barnacle.bill.the.sailor
14.02.08, 20:09
Polski profesor pisze książkę o zydowskich zbrodniach na Polakach w czasach II
wojny światowej i uzasadnia je wrodzonymi cechami charakteru Żydów jako narodu
oraz wyznawanej przez nich religii. Jej hebrajski przekład wydaje instytut Yad
Vashem, który w sali uniwersytetu w Tel-Avivie organizuje "dyskusję" na
poruszany w niej temat, starannie dobierając dyskutantów, by przypadkiem nie
trafił się jakiś Chwalba. Autor arpogancko odpowiada półsłówkami na niektóre
zadawane pytania (na inne nie odpowiada) lub zmusza zaproszonych gości, by to
za niego robili. Przed siedzibą uniwersytetu zbiera się grupka kilku
młodocianych pryszczatych Żydów z transparentami potępiającymi antysemityzm
autora i dyskutantów. Incydent ten z oburzeniem opisuje najpoczytniejsza
izraelska gazeta, domagająca się surowego ukarania sprawców za ich
antypolonizm. Kilka dni później w jednej z synagog kilkuset Żydów w ostrych
słowach potępia autora książki za wysuwanie nieuzasadnionych wniosków z
przedstawionych faktów (nie negując ich) i oskarża go o antysemityzm.
Wspomniana wcześniej gazeta w pełnych oburzenia artykułach potępia zarówno
organizatorów spotkania jak i duchowieństwo judaistyczne. W całym Izraelu
sypią się głosy oburzenia i potępienia za wykorzystywanie świątyni do tak
niegodnych celów, i żądania ukarania antypolonitów.
Kompletna fikcja, nieprawdaż ?... Tymczasem dokładne lustrzane odbicie
opisanej sytuacji jest w Polsce traktowana jak oczywista oczywistość... ;-/