Dodaj do ulubionych

Na marginesie procesu...

08.11.08, 15:22
Niechcący wpadłem na tekst prof. Chwina, który jest częścią większej
całości - polemiki RAZem...
Znalazłem wiele ciekawych pytań i sporo rzeczowych odpowiedzi,
wykluczających doktrynalne "nas nie przekonajom..."
www.rp.pl/artykul/2,212716_Towarzysz_Rafal__ma_glos_.html
Obserwuj wątek
    • homosovieticus Pisarz w róznych miejscach sprzedaje to co napisał 08.11.08, 15:51

      Tytuł profesorski Chwina nie upoważnia Go do wyjścia poza zwyklą,
      polityczną publicystykę.
      Chwin jest pisarzem, który naiwnościa dorównuje przedszkjolakom.
      Talentem zaś siedmioklasitom.

      wyborcza.pl/1,76842,5766456,Co_bys_zrobil_13_grudnia_1981_na_miejscu_Jaruzelskiego.html
      • replique Oqrcze!! 08.11.08, 16:00
        A już myślałem, że jest tylko dla "emocjonalnych idiotów"...
        Ale jakby nie było, może coś na temat poruszonych punkcików w tej
        polemice???
        A może scarhart, skoro tak a nie inaczej myślisz o Chwinie?
        (zauważyłem, że twoje myślenie o Chwinie, jest "proste jak drut"...
        jak niektóre tezy RAZa)
    • man_sapiens Re: Na marginesie procesu... 08.11.08, 16:49
      Chwin stawia bardzo celne pytania - pytania bez odpowiedzi. Sam nie raz
      zastanawiałem się, jak wyglądałyby nasze losy, gdyby nie było stanu wojennego.
      Widzę dwie drogi. Pierwsza to sowiecka interwencja, zapewne tysiące ofiar
      (Polacy to nie rozważni Czesi), Polska sprowadzona do roli Białorusi.
      Druga - gdyby sowieci nie odważyli się na interwencję oznaczałaby niewielką
      korektę systemu. Wolne związki, mające silne poparcie wydzierałyby więcej
      pieniędzy od państwa. Ustrój polityczny nie zmieniłby się, gospodarczy to były w
      najlepszym razie syndykalizm. Działacze związkowi korumpowani władzą wtapialiby
      się w komunistyczną nomenklaturę. Ot, taka nie całkiem Jugosławia. To by
      oznaczało stagnację na wieki i utrwalenie komunizmu.
      Stan wojenny zabrał Polakom nadzieję i wielu (także mi) najlepsze lata życia.
      Ale spełnił w sumie pozytywną rolę - nazbierało się w nim zło komunizmu jak we
      wrzodzie. Gdy pękł przyszło uzdrowienie - taki obraz choroby zwanej komunizmem
      jet mimo wszystko lepszy od przewlekłej gangreny.
      • replique Re: Na marginesie procesu... 08.11.08, 17:04
        Z dróg, które widzisz, tylko ta pierwsza była możliwa. W 1981 nie
        istniał żaden czynnik, który mógłby pozwolić deklasację PZPRu.
        Gdyby nie wprowadzenie stanu wojennego, nastąpiłby chaos... i wtedy
        sovieci by weszli... wszystkie znaki na niebie i ziemi na to
        wskazywały. Można również przypuścić, że kiedy już te 13 grudnia
        nastąpil, sovieci wypuścili z siebie głębokie "ufffff" ulgi: nie
        musieli wchodzić...
        Mnie również, ten stan wojenny, wywrócił cały mój świat i postawił
        go na głowie, jednakże po latach... po wielu latach... będę bronił
        decyzji o jego wprowadzeniu, jako słusznej...
        A już oskarżenie o "spisek zbrojny" z gangsterskiego paragrafu i
        postawienie przed sądem powszechnym, będę uważał za paranoiczną
        zemstę - zemstę małych ludzików, ktorzy nie mieli "własnego
        powstania warszawskiego" :)
        • man_sapiens Re: Na marginesie procesu... 08.11.08, 18:28
          Ja, przeciwieństwie do Ciebie, nie jestem pewien, czy decyzja Jaruzelskiego była
          słuszna i nie wiem, jakie były jego intencje. Nie mam też zamiaru tego
          rozstrzygać - po co, przecież to przeszłość.
          Ale proces jaki się odbywa, jest żałosny. Nie ma przepisu, który przewiduje karę
          za błędną decyzję polityczną, zresztą nikt nie udowodni, że była ona zła. I nie
          ma przepisu, który przewiduje karę za zmarnowanie mi 10 lat życia. Jest Bóg i
          historia.
      • masuma Re: Na marginesie procesu... 08.11.08, 19:20
        Byłaby trzecia opcja -
        powybijalibyśmy się nawzajem. Brat - brata
        • replique Re: Na marginesie procesu... 08.11.08, 19:24
          ... ja jestem jedynakiem... :)
          :)
          pzdrx
    • entefuhrer Punkt wyjścia 09.11.08, 17:59

      wyborcza.pl/1,76842,5766456,My__Ablowie__czysci_jak_lza.html
      • replique Re: Punkt wyjścia 09.11.08, 18:30
        Po mnie przyszli dokładnie o 00:15... ode mnie do KMMO było zaledwie
        300 metrów... już w internie zacząłem pisać różne rzeczy... między
        innymi, byłem jednym z niewielu, którzy uważali, że sovieci nie
        wejdą... bo Afganistan, bo środek Europy, bo już były Węgry i
        Czechosłowacja, bo te 36 milionów to nie to samo co Węgry i
        Czechosłowacja razem wzięte, bo sovieci wiedzieli, że w razie
        potrzeby "Polak i z kija wystrzeli".... :)
        Refleksje przyszły później, dużo później, kiedy po emocjach nie było
        już śladu, kiedy czas zaleczył pewne rany... kiedy dowiedziałem się
        więcej - a przecież wiedziałem dużo, z racji funkcji chociażby!
        Z opowieści ludzi, jak i w jakich okolicznościach byli wzięci
        wynikało, że ci, którzy uczestniczyli w rozbijaniu związku... bali
        się - dla nich to też była wielka niewiadoma, co może się
        przydarzyć...
        Tylko, że wtedy nie było takich refleksji - było raczej coś w
        rodzaju bohaterstwa i nikt nie chciał przyznać, że z taką łatwością
        zdjęli pierwszy garnitur...
        Kiedy opadły wszystkie emocje, kiedy czas zaleczył pewne rany, kiedy
        wiedziałem dużo więcej - parę lat później... zacząłem przemyśliwać,
        co by było, gdyby ten stan wojenny wprowadzony nie został...
        Wniosek mógł być tylko jeden: weszliby... weszliby i to nie sami...
        Ciekawym dzisiaj, kto by budował Muzeum Wejścia... ??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka