, aby wyciszył sprawę Katynia. W ten
sposób nasi ówcześni sprzymierzeńcy stali się cichymi wspólnikami zbrodni.
Kto usiłuje zacierać ślady mordu, nie ujawnia go, choć posiada o nim
wiadomości, utrudnia poznanie prawdy, może odpowiadać za współudział. Dlatego
Zachód w tym przypadku ponosi olbrzymią winę moralną.
Czasami posuwano się nawet do rzeczy nikczemnych. W Stanach Zjednoczonych na
przykład pokpiwano z ofiar katyńskich za pomocą rysunków satyrycznych. Było
to możliwe, ponieważ lewicowe wpływy w prasie amerykańskiej były ogromne. I
nie ma dziś znaczenia fakt, że umieszczenie tej publikacji spowodował
człowiek, którego kontrwywiad amerykański namierzył potem jako agenta
Stalina.
Mimo usilnych starań strony rosyjskiej, aby winą za Katyń obarczyć Niemców,
Trybunał Norymberski odrzucił tę sugestię, pomijając sprawę milczeniem. Oddał
sprawiedliwość wszystkim z wyjątkiem ofiar spod Smoleńska. W przypadku
Katynia przypominał parodię sprawiedliwości. Sprawca zbrodni występował w
procesie w roli prokuratora i sędziego we własnej sprawie.
Przemilczenia komunistów
Po wojnie w Polsce na straży kłamstwa katyńskiego stanęła ideologia
komunistyczna, uległość reżimowych historyków, sprzedajnych publicystów i
nożyce cenzora. Szczegółowe zapisy czuwały, aby w nekrologach czy na
plakatach o nabożeństwie nie było daty śmierci 1940 r., bo ona wskazywała na
sowieckiego sprawcę. Dopuszczalny był rok 1941. W rozprawach naukowych
obowiązywała formuła: „zginął w Katyniu”. Bardzo dbano o zachowanie
anonimowości sprawcy.
Z kłamliwych tekstów, które opublikowano w Polsce o Katyniu można ułożyć
przerażającą antologię. Moim zdaniem dwuznaczny stosunek do Katynia nie
skończył się wraz z upadkiem „ustroju powszechnej szczęśliwości”, chociaż
dziś już nikt nie usiłuje fałszować faktów. Niektórzy uważają obecnie, że
sprawę katyńską należy zamknąć w imię przyszłości i ułożenia sobie dobrych
stosunków z rosyjskim sąsiadem. Zapominają przy tym, że przebaczenie podjęte
tylko dla samego przebaczenia bywa zawieszone w próżni. Podstawą musi być
ujawnienie całej prawdy. Tendencja ta jest modna w środowiskach lewicowych
lub zbliżonych do lewicy, a jej podstawą jest uznanie, że można poprzestać na
przyznaniu się sprawcy do winy. Być może dlatego Rosjanie zwlekają z
ujawnieniem akt personalnych ofiar. Być może z tego wynika opieszałość w
budowie cmentarzy wojskowych, na których spoczną polskie ofiary stalinowskich
zbrodni.
Wielu ludzi potrafi ze świętym oburzeniem piętnować na przykład zbrodnie
hitlerowskie, lecz jednocześnie milczy, gdy zainteresowania schodzą na
zbrodnie komunizmu w Polsce. Stosuje się jakby dwie odmienne miary. A
przecież każda zbrodnia jest zbrodnią. Taki stosunek do przeszłości to
widoczna pozostałość po mentalności lewicowej czy lewicującej, niestety, dość
powszechnej w dzisiejszej Polsce. Być może w tym tkwi przyzwolenie
społeczeństwa polskiego na nierozliczanie zbrodni stalinowskich, które
popełniono w Polsce po roku 1945. Katyń jest również zbrodnią stalinowską,
tyle że popełnioną na skalę masową.
Dobrodziejstwo zasłony
W Polsce nie brakuje również socjotechnicznego podejścia do sprawy Katynia,
co niepokoi mnie najbardziej. Nie brakuje w Polsce środowisk, które uważają,
że pełne ujawnienie prawdy o Katyniu wystarczy, aby załatwić raz na zawsze
drażliwy dla niektórych temat zbrodni stalinowskich. Ujawnienie nazwisk
komisarzy i funkcjonariuszy NKWD, którzy wiosną 1940 r. zabijali strzałami w
tył głowy polskich oficerów, ma zapewnić dalszą pełną anonimowość polskim
oprawcom z UB, którzy również dopuścili się wielu mordów.
Przy takim spojrzeniu na sprawę, urzędowo wspierana przez niektóre
ugrupowania polityczne amnezja o zbrodniach popełnionych w Polsce przez
rodzimych stalinowców, okazuje się odpryskiem lub może dalszym ciągiem
tamtych fałszów. Zbrodni stalinowskich nie można podzielić na większe i
mniejsze. Wszystkie są takim samym złem, czerpią z tego samego źródła
ideologicznego. Przesłanie moralne, jakie wypływa ze sprawy katyńskiej, wbrew
pozorom bardzo mocno tkwi w naszej współczesności. Czy potrafimy sprostać
temu wyzwaniu. Doświadczenia ostatniego dziesięciolecia świadczą, że
rezultaty są bardzo połowiczne. Nie można jednak rezygnować z wysiłku dążenia
do odkrycia pełnej prawdy.