daria13
20.01.06, 18:50
Jako typowa przedstawicielka płci żeńskiej, a na dobrą sprawę jako typowa
przedstawicielka rasy ludzkiej, jestem bardzo łasa na komplementy. Znając
przyjemne uczucie, jakie budzą u mnie czyjeś miłe słowa pod moim adresem,
nie szczędzę takowych innym i bardzo lubię widzieć czyjś uśmiech i mieć
świadomość, że na chwilę rozjaśniłam jego dzień.
Zawsze mi się wydawało, że to zjawisko jest naturalne, a tu się okazało, że
nie u wszystkich. Dlaczeto niektóre osoby nie lubią być komplementowane? Czy
wynika to z ich nieufności w szczerość komplementujących, czy z jakieś
wrodzonej skromności?
Beata kiedyś, dawno temu opisała sytuację, bodajże ze swojej pracy, kiedy
powiedziała odruchowo komuś coś całkiem oczywistego na temat jego dobrej
pracy i zdziwiło ją jego z kolei zdziwienie, że ten ktoś nie zdaje sobie
sprawy z własnych osiągnięć, choć były one ewidentne, ale widać nikt
wcześniej nie umiał, albo nie chciał tego wobec niego wyrazić i widać też
było radość, jaką mu te słowa Beaty sprawiły. Może coś trochę przekręcam, bo
powiadam, że dawno to było, ale wymowa była chyba właśnie taka.
Co złego jest w miłych słowach i komplementach? Prosże o wytłumaczenie.
Pozdrawiam:)