Dodaj do ulubionych

Trybuna Ludu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.03, 12:29
www.wirtualnemedia.pl/index1.php?act=4&id_artykulu=6041
Obserwuj wątek
    • Gość: soko Re: Trybuna Ludu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.03, 23:12
      zacytujmy bo ludzie nie wiedzą:
      W "Trybunie" zaczęły pojawiać się artykuły, które przypominają fikcyjne
      ogłoszenia
      W "Trybunie" zaczęły pojawiać się artykuły, które przypominają fikcyjne
      ogłoszenia z filmów szpiegowskich. Mają nie informować, ale kogoś przestraszyć -
      informuje najnowszy "Newsweek."

      Najnowsze dziennikarskie osiągnięcie "Trybuny" umknęło szerszej publiczności.
      Pod wielkim tekstem, poświęconym publikacjom gazet o różnych aferach z udziałem
      SLD-owców (innych afer teraz nie ma), dociekliwy dziennikarz o inicjałach M.B.
      (czyżby sam naczelny Marek Barański?) zadaje pytania szefowi Agencji Wywiadu
      Zbigniewowi Siemiątkowskiemu.

      - Czy pan wie, iż dziennikarska Warszawa huczy od informacji z "pewnego
      źródła", że "Newsweek" dobiera się panu do skóry - dociska M.B. - Widać Agencja
      Wywiadu bardzo się komuś naraziła. Komuś jakiś interes przeszedł koło nosa. -
      Owszem, słyszę o tym.
      Ale ja przecież jestem od tego, żeby słyszeć - dywaguje Siemiątkowski. M.B.
      podrzuca tematy: "Newsweek" ma się ponoć zająć interesami żony Siemiątkowskiego
      z Grekami i z pewną cypryjską firmą, która sprowadza do Polski ropę naftową. W
      odpowiedzi SLD-owski szef wywiadu tłumaczy, że lubi grecką kuchnię, a poza
      tym "w nic nie gra". - Jeśli już, to tylko w gry, które prowadzą służby
      specjalne. Ale wtedy na ogół wygrywam - kończy bardzo groźnie.
      Pomińmy ten uroczy akt prężenia muskułów polityka, który od zawsze kochał
      służby specjalne. Skupmy się na "Trybunie". Wywiad redaktora M.B. to
      majstersztyk - pytanie tylko czego. Nie pojmie go żaden zwykły czytelnik, ale
      nie do niego jest skierowany. Przypomina raczej anons zamieszczony w gazecie,
      który ma kogoś przestrzec albo przestraszyć. Znamy takie ogłoszenia - z
      powieści kryminalnych i szpiegowskich. Teraz możemy je sobie poczytać w
      lewicowym dzienniku.
      Tak się składa, że nikt z dziennikarzy "Newsweeka" nie rozmawiał o żadnych
      zarzutach czy podejrzeniach ani z ministrem Siemiątkowskim, ani z nikim z nim
      związanym. Skąd więc informacje, którymi żongluje Barański, mówiąc, że "huczy
      od nich cała Warszawa"? Może z jego sennych majaków? Może od
      dziennikarzy "Trybuny", którzy zamiast pisać własne teksty, zajmują się
      śledzeniem i podsłuchiwaniem kolegów?

      A może - przeraża mnie ta hipoteza, ale muszę ją postawić - minister
      Siemiątkowski rozmawia tak naprawdę sam ze sobą. Wszak chwali się, że jest od
      tego, żeby słyszeć. Czyżby to jego podwładni przekazywali redaktorowi
      Barańskiemu odpowiednie materiały? A może zajmują się tym funkcjonariusze
      bratniej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Czy mamy się bać podsłuchów -
      podobnie jak dziennikarze "Gazety Wyborczej" w apogeum afery Lwa Rywina?
      Redaktor Barański znany był zawsze z poszukiwania nowych form sztuki
      dziennikarskiej. Podczas stanu wojennego wyspecjalizował się w podtykaniu
      mikrofonu wystraszonym kobietom z Solidarności, sterroryzowanym przez Służbę
      Bezpieczeństwa, zagrożonym aresztowaniem. Młodsi czytelnicy nie pamiętają tych
      reporterskich eksperymentów, ale to swoim dawnym umiejętnościom zawdzięcza
      zapewne Barański awans na szefa "Trybuny" w 2002 roku. Awans, którego nie
      byłoby zapewne bez osobistej akceptacji Leszka Millera - pisze Piotr Zaremba
      w "Newsweeku".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka