Gość: karol3
IP: 212.160.238.*
28.12.01, 21:28
W Polsce ofiara pomyłki lekarskiej nie ma szans na szybkie zadośćuczynienie, o
ile w ogóle do niego dojdzie. Po pierwsze - musi udowodnić przed sądem
lekarzowi lub placówce służby zdrowia, że popełniono błąd, co nie jest łatwe.
Po drugie - musi mieć mnóstwo czasu, cierpliwości i pieniędzy. Chociaż prawo
mówi, że postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy powinno
być zakończone w ciągu trzech miesięcy od daty zawiadomienia o przewinieniu,
sprawy trwają czasem latami. Mimo to pacjenci w Polsce, bardziej świadomi
swojego prawa do obrony, coraz częściej skarżą lekarzy.Z drugiej jednak strony
mało kto ma zaufanie do rzetelności tych sądów. Jak dowodzą statystyki, z roku
na rok wzrasta jednak o kilkanaście procent ilość spraw i orzekanych kar. Od
stycznia 1994 r. do czerwca 1997 r. do okręgowych rzeczników odpowiedzialności
zawodowej w całym kraju wpłynęło 5430 spraw plus 312, które pozostały z
poprzedniego okresu. Spośród nich zakończono 4816 spraw, w tym 2020 - odmową
wszczęcia postępowania, 1643 - umorzeniem i tylko 419 - wnioskiem do okręgowego
sądu lekarskiego o ukaranie winnego.
Śmierć
Zgon chorego jest najbardziej tragiczną konsekwencją błędu lekarskiego. Jak
wynika z danych naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, wzrasta
liczba spraw o spowodowanie śmierci na skutek błędów i zaniedbań. Najwięcej
skarg wpłynęło w 1999 r. - 328. Najmniej w 1997 r. - 200. W 1994 r. spośród 201
zgłoszonych spraw aż 35 proc. zakończyło się odmową wszczęcia postępowania z
uwagi na bezzasadność. W 1999 r. tylko 15 proc. uznano za nieuzasadnione. Na
przykład jedna ze spraw dotyczyła postępowania lekarzy pogotowia ratunkowego,
którzy trzykrotnie badali chorego, jednak ani razu nie wykonali mu EKG. Chory
zmarł z powodu zawału mięśnia sercowego. W tej sprawie zapadł wyrok
skazujący. W innej prokurator oskarżył lekarza o to, że nie poinformował
pacjenta o występujących, groźnych dla jego życia, zaburzeniach układu krążenia
i nie zaproponował pozostania na oddziale. Chory wszedł piechotą na II piętro
szpitala, do kliniki kardiochirurgicznej. Wysiłek ten spowodował zatrzymanie
krążenia i w konsekwencji zgon.
Lekarz pogotowia ratunkowego, wezwany w nocy do 16-letniego pobitego
chłopca, stwierdził zgon i nie podjął akcji reanimacyjnej. Z zeznań świadków
wynikało, że chłopiec dawał oznaki życia. Słabe tętno stwierdził również
sanitariusz. Powołany w sprawie biegły uznał, że lekarz zaniedbał swój
obowiązek. Innym razem lekarz pogotowia ratunkowego nie rozpoznał u 16-
letniego chłopca pourazowego uszkodzenia śledziony i trzustki. Zalecił środki
przeciwbólowe i odesłał do domu. Chłopiec trafił do szpitala z zapaleniem
otrzewnej. Mimo natychmiastowej operacji zmarł. Wśród innych przypadków
zakończonych zgonem pacjenta jest sprawa lekarza, który po otrzymaniu fałszywie
negatywnego wyniku badania cytologicznego nie wykonał u pacjentki dodatkowych
badań, np. mammografii. W efekcie doprowadziło to do opóźnienia leczenia i
zgonu.
Lekarz izby przyjęć po zbadaniu pacjenta przywiezionego przez pogotowie
ratunkowe pobrał krew na zawartość alkoholu i wezwał policję. Objawy takie, jak
np. bełkotliwa mowa, pobudzenie, mogły świadczyć o nietrzeźwości. Chorego
przewieziono do izby wytrzeźwień, lecz po kilku godzinach wrócił do szpitala ze
skierowaniem od lekarza wiejskiego ośrodka zdrowia, który podejrzewał udar
mózgu. Po zabiegu obustronnej trepanacji czaszki w stanie ciężkim został
transportowany do szpitala wojewódzkiego, gdzie zmarł. W pobranej próbce krwi
nie stwierdzono alkoholu. Lekarz, który zlecił to badanie, nawet nie
zainteresował się jego wynikiem. Kolejnym przykładem braku wiedzy medycznej
jest zgon 1,5-rocznego dziecka, przywiezionego do szpitala z powodu zażycia
jednej tabletki thioridazyny. Lekarz dyżurny zastosował płukanie żołądka. Nie
prowadzono bilansu płynów, nie kontrolowano stężenia elektrolitów we krwi,
pomimo pogarszającego się stanu dziecka i typowych objawów odwodnienia. W
drugim dniu pobytu dziecko zmarło, mimo podjętej akcji reanimacyjnej.
W wielu przypadkach skargi dotyczą nieprawidłowo prowadzonego porodu, w
wyniku czego dochodzi do zgonu dziecka bądź rodzącej. Najczęściej na skutek
zbyt późnej decyzji o cesarskim cięciu, braku nadzoru lekarskiego nad rodzącą
czy zaniechania obserwacji płodu.
Powikłania chorobowe
Skargi pacjentów o spowodowanie powikłań chorobowych lub uszkodzenia ciała
stanowią najliczniejszą grupę spośród wszystkich zarzutów, stawianych lekarzom.
I w tym wypadku najczęściej przyczyną jest niski poziom wiedzy lub
niedbalstwo. W 1994 r. do rzeczników odpowiedzialności zawodowej wpłynęło
368 skarg o powikłania, spośród których tylko niecałe 9 proc. zakończyło się
postawieniem lekarzowi zarzutów. Wobec 36 proc. odmówiono wszczęcia
postępowania wyjaśniającego, 45 proc. umorzono. W 1999 r. zażaleń na
postępowanie medyczne, które spowodowało powikłania lub uszkodzenie ciała, było
już 555. Odmową wszczęcia postępowania zakończyło się 29 proc. spraw.
W jednym z klinicznych szpitali 1,5-roczne dziecko zostało poddane planowemu
zabiegowi usunięcia przepukliny. W wywiadzie podano: wrodzona wiotkość krtani.
Po operacji nie wybudzone dziecko umieszczono w sali ogólnej. Nie zastosowano
obserwacji ani monitorowania przebiegu pooperacyjnego. Matka po przyjściu do
szpitala znalazła je w stanie niewydolności oddechowej, która stała się
przyczyną niedotlenienia, co doprowadziło do ciężkiego uszkodzenia mózgu.
Sprawa znalazła swój finał w sądzie lekarskim. Kiedy indziej pacjent skarżył
lekarza chirurga, który zamiast operacji przepukliny pachwinowej lewostronnej,
na którą cierpiał pacjent, dokonał zabiegu w prawej okolicy pachwinowej. W toku
postępowania stwierdzono, że dokumentacja lekarska była prowadzona
nierzetelnie, a w szczególności brakowało pełnego opisu zabiegu operacyjnego,
uzasadniającego decyzję lekarza. U 50-letniego pacjenta po operacji nogi nie
uzyskano w kończynie objawów krążenia. Lekarz dyżurny zlecił ogrzewanie
termoforem. Chory będący w znieczuleniu, pozostawiony bez dozoru lekarskiego,
doznał tak poważnych oparzeń, że trzeba było nogę amputować. Technika na
cenzurowanym :
Przyczyną wielu skarg jest brak wnikliwości w badaniu pacjenta,
niekorzystanie przez lekarzy - nawet jeśli to możliwe - z wykonywania
dodatkowych badań diagnostycznych i konsultacji, co prowadzi do tragicznych w
skutkach przeoczeń lub błędów. Zjawiskiem przewijającym się w ogromnej części
spraw trafiających do rzeczników jest przedmiotowy sposób traktowania pacjenta,
uwłaczający jego godności, nieczułość, odmowa udzielenia pomocy, zobojętnienie,
cynizm, a nawet agresja.
Rzecznicy odnotowali sprawy, w których okazało się, że winę za powstałą
szkodę ponosi nie konkretny lekarz, ale wadliwy system opieki zdrowotnej,
niewłaściwa organizacja pracy, niedostateczny dostęp do badań diagnostycznych.
W takich sytuacjach rzecznik niejednokrotnie interweniował w stosownych
organach administracji bądź rozszerzał prowadzone postępowanie wyjaśniające
wobec dyrektorów szpitali lub ordynatorów.
Rejestruje się coraz więcej powikłań powstałych podczas badań i zabiegów
wykonywanych nowoczesną techniką zabiegową, do stosowania której lekarze często
nie posiadają odpowiednich kwalifikacji, np. do zabiegów laparoskopowych.
Zdarza się, że lekarze zarówno w szpitalach, jak i w prywatnych gabinetach czy
też lecznicach podejmują się wykonania skomplikowanych zabiegów nowoczesną
aparaturą, bez dokładnej diagnostyki danego przypadku, a nawet bez medycznych
wskazań, kierując się względami finansowymi.
Nadal duża jest liczba skarg na lekarzy orzekających w komisjach inwalidztwa
i zatrudnienia. Chorzy skarżą się na obcesowość, nonszalancję, brak wnikliwości
podczas badania, niekompetencję, celowe bagatelizowanie podan