sen.dzia.li
06.10.03, 16:17
Andrzej: "Pisząc o Bogu mam na myśli tylko i wyłącznie ideę Boga, rozumienego
jako siłe sprawdzą istnienia człowieka. Czy Bóg obecnie jest czy też go nie
ma to dla mnie drugorzędne zagadnienie. (1) Z drugiej strony postawiłem
hipotezę, że Bóg jest wewnątrz nas jako pewien zapis informacji genetycznej,
a nadto wywiodłem, że można sie komunikować z tym zapisem przez własny mózg -
wystarczy troche potrenować. Weźmy przykład ludzi, którzy poprzez medytacje i
cwiczenia potrafią oddziałać na procesy bezwiedne, a nawet samoleczyć się z
śmiertelnych chorób. (2)
No więc nie odrzucał bym tak szybko religii katolickiej, jako absurdu na
poziomie samej już logiki, bo tam Bóg jest tyle co alfa i omega czy też logos
(3). I najwyraźniej można do niego dotrzeć poprzez własną jaźń - może chodzi
tutaj więc o odczytanie informacji zawartej na jakimś nanopoziomie. Może tam
są zawarte informacje o rozwoju człowieka w kierunku Boga czyli stwórcy. Tak
czy inaczej religia jednak sprzyja tworzeniu społeczeństwa ze stada zwierząt,
poźniej jest trochę ambiwalencji, ale położenie nacisku na etykę, prawa
naturalne i moralność jednak chyba sprzyja rozwojowi niż go cofa, no nie? (4)
____
Ależ skąd nie jestem Katolikiem, wiec nie śmiałbym. Po prostu czytam książkę
Stephena Hawkinga pod tytułem "Wszechświat w łupinie orzecha" . Hawking jest
zdania, że człowiek jest superrobotem natury. Nadto jasne jest, że za ok. 500
mln lat ziemia zacznie umierać, a wraz z nią my - ludzie (5). Poza tym jasne
jest że tak czy inczej cały wszcheświat zginie niezależnie od tego czy
rozszeży się w nieskończonej pustce czy spowrotem ścieśni do superpunkutu.
Ten stan rzeczy tchnie sporym bezsensem egzystencjonalnym (6). Przecież nic
nie zostanie, abslutne zero. Dlatego też w pogoni za nadzieją ludzie będą
chyba myśleli o jakimś sposobie, aby nasz gatunek zmartchwystał, i aby jego
historię odczytano w przyszłości. to jest jedyna sensowna myśl. No,nie? A
jeśli tak jest i świat kiedyś zginął i odrodził się na nowo to może my ludzie
nie jesteśmy po raz pierwszy w historii, i komuś to zawdzięczamy kto chce nam
uświadomić zarówno swój byt jak i jego treść. Chyba byłaby jedna droga do
tego zapisać dla potomności wszystko w słowo czyli informację. Czyż nie. Nie
trzeba być wielkim filozofem, aby o tym pomyśleć. (7)
____
Generalnie potrzebne mi to do pewnej hierarchizacji celów zyciowych włączając
w to problem rodziny. Z drugiej strony, jakby to wyrazić, nie potrafie
określić sensu życia. Tak więc można powiedzieć, że poszukuje kryteriów,
pryzmatu etc. wielu punktów odniesienia, które wyznaczają jakąś bardziej
interesującą perspektywą widzenia rzeczywistości i siebie. (8) Neomodernizm,
liberalizm to nie jest złe. Zwłaszcza liberalizm. Ale człowiek w jakiś sposób
jest cierpiący przez samo myślenie, nie potrzeba jakieś szczególnej choroby i
trudnej sytuacji do tego. Wystarczy ze nie jest idiotą i myśli (9).
Tak więc odpowiada mi to co napisała o sobie Simon Weill, że usiadła jako
ateistka w przedsionku kościoła (oczywiście nie ludowego), i coś podobnego
pisze Czesio Miłosz. Tak więc jest to niedelikatne, żeby nam lać takie pomyje
o religii pod nos. No bo jednak czasami człowiek zatrzymuje się nad róznymi
cytatami, i widzi w tym wartość dla siebie. Tak wiec po co niszczyć coś czego
nie można zastąpić. Może i desygnatu nie ma, ale to jeszcze nie powód, aby
dezauować całą religię skoro nie każdy pójdzie na uniwersytet, aby zapoznać
się z elementami etyki - lepiej zostawić to forum. Ci przeciwnicy KK po
prostu p..rdolą głupoty - jak są tacy mądrzy niech otwierają świetlice i
dadzą ludziom ekwiwalent pocieszenia. Proszę bardzo nie dadzą coś w zamian.
Niech rozmiawiają z starymi kobietami, pocieszają smiertelnie chorych,
wyciągają z gówna narkomanów i pijaków. Niech powiedzą na podwórku coś
sensownego szczeniakom bez perspektyw. (10)
Świadomość ludzka jest jak poszycie leśne jak wyciągniemy szyszki bedzie
uboższa. Po co to zubażać. W końcu jak się wyciągnie to i tamto to wyjdzie
taki pajac i powie, że dla niego Frak Zappa to Bóg (autentyk). (11)"
źródło:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=8303332
(1) Używasz pojęcia "Bóg" nie dbając o jego znaczenie. Źle. Bóg filozofów i
religii naszego kręgu kulturowego, to Bóg, o którym twierdzi się, że jest
wszechobecny, wszechwiedzący, jest pozaświatowy i równocześnie czujnie w
świecie obecny. I o którym twierdzi się - dla odmiany znacznie rozsądniej -
że nie istnieje. Siłą sprawczą istnienia czlowieka jest kopulacja jego
małpich przodków i mutacje. Twój Bóg to bóg prywatny, to "Bóg Andrzej", "Pan
Bufetowy" lub "Ufoludek Z Gałązką Oliwną". Wierzę w istnienie innych
cywilizacji. I co z tego?
(2) Potrenować, ale nie trochę, tylko dziwnie, ciężko i bez żadnych
gwarancji, trzeba, aby komunikować sie z własnym sercem, wątrobą i żołądkiem,
co może takim "yoginom" przynieśc pewne skutki (nieśmiertelni nie będą, 160
też nie pociągną). Taką metodą za diabła nie skontaktujesz się ze swoim kodem
genetycznym.
Są jednak sposoby - potrenowac troche i skontaktować się z ludzkim zapisem
genetycznym przez własny mózg. Oto dlaczego. Kod genetyczny można uwazac za
program samouruchamiający się w białku. Gdy grasz w szachy na kompie, to
porozumiewasz się z programem szachowym. Również porozumienie uzyskasz
wybierając się do warzywniaka i zwracając się do sprzedającej w nim
laski: "Poproszę tego dużego buraka". Gdy ona odwróci się, schyli, sięgnie i
poda Ci buraka, to porozumienie osiągnięte. Ale wcześniej trzeba było
uruchomić własny mózg, nauczyc się mówionego polskiego, a następnie się nim
posłużyć.