Gość: GoniącyPielęgniarz
IP: *.gratka.pl
25.10.03, 15:12
Dużo ostatnio pisano na forum o Michniku i to w negatywnym kontekście. Ludzie
zarzucali mu najróżniejsze rzeczy i wyciągnali jakieś stare wyświechtane
numery oraz "żydowanie". Jest też kilka osób, które bronią Michnika, niestety
część z nich robi to zupełnie nieudolnie. Piszą oni na przykład, że Michnika
się krytykuje, bo to Żyd i w tym tkwi nieczęć do niego. Ludzie, którzy
podnoszą tego typu argumenty nie różnią się w zasadzie niczmy od tych, którzy
rzeczywiście używają żydowskiego "argumentu" przeciwko niemu. Ci ludzie mogą
i stać po przeciwnych stronach, ale w rzezywistkości można ich wrzucić do
jednego worka, bo stosują chwyty poniżej pasa. To piszę tylko po to, aby nikt
mi tutaj nie zarzucał, że atakuję Michnika, bo to Żyd. Tak nie jest.
Z drugiej strony duża część osób rozczarowanych postawą Michnika zarzuca mu
picie z Urbanem, przyjaźnie z Rakowskim, Jaruzelskim i z całą resztą
aparatczyków komunizmu. Otóż ta kwestia jest mi całkowicie obojętna. Nie robi
dla mnie żadnej różnicy, czy Michnik będzie pił z Urbanem czy z o. Rydzykiem.
Jest to jego prywatna sprawa i nie wpływa to w żaden sposób na jakość
demokracji i jakość życia publicznego.
Ja bym chciał poruszyć kwestię krytyki Michnika z trochę innej strony.
Opiszę to na podstawie tego, co widzimy w aferze Rywina. Proszę jednak nie
używać innego argumentu poniżej pasa, czyli zarzutu, że nie doceniam
pozytywnej roli Michnika w całej sprawie. Jest to podobny argument, jakim
posługuje się Michnik, czyli "każdy kto w jakikolwiek sposób odważy się na
jakąkolwiek krytykę Michnika, nie dąży do wyjaśnienia sprawy, a najpewniej
wspiera grupę trzymającą władzę". Tak nie jest. Nie znoszę komunistów, SLD
uważam za zbiór patologii i najchętniej bym ich wszystkich wyeksportował do
jakiegoś kraju bliższego ich korzeniom ideologicznym niż obecna Polska.
Mnie bardziej niż imprezy z Urbanem isteresuje jego postawa publiczna, biorąc
pod uwagę to, że jest redaktorem naczelnym największej i prawdopodobnie
najbardziej opiniotwórczej gazety w kraju. Gdy dołożymy do tego przekonanie o
własnej nieomylności, stawianie się ponad wszystkimi i pouczanie innych, to
wygląda to już zupełnie tragicznie.
Jak mogę zaufać redaktorowi naczelnemu gazety, gdy widzę takie zachowanie:
1) Od początku całej afery redaktor naczelny broni zaciekle premiera, nie
przedstawiając w swojej argumentacji nic, poza własnym przekonaniem
wyniesionym z....bliskiej znajomości z premierem. Nie bronię redaktorowi
naczelnemu prawa do wyrażania swojej własnej opinii w takiej sprawie . On
tylko pokazuje swoje oblicze przy tak żałosnej argumentacji. Tutaj redaktor
naczelny idzie jednak jeszcze dalej. Pamiętamy przecież, jak zaraz po
publikacji, w programie "Kropka nad i" nie tylko mówi, że nie wierzy w winę
premiera, ale posuwa się do krytyki dużej części społeczeństwa, bo
wykrzykuje, że to "hańba podejrzewać premiera!!". Ja sobie nie wyobrażam,
żeby szanujący się red. nacz. tak się zachowywał i pouczał mnie, że moje
podejrzenia w stosunku do premiera to "hańba!"
2) Stosunki tego samego redaktora naczelnego z prezydentem. Otóż obaj panowie
nie mają żadnych skrupułów i zatajają przed opinią publiczną ważny dokument w
wiadomej sprawie i nie widzą w tym nic niestosownego. Prezydent jak
prezydent, w końcu to polityk i ma w tym własny interes (nie usprawiedliwiam
go oczywiście, bo jest dla mnie zwykłym cwaniaczkiem, niczym więcej), ale
redaktor naczelny szanującej się gazety miałby coś zataić przed swoimi
czytelnikami? Czy redaktor naczelny, który ukrywa przed swoimi czytelnikami
takie rzeczy może budzić zaufanie?
3) Nie znoszę Czarzastego, Kwiatkowskiego, Jakubowskiej, itd. To gwoli
ścisłości. Zdumienie moje budzi jednak odmienna postawa redaktora naczelnego
względem poszczególnych osób. Otóż redaktor naczelny, który zawsze broni się
przed wygłaszaniem kategorycznych sądów i oskarżaniem innych osób,
jednocześnie bardzo stanowczo atakuje Czarzastego w czasie zeznań przed
Komisją Śledczą. Robi to nawet wtedy, gdy nie jest o niego pytany. Podobnie
jest z Kwiatkowskim. Dlaczego jednak inaczej jest z Jakubowską? Michnik
niczego nie ustalił w czasie śledztwa dziennikarskiego, jak sam twierdzi,
więc wie tyle co my. Czy dowody na Jakubowską mają inną wartość niż te na
Czarzastego? Przecież one są mniej więcej takie same.
Jest jeszcze druga sprawa z Jakubowską. Redaktor naczelny Gazety Wyborczej
idzie sobie na prywatną rozmowę, jako przyjaciel i namawia ją, żeby odsunęła
się na rok czy dwa od polityki. To jak to w końcu jest? Oficjalnie w czasie
przesłuchań oraz przed motłochem, czyli nami, są po przeciwnych stronach tej
afery i w ogóle całego sporu, a już za plecami okazują się jednym
towarzystwem?
To są rzeczy, których nie należy stawiać, jako argumenty w samej sprawie
Rywina. To jest co inngo. Tutaj chodzi o zaufanie, jakim obdarzamy media. To,
że ta cała afera korupcyjna jest całkowiecie jawna, umożliwia nam dokonywanie
ocen na różnych płaszczyznach. I nie piszcie, że ona została ujawniona dzięki
Michnikowi, bo to jest oczywiste. Ja cały czas mówię o czym innym. Gdyby była
tylko publikacja, a nie byłoby Komisji Śledczej, bylibyśmy jak dzieci we
mgle, zdani wyłącznie na Michnika. Na Michnika, który chce być bardziej
lojalny wobec swoich przyjaciół - polityków, których powinien kontrolować,
niż nas, opinii publicznej. Jaką możemy mieć pewność, że przy innych
sprawach, przy których będziemy zdani już wyłącznie na twierdzenia Michnika,
nie będziemy oszukiwani w taki sam sposób?