ukos
29.06.09, 13:34
Wszelkie próby zwiększenia zakresu stosowania jednomandatowej
ordynacji wyborczej napotykają na ordynarny, nie silący się nawet na
pozory racjonalnej argumentacji i niczym niezawoalowany w swym
rozpasanym, zapiekłym partyjniactwie oraz pogardzie dla opinii
społecznej odpór.
Wystarczy zerknąć na dzisiejsze obrzydliwe wypociny "Rzepy" w tej
sprawie:
www.rp.pl/artykul/2,326671_Ordynacja_szyta_pod_PO_i_PSL.html
www.rp.pl/artykul/16,326668_Platformy_skok_na_samorzad.html
www.rp.pl/artykul/9158,326652_Jak_nie_oddac__wladzy_.html
żeby się zorientować, że reformatorzy nie mogą sprawie liczyć nawet
na odrobinę dobrej woli ze strony partyjnych wodzusiów zastrachanych
o swe wewnątrzpartyjne jedynowładztwo.
W tej sytuacji trzeba sięgnąć do referendum. Nie trzeba go ogłaszać
natychmiast (nie mamy za dużo pieniędzy), ale może się ono odbyć
łącznie z wyborami prezydenckimi, co zapewni też trudną do uzyskania
w innych warunkacdh frekwencję.
Wobec zapowiedzi wspólnej, komuno-PiSdackiej dywersji, ma co
podejmować próby zmiany ordynacji samorządowej przed takim
referendum. W tej sytuacji jeszcze jedne wybory samorządowe odbyłyby
się, z winy partii aspołecznych, częściowo według gorszej,
partyjniackiej (tzw. "proporcjonalnej") ordynacji. Sobie na pohybel
PiS i SLD chyba jednak zapomniały, że w sprawie ordynacji
samorządowej nie ma konstytucyjnej blokady, a wynik referendum może
być wiążący.
Nie trzeba dodawać, że wygrane referendum torowałoby drogę do
przyszłej zmiany ordynacji parlamentarnej.